No, Kochana Derechcja przetrzymała mnie do wtorku, kiedy to oznajmiła mi w kuchni:
- Właśnie o Tobie rozmawialiśmy, więc... zgoda.
I tak oto - z własnej inicjatywy - pracuję i w lipcu i w sierpniu (z wyłączeniem jednego tygodnia, kiedy przyjeżdża Psiapsióła z Daleka). Czy się cieszę? No, cieszę się jak ch... Jeszcze takiego roku nie miałam, żeby zamiast na Przyprawę ruszać do Fabryki w lecie. Ale niech nam te minusy nie przysłaniają plusów: nie będę musiała ruszać KUPKI :) Finansowo świetnie stoję tym bardziej, że nie muszę kupować nowych podręczników dla Córuni :)
Następny numerek wykonała Derechcja dwa dni później, usilnie zabiegając od pewnego czasu o spotkanie z szefostwem pewnego festiwalu. Zostało umówione na 11.00. Równo z hejnałem szefostwo wkroczyło w moje skromne progi, po czym okazało się, że Derechcja (jak najbardziej świadoma spotkania) udała się wcześniej do banku. Zabawiałam gości niezobowiązującą rozmową przez 20 minut, po czym zaczęłam wydzwaniać na komóreckę Derechcji.
- Przeproś ich, bo ja tu miałam problem, powiedz, że za 10 minut będę.
Po 10 minutach trąbnęła koleżanka:
- Stara dzwoniła, żeby jeszcze raz przeprosić i że ona już wychodzi z banku i za 10 minut będzie.
Istotnie. Już po 40 minutach od umówionego terminu objawiła się na Fabryce.
Wiecie, co to znaczy: przez 40 minut tuszować czyjeś chamstwo? Mało nie osiwiałam (do reszty).
A' propos moich progów. Doszły mię słuchy, że Stara widzi w nich podejmowanie gości kanapeczkami przy okazji imprez i w związku z tym wysiuda mnie z biura do jakiejś ciemnej dziury. Poszukiwania dziury trwają, przy pomocy specjalnie zaangażowanego architekta, który miałby - optymalna opcja - zgrupować nas wszystkich razem. Tak, żeby Stara tylko rzuciła okiem i już widziała, czy nikt się w robocie nie opieprza. Jak ja kocham tę Fabrykę, jakie nudne byłoby bez niej życie!
A dziś kończymy krótką relację o życiu Leona Mańkowskiego (1858-1909).
Wspomniałam o wielkim zainteresowaniu jego wykładami na UJ. Sanskryt to jednak język trudny, z właściwym sobie pismem i bardzo skomplikowaną gramatyką, toteż tłum prędko stopniał. Zdarzały się zajęcia, na które przychodziły dwie osoby, a czasem tylko najbardziej wytrwały z jego uczniów - Kazimierz Nitsch. To w jego wspomnieniu pozostał Mańkowski profesorem surowym i wymagającym. Wiadomo, że uczył gramatyki sanskryckiej i prowadził lekturę tekstów na podstawie fragmentów Mahabharaty, Ramajany, Pańczatantry, Hitopadesi i Sakuntali. Sądząc z doboru tekstów musiał być rzeczywiście nauczycielem wymagającym. Poza zamknietymi zajęciami prowadził również publiczne wykłady, objaśniając hymny Rigwedy.
Leon Mańkowski wraz z Janem Łosiem, Kazimierzem Nitschem i Janem Rozwadowskim założyli w 1908 roku wychodzące do dzisiaj, a wydawane początkowo prywatnym sumptem redaktorów, czasopismo "Rocznik Slawistyczny", zamieszczające m.in. bibliografię slawistyczną i wartościowe recenzje. Coś o tym będzie wiedzieć Reszta Wycieczki... wyobraźcie sobie, jaką furorę w klasie zrobiło jej oświadczenie, że wybiera się na... bułgarystykę. Kompletna egzotyka :)
Mańkowski nie wykształcił następcy i niewiele pisał. Jednak to właśnie on, doktor praw, jak czytamy na jego ekslibrisach i pieczątkach, był pierwszym polskim indianistą, wykładającym po polsku na jednej z najstarszych katedr sanskrytu w Europie, na jednym z najstarszych europejskich uniwersytetów.
Katedra sanskrytu w Krakowie po śmierci Mańkowskiego została zlikwidowana i dopiero w 1927 roku przywrócona i powierzona Helenie Willman-Grabowskiej. Ale to już całkiem inna historia. Dodajmy tylko, że prof. Willman-Grabowska zorganizowała na UJ bibliotekę indianistyczną, kupując księgozbiór po Leonie Mańkowskim.
Nawiasem mówiąc, czy ktoś wie, DLACZEGO WSTRZYMANO NA 5 LAT PROFESURĘ ZWYCZAJNĄ DLA WILLMAN-GRABOWSKIEJ?
Wspomnę jeszcze, że Mańkowski znany był ze swojej działalności dobroczynnej, wspierał finansowo wiele krakowskich instytucji charytatywnych i był m.in. wiceprezesem krakowskiego Towarzystwa Dobroczynności oraz Rady Nadzorczej Towarzystwa Tanich Mieszkań dla Robotników Katolickich. Polski Słownik Biograficzny napomyka, że był Mańkowski kaleką i człowiekiem chorowitym. Istotnie zmarł w wieku zaledwie 50 lat, pozostawiając syna Antoniego. Było to dziecko z drugiego małżeństwa, zawartego w 1904 roku z Zofią Michałowską. Pierwsza żona - Cecylia Saryusz-Zaleska - zmarła w 1901 roku. Mańkowski został pochowany na Cmentarzu Rakowickim.
Zadam jeszcze jedno pytanie o ucznia Mańkowskiego. Był to filolog klasyczny, który pogłębiał wiedzę językoznawczą na wykładach sanskrytu. Dla ułatwienia (?) dodam, że mieszkał przy ul. Księcia Poniatowskiego i w czasie okupacji został wyrzucony ze swego lokum, które zajęto na potrzeby gestapo. Zdołał się jednak utrzymać na mansardzie domu jako dozorca. Tam pracował nad kolejnymi tomami swego epokowego dzieła.
KTO TO BYŁ I JAKI TYTUŁ NOSI JEGO DZIEŁO - NAJOBSZERNIEJSZE W LITERATURZE ŚWIATOWEJ NA TEN TEMAT?
A skoro gościmy przy ul. Topolowej, proszę o odpowiedź na pytanie: KTO ZNANY MIESZKAŁ PRZY TEJ ULICY?
KTÓRY MALARZ MIAŁ TAM SWOJĄ PRACOWNIĘ I CO SIĘ W NIEJ ODBYWAŁO?
Źródło: ZŁOTA KSIĘGA WYDZIAŁU FILOLOGICZNEGO UJ, Kraków 2000 - cudna rzecz, co prawda 40 zł (w antykwariacie na Stolarskiej) i co najmniej 5 kilo do zatachania do domu, ale warto :)
Na poprzednie zagadki odpowiedzieli: Surima, Nadjamfotos, Eve77dominik oraz - drogą mailową - Elegancka. Której życzymy dzisiaj dobrej zabawy na weselu!
Przy pisaniu notki towarzyszyła mi muzyka z filmu 2046: http://www.youtube.com/watch?v=0fV7L0SS3B0&feature=related