Do pracy szłam na popołudnie, więc miałam okazję obejrzeć przez okno, jak około 11.00 pod blok najpierw podjechała karetka, a potem zobaczyłam panów policjantów czekających na windę. Ale jakoś nie skojarzyłam jednego z drugim, bo byłam zbyt zajęta baniem się, czy to nie sąsiad z II piętra ma zawał, bo on sercowiec jest. Ale jakimś czasie ekipa z karetki wyszła - lekarz przy tym mocno kulał, więc pomyślałam MEDICE, CURA TE IPSUM - i odjechała. Znaczy - zastrzyk komuś dali i już lepiej. A i sąsiad z II piętra z psem wyszedł, co mnie uspokoiło na tyle, że więcej przez okno nie wyglądałam.Jednak po 2 godzinach przed blok zajechał transport sanitarny, o czym doniosła mi Córunia. Wytłumaczyłam jej, że to inwalidów przewożą (cicho, nie śmiać mi się). Owszem, też. Jak inwalida zejdzie w podejrzanych okolicznościach przyrody. Wynieśli kogoś w czarnym worku.
Wywiad międzysąsiedzki wykazał, że zostali wezwani przez policję do lokalu 86, gdzie mieszka pewien amator napojów wyskokowych, nieraz konsumujący je w szerszym towarzystwie. Toteż nie wiadomo było, czy zszedł był sam gospodarz czy któryś z jego licznych gości. No ale po tygodniu pojawiła się klepsydra i już wiadomo, że to on sam.
Cóż mogę o nim napisać. Podrywał mnie kiedyś. To on właśnie - przy tym podrywaniu - nie zauważył przez całą zimę, że w ciąży jestem i bardzo był zaskoczony widokiem wózka z Córunią, pytając, czyim dzieckiem się opiekuję. Nie zniechęciło go to jednak i zapewniał mnie jeszcze potem, że co prawda jest on na rencie, ale całkiem jeszcze sprawny (tu znaczące spojrzenie). No nic.
Sit tibi terra levis.
Umarłemu i kadzidło nie pomoże, ale i tak udamy się dziś do apteki, acz jedynie wirtualnie, bowiem apteka ta przestała istnieć równo rok temu, padając ofiarą gwałtownie rosnących czynszów w lokalach komunalnych. Tak, nie mówimy o paskudnych drapieżnych kapitalistach, tylko o naszym zacnym Urzędzie Miasta, który podniósł czynsze w należących do miasta lokalach o kilka tysięcy złotych w zbożnym celu ich urynkowienia. Gdy wybuchła awantura w gazetach, niektórzy radni sporządzili projekt uchwały, na podstawie której miałaby powstać lista branż chronionych i zanikających: szewcy, rymarze, szklarze, tapicerzy, stolarze, zdunowie, witrażownicy, organmistrzowie, zakłady naprawiające wagi i sprzęt AGD oraz bary mleczne. Mieliby oni liczyć na utrzymanie starej wysokości czynszu. Aptek na tej liście nie ma.
Toteż po 150 latach istnienia zlikwidowano Aptekę Pod Złotym Słoniem na rogu ul. Grodzkiej i placu Wszystkich Świętych. Smaczku całej sprawie dodaje fakt, że powyżej apteki ma swą siedzibę... Wydział Kultury UM. Pod latarnią najciemniej.
Właściciele apteki szukając ratunku dla mebli wykonanych specjalnie na potrzeby apteki w połowie XIX wieku trafili nawet do wojewódzkiego konserwatora zabytków. Ten jednak nie miał środków finansowych. Ostatecznie meble nabył Uniwersytet Jagielloński i przekazał do Muzeum Farmacji. W kwietniu 2010 roku uroczyście otwarto ekspozycję składajacą się z okazałego regału z dziesiątkami otwartych półek i zamykanych szuflad z kryształowymi gałkami, stołu ekspedycyjnego (lady) oraz dwóch mniejszych szafek aptecznych, biurka, ławy i taboretów - wszystko to w tym samym eklektycznym stylu. Meble wykonane są z czarnego drewna, zdobione złoconymi ornamentami i wyposażone w lustra.
Kto - mając daleko do Krakowa - chciałby zobaczyć wyposażenie apteki i to jeszcze na swoim miejscu, a nie w salach muzealnych, może zerknąć do bloga... japońskiego: http://ayanos.exblog.jp/11723868/
Żeby było ciekawiej i bardziej po krakowsku - lokal po dawnej aptece od jej wyprowadzki z dniem 1 lipca 2009 stoi pusty i nikt odtąd nie płaci ŻADNEGO czynszu. Pewnie za mały na bank.
Gdy postanowiłam się wgłębić w temat FARMACJA W KRAKOWIE okazało się, że bogatej literatury na ten temat nie ma, ale coś tam zawsze się wynajdzie. Na początek - w temacie Apteki Pod Złotym Słoniem - fragment ze wspomnieniowej książki "Miasto starych dzwonów" Mieczysława Smolarskiego.
Pewnego dnia wykwintni i młodzi państwo Hellerowie, którzy posiadali aptekę "Pod Złotym Słoneim" na ulicy Grodzkiej, a zajmowali mieszkanie ponad naszym, na drugim piętrze, odwiedzili niespodziewanie mych rodziców, uprzedzając ich, że urządzają bal, i proszą, by zechcieli w zabawie uczestniczyć. [...] Tej nocy prędko nie zasnąłem. Nie tylko uszu mych dobiegała muzyka, lecz sufit na górze trząsł się od polek i mazurów. [...] Hellerowie stanowili ładną parę, a pani należała do tych zgrabnych, pełnych życia blondynek, na które zawsze miło spojrzeć. Nosiła duże brylanty w uszach i pachniała perfumami, a przechodząc szumiała tajemniczo. Gdy wychodziła na ulicę, prowadziła wesołego psa białego w czarne kropki, nazywanego z cudzoziemska "pointerem".
Pan Heller był właścicielem apteki, mógł ją sprzedać lub zostawić w spadku i nie potrzebował nawet znać się na lekarstwach, jeśli zatrudniał fachowego prowizora, od którego wymagano zaledwie czterech klas gimnazjalnych i przygotowawczego kursu. Wobec tego przyszły autor rycerskiego "Huraganu", Wacław Gąsiorowski, który w młodości w aptece praktykował, nie czuł się dobrze między kolegami i napisał złośliwo-melancholijną powieść pod tytułem "Pigularz".
Znacie? To jedna z moich ulubionych :)
A teraz zagadki:
GDZIE MIEŚCI SIĘ MUZEUM FARMACJI, A GDZIE MIAŁO SIEDZIBĘ NA POCZĄTKU SWEGO ISTNIENIA?
KIEDY POWSTAŁO?
MOŻNA TAM PODZIWIAĆ MEBLE POCHODZACE Z INNEJ STAREJ APTEKI KRAKOWSKIEJ. JAK ONA SIĘ NAZYWAŁA I GDZIE MIEŚCIŁA?
JAK NAZYWA SIĘ NAJSŁYNNIEJSZA KRAKOWSKA APTEKA?
JAK NAZYWAŁA SIĘ RODZINA APTEKARZY, KTÓREJ DWA RENESANSOWE NAGROBKI MOŻNA OGLĄDAĆ NA PLACU MARIACKIM?
WYMIEŃCIE CHOCIAŻ DWA RODY KRAKOWSKIE ZWIĄZANE Z FARMACJĄ I JEDNOCZEŚNIE Z UNIWERSYTETEM.
JAK NAZYWAŁA SIĘ APTEKA, WSPOMNIANA W ZNANYM WIERSZU GAŁCZYŃSKIEGO?
Na poprzednie pytania odpowiedzieli: Nadjamfotos, Trazymachrolnik, Saxony3, a Tartuffe słusznie podejrzewał względy polityczne we wstrzymaniu profesury dla Heleny Willman-Grabowskiej - była to represja za podpisanie protestu przeciwko złemu traktowaniu więźniów w Berezie Kartuskiej.
PS. Spędziłam pół niedzieli usiłując dodać tę notkę albo chociażby jakiś komentarz. Nic. Tymczasem przyszłam do pracy i zaskoczyło od razu. Droga Redakcjo, czy to oznacza, że moja domowa Opera cósik szwankuje?
Inni zdjęcia: 1434 akcentova4 / 4 / 25 xheroineemogirlxDzieciak suchy1906;) virgo123Pierwiosnki elmar... maxima24... maxima24... maxima24... maxima24... maxima24