Spędziłam pół soboty na studiowaniu stron liceów (zawodówek zresztą też), wytypowałam jakieś trzy, uzgodniłam to z Córunią i wypełniłam elektroniczny papiór rekrutacyjny. Jeszcze tak kontrolnie zajrzałam do instrukcji. Wtedy dopiero zorientowałam się, że gdzieś tam są zakładki, ktore pokazują: ile miejsc jest w danej klasie, ilu kandydatów do tych miejsc oraz jaki jest limit punktowy. No a powiedzmy sobie szczerze: punktów to Córunia nie nazbierała, prawda? Sprawdzam więc wytypowane klasy, a tam: 32 miejsca, 536 kandydatów, limit 120 punktów.
Ha ha ha.
A przecież wcale nie wybierałam jedynki czy piątki. Nie. Wręcz przeciwnie. Zupełnie z twarzy podobne do nikogo. Głównym kryterium było: blisko domu (dojazd bez przesiadek) oraz francuski jako drugi język (co, ma teraz zaczynać kolejny?).
No to adieu Fruziu.
Poświęciłam kolejne pół dnia i okazało się, że z francuskiego trzeba raczej zrezygnować. Na rzecz rosyjskiego albo hiszpańskiego. Niemieckiego jednak chciałam jej oszczędzić :)
Na końcu jeszcze okazało się, że rekrutacja wprawdzie elektroniczna, ale papiór trzeba wydrukować i w poniedziałek zanieść do szkoły. A my drukarki w domu nie mamy. No to w niedzielę jeździłam po mieście w poszukiwaniu kafejki.
Dobra, złożylim. Teraz czekamy.
Jak by co, to mam zapisaną w kapowniku szkołę na Syrokomli, gdzie kształcą w kierunku KRAWIEC. Córunia od maleńkości podbierała mi przybory i nici (w tym domu nie ma czym guzika przyszyć, wszystko wyparowało) - no to niech zostanie pracownicą igły.
Po tym herkulesowym wysiłku życzyłby sobie człowiek ładnej pogody, coby się udać na jakąś nową Przyprawę. Ale gdzie tam. Aura mówi: SIEDŹ W DOMU I GOTUJ KAPUŚNIAK. Więc teraz opowieść o starej Przyprawie. Starej jak diabli, bo z Bożego Ciała A.D. 2009. Czyli prawie tydzień temu :) Dziś mix czyli skrót czyli bryk.
PRZYPRAWA FORTECZNO-ROGATKOWA
Początek już znacie: Montelupich. Obrazek pierwszy. O Montelupich pisać nic nie będę, oszczędzam ten temat na specjalną okoliczność.
Trasa Przyprawy wiodła ulicą Kamienną. Czyli tak jakby dzielnica Kleparz. Dawniej prawdopodobnie część tej ulicy zwano Forteczną. No i nie bez kozery, bowiem Kamienna zaczyna się i kończy fortami - bardzo militarna ulica :)
Na początku jest Fort Kleparz właśnie - zdjęcia brak, to będzie osobna Przyprawa i osobna notka. A na końcu - coś pięknego czyli Luneta Warszawska. Ale po kolei. Idziemy Kamienną, mijamy po prawej jakoweś nowe budynki Politechniki (zdjęcie drugie), trawersujemy plątaninę torów tramwajowych i trafiamy na szeroko otwartą bramę Dworca Towarowego (pozostałe obrazki u góry). Niech nas ta brama nie zmyli - dopiero przy opuszczaniu obiektu materializuje się cieć, który ma ochotę nabić nas po mordzie za nieprawne wtargnięcie na obiekt. Fotografować nie wolno! Opuszczamy więc niegościnne progi unosząc wraz z Kochankiem nielegalnie zrobione zdjęcia, a o Dworcu opowiemy kiedy indziej.
Przechodzimy pod wiaduktem kolejowym - zabytek techniki - i nagle... znajdujemy się w całkiem obcym świecie. Ludzie!!! No takiej ruiny jak na ulicach Towarowej, Będzińskiej i Murowanej to dawno już nie widziałam. W sensie, że ludzie tam jednak mieszkają. Obraz nędzy i rozpaczy. Jedynym barwnym akcentem jest wywieszony transparent WOLNY TYBET na jedynym kolorowym domu.
Wracamy na ul. Kamienną, mijamy długie szeregi zaparkowanych ciężarówek firmy Schenker - siedziba firmy zaopatrzona w wielgaśny zakaz fotografowania - widać konkurencja spedycyjna czyha.
I już mamy widok na Lunetę! Ach, ta Luneta. Piękna sprawa :)
Proponuję więc poszperać tu i ówdzie (ja już tę robótkę odwaliłam) i udzielić mi odpowiedzi na pytania:
CO TO JEST LUNETA WARSZAWSKA?
DLACZEGO TAK SIĘ NAZYWA?
KIEDY POWSTAŁA?
CO SIĘ TAM DZIŚ MIEŚCI?
U wylotu Kamiennej - zagłębiony w teren Cmentarza Rakowickiego - widzimy budynek dawnej rogatki warszawskiej. O niej też osobno sobie opowiemy. Ostatnim punktem programu był dworek Dettloffów na Prądniku. Czy go znalazłam - to całkiem inna historia. A Wy jak myślicie?
Na podium stają: Agata z Podwawelskiego, Ascaro, Prooban i Krakawisko.
Serdecznie dziękuję za wszystkie życzenia. Jak się spełnią - to ho ho.