Leje. Normalnie, przecież weekend się zaczął, nie? Już wczoraj polało. Ale chyba miałam jakieś przeczucie (powtarzam: TV nie oglądam, zapowiedzi meteo nie znam), bo w czwartek kończąc zmianę powiedziałam do Pana Ochroniarza JADĘ DO OBOZU KONCENTRACYJNEGO, NIE WIEM CZY WRÓCĘ, skserowałam sobie odpowiedni fragment planu Krakowa w powiększeniu i wio. No bo wiadomo, że rozkładanie mapy w terenie jest niezwykle uciążliwe. A tak, ksero w koszulce do łapki i maszerujemy. Upał był NIEMOŻEBNY i aż się prosiło, żeby odłożyć wyprawę w odkryte tereny na kiedy indziej. Instynkt jednak nie zawiódł - ładnie bym dzisiaj wyglądała, w deszczu łażąc po trawie. A tydzień bez Przyprawy to tydzień zmarnowany.
Teraz tak.
Zanim przejdę do Lunety, parę pytań względem obozu.
CO TO ZA OBÓZ I GDZIE?
JAKIEGO KOLORU DOMEK ZWIĄZANY Z OBOZEM MOŻNA TAM OBEJRZEĆ? CO W NIM SIĘ MIEŚCIŁO?
CZYJA WILLA STOI DO DZIŚ?
CO WYKOPALI WIĘŹNIOWIE W SKALE?
No, to na wsiakoj słuciaj, jakby mi już nic nie przyszło do głowy, pytania są :)
A teraz Luneta Warszawska.
Wybudowana jako fort 12, a od około 1888 roku bastion IVa.
Jest to najstarsze dziś dzieło obwodu z lat 1845-55, doskonale zachowane w niemal pierwotnym stanie. Ma prosty neogotycki i klasycyzujący wystrój i caly zespół elementów obronnych, w tym kaponiery zwane "kocimi uszami" (ze względu na swój kształt).
Jest to klasyk dzieła obronnego z połowy XIX stulecia. Jedyną przebudową było wzniesienie około 1910 roku w narożniku barku i szyi tradytora artyleryjskiego, wymierzonego w perspektywę torowiska kolei oraz stacje Krowodrza.
Padają tu różne dziwne słowa: dzieło, szyja, bark, kaponiera, tradytor.
One są dziwne również dla mnie, bo nijakiego zainteresowania dla obiektów militarnych u mnie dotąd nie było :)
A nawet, gdy zaczęłam w obliczu pisania notki o Lunecie przeszukiwać domowe zasoby, okazało się, że o Twierdzy Kraków w podręcznej biblioteczce NIE MA NIC :(
No, w internecie jest sporo, przede wszystkim wspaniała strona Stronghold www.twierdza.art.pl oraz www.fortyck.pl - ale ja sobie lubię wziąć papiery do łóżka wieczorem,a nie wgapiać się w monitor. Co i tak wieczorem jest niemożliwe, bowiem Córunia spędza wtedy swój wolny czas na gg.
Istnieje klasyczna pozycja Janusza Bogdanowskiego zatytułowana "Warownie i zieleń twierdzy Kraków", ale konia z rzędem temu, co ją upoluje. Opublikowana przez Wydawnictwo Literackie w 1979 roku w serii CRACOVIANA, nie została już potem wznowiona. Nawet się zastanawiam nad telefonem do WL, żeby spytać WARUM. Być może chodzi o to, że spora część informacji się zdezaktualizowała?
W każdym razie wykonałam akcję biblioteczno-telefoniczną, zlokalizowałam cenny egzemplarz na Dietla, zarezerwowałam telefonicznie i w piątkowej ulewie odebrałam go dla kompletu z siatką z pieczywem, siatką z pozostałymi zakupami na weekend, plecaczkiem z normalnym zestawem podręcznym oraz parasolką. Kobieta potrafi!
Na pierwszy rzut oka jednak trochę się w tym Bogdanowskim pogubiłam. Rozbiorę go w najbliższych dniach. Na razie możecie śmiało sami podać definicje: