Przygotowania do Wenecji pełną parą.
Poranną porą zameldowałam się w NFOZ-ie, pobrałam druk, wypełniłam i rozejrzałam się za kolejką. OK, jedna dziewczyna z dzieckiem w trakcie obsługi, a druga kobieta stoi pod ścianą. Dołączyłam i podpieram. Niestety sprawa dziewczyny z dzieckiem skomplikowaną jest, brakuje zielonego druku i czegoś jeszcze, dziecko biega po całej hali, a dziewczyna dzwoni z komórki i przekazuje telefon panu z okienka ze słowami:
- Niech pan powie, co jest potrzebne.
Wreszcie odchodzi. Kobieta przede mną robi ruch w kierunku okienka, ale oto BRUM BRUM coś brzęczy i wyświetla się numerek 37! I podchodzi jakiś lump, co drzemał pod ścianą!
Słuchajcie! Za MOJE pieniądze założyli sobie automat z numerkami, jak na poczcie!
I w dodatku całe czekanie na nic!
Rzuciłyśmy się z kobietą po numerki - mój był 42. Usiadłyśmy, no bo zapowiada się na dłużej. Gdy przy okienku był numer 39, pojawiła się znów dziewczyna z dzieckiem - w towarzystwie faceta z naręczem papierów. Pan z okienka powiedział mu, żeby podszedł bez kolejki... Niestety ciągle czegoś brakowało... No dobra, skracając tę długą historię - wreszcie jestem przed obliczem, wreszcie okazuję się dowodem, drukiem i przelewem zdrowotnego, wreszcie pan pyta:
- A pani przerwała działalność w lipcu?
A dyć.
- I nie wznowiła?
Jak nie wznowiła, jak wznowiła, co ja niby robię o szóstej rano na nogach.
- Bo NIE WYNIKA.
Bo wyobraźcie sobie, ZUS jeszcze nie wprowadził danych. A ja naiwna myślałam, że jak składam te DRA, ZUE, ŚMUE - to od razu lądują w systemie. Ha ha ha.
- Ma pani kopie dokumentów?
W domu mam, co mam nie mieć.
- Pani przyniesie ZUE. Da pani radę zaraz?
Zaraz to ja w pracy jestem.
- To jutro niech pani podejdzie bez kolejki - JAK JA BĘDĘ.
No. Mamy jasność?
I wszystko to za moje pieniądze.
A w pracy byłam o 9:50. Wchodzę i już od wejścia widzę, że drzwi do mnie szeroko otwarte, a za biurkiem... Derechcja. Nosz. To się nazywa pech. Właśnie przyszedł pan od komputerów ustalać, co mi ma zafundować na koniec roku. I żeby to choć na pociechę Maca! A już myślałam, że może Derechcja mojego spóźnienia nie zauważy.
Więc teraz prędko prędko, bo trzeba lecieć do NFOZ, tak?
A Wy co, lenicie się okrutnie.
Dobra, twórca nowego pomnika został ustalony przez Sprawymiasta - chodzi oczywiście o Czesława Dźwigaja, ale co z obrazem? Ano nic, wisi sobie dalej... u Czartoryskich, w sali Konstytucji 3 Maja, przy drzwiach po lewej, jak by ktoś dzisiaj się wybierał...
Rejtana z wąsami widzieliśmy z bliska wczoraj, a dziś rzut oka na górną część pomnika z pewnego oddalenia.
Pomnik Tadeusza Rejtana po 61 latach nieobecności powrócił na swoje dawne miejsce w czerwcu tego roku. Na placu u zbiegu ulic Basztowej, Asnyka i Dunajewskiego odbyło się uroczyste odsłonięcie zrekonstruowanego przez prof. Czesława Dźwigaja pomnika nowogródzkiego posła. Możemy ponownie oglądać odlany z brązu 11-metrowy postument Rejtana autorstwa Tadeusza Zakrzewskiego, który od 1890 do 1946 roku stał w okolicy Plant.
Oto co z tej okazji pisała Wyborcza:
Dziś popiersie, wraz z odtworzoną w stylu neogotyckim kapliczką i uporządkowanym otoczeniem placu, ponownie cieszy oko krakowian. - Chciałbym podziękować panu redaktorowi Wojciechowi Czuchnowskiemu. Jego artykuł w "Gazecie Wyborczej" zmobilizował mnie, aby wrócić do tej koncepcji - dodał prezydent. Pod pomnikiem przez lata odbywały się manifestacje patriotyczne głównie z okazji święta 3 Maja. Rodowici krakowianie nigdy nie zapomnieli o Rejtanie, nazywając jego imieniem pusty plac na Plantach. - Wszystko wskazuje na to, że jego tragiczna historia już się skończyła i że zostanie tu na wiele długich lat, żeby nie powiedzieć na wieki - kończył prezydent.
Odrestaurowanie pomnika kosztowało 900 tys. zł,a le nie o tym my tu.
Bardziej interesujące jest zdanie architekta miejskiego, który cieszy się nie tylko z powodu powrotu Rejtana, ale przede wszystkim z wykorzystania tego miejsca i przywrócenia mu dawnej świetności. Dzięki temu Kraków zyskał nową przestrzeń publiczną.
Ha ha ha.
Śmiem twierdzić, że okoliczne lumpy zyskały nową przestrzeń. Jakoś za każdym razem, gdy tamtędy przejeżdżam widzę WINOGRONA na ławkach. No ale to taka nasza polska specyfika.
Pytanie na środę prościutkie, boście już pewno tym tygodniem zmęczeni :)
PROSZĘ WYMIENIĆ KRAKOWSKIE POMNIKI AUTORSTWA DŹWIGAJA.
Nie muszą być wszystkie, wszystkich to on sam nie pamięta :)
Inni zdjęcia: Młoda magnolia kwitnie... halinam1434 akcentova4 / 4 / 25 xheroineemogirlxDzieciak suchy1906;) virgo123Pierwiosnki elmar... maxima24... maxima24... maxima24... maxima24