Córunia potraktowała dosłownie tytuł książki, którą czytałam - Zarys dziejów traktora po ukraińsku - trzeba było widzieć te oczy jak spodki :)
- Mamo, chyba Ci padło na mózg.
Derechcji padło na pewno, ale to wiemy od dawna. W piątek oznajmiła mi oficjalnie, że moje biuro ma inne przeznaczenie w jej wizji. Pretekst do przeniesienia mnie jest tak dziecinny, że aż obraźliwy, no ale. Się nie dyskutuje z postanowieniami Derechcji. Derechcja Bogiem. Na pytanie, gdzie widzi moje nowe miejsce pracy, odparła:
- Jeszcze nie mam jasnych idei.
Ha ha ha. No to ja poczekam, aż jej się we łbie rozjaśni, a na Fabryce zmaterializuje się inny lokal na moje sporawe biurko z dostawką, trzy duże szafy i dwie mniejsze. Oraz cztery regały na media, co to teraz zajmują całą jedną ścianę. Obaczym.
Tymczasem zobaczmy, co jeszcze pisze o farmaceutach Mieczysław Smolarski w swoich wspomnieniach zatytułowanych "Miasto starych dzwonów":
Nie da się zaprzeczyć, iż ówcześni farmaceuci, choć coraz więcej już było między nimi wykształconych magistrów, rzadko kiedy wyróżniali się fabrykowaniem nowych leków i przede wszystkim zatrudniali się rozsypywaniem proszków w papierki oraz ucieraniem maści w porcelanowych moździerzach, natomiast każdy słony rachunek nazywano aptekarskim.
Doświadczeńsi poprawiali źle wypisane recepty, lecz i oni zwyczajnie sprzedawali ogólnie znane środki, jak krople bernardyńskie lub "króla duńskiego", plasterki angielskie do zalepiania drobnych skaleczeń, olej, wino rabarbarowe oraz pigułki reformackie.
Gdy mój ojciec wszedł, wołali z daleka i uprzejmie:
- Pewnie zrobić kropelki mentolowe na kaszelek pana mecenasa?
O klientów bardzo dbali i znajomym obniżali cenę o dziesięć procent, a na gwiazdkę przysyłali im życzenia razem z tekturowym, zgrabnym pudełkiem oblepionym złoconym papierem. PO otwarciu ujawniały się w trzech przegródkach trociczki, kadzidło oraz "skórka panieńska", coś w rodzaju białego kleju, pociętego na równe kawałeczki. Starsi tego jeść nie chcieli i oddawali dzieciom.
Nie obniżajmy jednak zawodu, który wydał w owych latach twórcę lampy naftowej, Łukasiewicza oraz dwóch wybitnych literatów, Gąsiorowskiego i poetę Pika, czyli Mirandolę, którego poznałem później i polubiłem. Posiadał aptekę na prowincji, ale siedział stale w kawiarni w Krakowie i pisał wiersze.
Aptekarzami byli również panowie Redyk, Mikucki, Wiszniewski, Masłowski i Gralewski, obywatele poważni, zamożni i szanowani.
Wyjaśnijmy, jak sprawy wyglądały w Galicji w dobie autonomii. Funkcjonowały wówczas apteki publiczne, koncesjonowane przez Namiestnictwo, apteki zakładowe oraz apteki kas chorych. Podstawą ubiegania się o koncesję na prowadzenie apteki było posiadanie dyplomu magistra farmacji, który można było zdobyć na Wydziale Lekarskim uniwersytetu po wcześniejszym rocznym studiowaniu na Wydziale Filozoficznym. Konieczny był także odpowiednio długi staż praktyczny trwający co najmniej pięć lat. Acz bywało i 20-25 lat. Osobie starającej się przyznawano tylko jedną koncesję, która była "dziedziczona" przez żonę i dzieci.
Przydzielając koncesje, badano rynek wokół miejsca potencjalnego działania nowej apteki. W tym celu przeprowadzano wywiad wśród właścicieli aptek już funkcjonujących. Przyznawanie koncesji wiązało się z wniesieniem stosownej opłaty, zależnie od tzw. klasy apteki. Wyróżniano pięć klas według kryterium wielkości miejscowości (liczby mieszkańców). Opłata w wysokości 4 tys. koron związana była z przydziałem koncesji na aptekę pierwszej klasy w miejscowości powyżej 100 tys. mieszkańców. Koncesja na aptekę piątej klasy - w gminie poniżej 10 tys. mieszkańców - wynosiła 500 koron.
Tam, gdzie nie było aptek, zezwalano lekarzowi na prowadzenie takowej. W ten sposób powstawały apteki domowe, gdzie przede wszystkim zaopatrywali się pacjenci lekarza.
Ponadto znaczna część szpitali publicznych posiadała apteki przeznaczone dla własnych pacjentów.
Pytanka:
CZYM RÓŻNIŁY SIĘ OD DZISIEJSZYCH APTEKI ŚREDNIOWIECZNE? CO W NICH SPRZEDAWANO?
Aptekarze często parali się astronomią i alchemią.
W KTÓRYM KRAKOWSKIM MUZEUM ZAARANŻOWANO IZBĘ ALCHEMICZNĄ?
JAKIE GADY I PŁAZY CIESZYŁY SIĘ WIELKĄ POPULARNOŚCIĄ W ŚREDNIOWIECZNEJ MEDYCYNIE?
CZYM CZĘSTO POKRYWANO PIGUŁKI?
Oraz zagadka dotycząca postaci Mieczysława Smolarskiego. Dziś może o tym zapomniano, ale w swoim czasie sprawa była głośna: otóż w latach 30-tych XX wieku uważano, że pewne jego dzieło zostało splagiatowane przez znanego angielskiego pisarza.
JAK NAZYWAŁ SIĘ ÓW PISARZ I O JAKĄ KSIĄŻKĘ CHODZIŁO?
Franciszek Pik-Mirandola to kolejny zapomniany literacki trop krakowski. GDZIE MIESZKAŁ W KRAKOWIE?
Zagadki (wszyściusieńkie) rozkminili wspólnymi siłami: Bajjer, Vollyy, Farfallapl, Gosiaczkowo, Nadjamfotos, Ascaro, Saxony3.