No ja nie wiem. Mam jechać do Urzędu zawiesić działalność, a tu łeb mnie boli. Dawniej było tak, że załatwiało się formalności do siedmiu dni PO terminie zawieszenia. Czyli człowiek miał już wolne i sobie szedł, kiedy chciał. Teraz trzeba PRZED. Działalność chcę zawiesić z dniem 1 lipca czyli praktycznie wypada jechać dzisiaj i tylko dzisiaj (na fabrykę po południu), bo w pozostałe dni przeca jestem w robocie. A jeśli pojadę dopiero 1-go i zawieszę od 2-go, trzeba będzie za ten jeden dzień lipca zapłacić ZUS-y. No wiecie, jedną trzydziestą pierwszą całej kwoty. Otóż JESZCZE TAK NIE BYŁO, ŻEBY SOBIE PRAWIDŁOWO WYLICZYĆ tę jedną trzydziestą pierwszą. Zawsze o jakiś grosz źle się zaokrągli i potem (po 2 albo 3 miesiącach) dostaje się wezwania do stawienia. Pod groźbą.
Więc muszę zabrać ten łeb do siatki i jechać.
Wszystko przez tę pogodę, nie?
Nawet mnie już nie cieszy, że w niedzielę udało się dokonać NIEZWYKŁEGO WYCZYNU. Otóż w miesiącu sierpniu 2008 obleciałam wyprzedaże. Plon złożyłam na desce do prasowania, ustawionej w pokoju Córuni. Potem odkładało się tam różne ciuchy, z którymi akurat nie wiadomo było, co zrobić, i w ten sposób wyrósł w pokoju wielbłąd trzygarbny, prawie sięgający sufitu. Co ciekawe, miejsca w szafie wcale przez to nie przybyło. I tak minęło dziesięć miesięcy. Myśl o zbliżających się kolejnych wyprzedażach (a także coraz większe trudności z odnalezieniem czegokolwiek - na przykład białej bluzki Córuni na koniec roku) kłuła w żywe oczy. I wyobraźcie sobie - w dzień święty zlikwidowałyśmy nabój. Do tej pory nie wiem, jakim cudem i przede wszystkim GDZIE to się zmieściło. A pokój jaki duży się zrobił! Tak to jest pozbyć się kozy :)
Z powodu Wielkich Porządków oraz obłożenia robotą w tygodniu nie zabrałam się nawet za rozbieranie Bogdanowskiego :( Czytam po dziesięć stron dziennie ruskiej kniżki i tyle, dalej zasypiam.
Toteż dziś tylko parę faktów z życia Lunety Warszawskiej i do następnego.
Fort stanowił północny przyczółek umocnień obronnych Krakowa i miał za zadanie chronić trakt biegnący w kierunku Warszawy.
Pod koniec XIX wieku wprowadzono proch bezdymny i to wywołało rewolucyjne zmiany, wydłużając zasięg dział. Fort nie był już w stanie bronić miasta. Zdecydowano więc wybudować drugi pierścień fortów, odsunięty o około 10-15 kilometrów. W ten naturalny sposób Luneta stała się zapleczem magazynowym nowo powstałego pierścienia fortów. W okresie międzywojennym fort mieścił już wyłącznie magazyny.
W czasach okupacji Gestapo przekształciło go w więzienie, a po skończeniu wojny więźniów zamykało tu z kolei UB. Z ustaleń historyków wynika, że w fortach przy Kamiennej w okresie 1945-46 wykonywano wyroki śmierci na skazanych przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Krakowie. Potwierdzają to rozmowy przeprowadzone w latach 80-tych z emerytowanymi pracownikami więziennictwa, którzy dorabiali w forcie jako stróże. Wyroki miano wykonywać w lewej kaponierze fortu.
Pod koniec 1957 roku obiekt ponownie przekształcono w magazyn.
Obecnie fort jest już od 7 lat w rękach prywatnych. Mają tu siedzibę hurtownie oraz hotel, a właściwie rodzaj schroniska. Tak, proszę państwa, grupy zorganizowane mogą zamawiać noclegi w takim niesamowitym miejscu! Ciekawych zobaczenia, jak jest w środku odsyłam do strony internetowej: http://www.fort-krakow.pl
Bliżej o historii najnowszej fortu następnym razem, a teraz pytanka:
JAKIE PAMIĄTKI ZACHOWAŁY SIĘ W FORCIE Z CZASÓW UB?
JAK NAZYWAŁA SIĘ DRUGA LUNETA KRAKOWSKA I CO SIĘ Z NIĄ STAŁO?
Obóz koncentracyjny w Płaszowie opisali Ascaro, Ata0904 i Krakauer, a co do fortu wypowiedzieli się Bajjer i Yankes44 ze swoimi linkami.