Od dłuższego czasu na fabryce trwały przepychanki w kwestii darmowych biletów na pewien spektal przywieziony z zagranicy. Nasza kochana Derechcja, dbająca nieustannie o pracowników, myśląca o nich dzień i noc - w przeciwieństwie do poprzedniej Derechcji (co by o niej nie mówić) - nie potrafiła zadbać o zaspokojenie podstawowych żądań: JEDNO MIEJSCE NA JEDEN ŁEB. Już nie mówimy o małżonkach, konkubentach czy innych kochankach. Jedno miejsce na jeden łeb.
Nie ma.
Tak się z nią liczą :)
Toteż wyobraźcie sobie moje zdziwienie, gdy wracając z miasta wkroczyła do mojego biura i triumfalnym gestem podała mi kopertę z DWOMA biletami w środku. Przyjemne zdziwienie.
Na moje radosne DZIĘKUJĘ skinęła głową i pofrunęła na górę.
Długo się nie nacieszyłam.
Za chwilę zeszła do mnie Asystentka Derechcji. To taka stażystka, która przez ostatnie trzy miesiące zdawała się mieć najwięcej do powiedzenia na fabryce. I cóż mi rzecze Asystentka?
- Derechcja powiedziała Ci, co masz zrobić z biletami dla profesora Kudłaka?
...
no...
na portierni mam je zostawić, to żona profesora je odbierze...
znaczy, żeby było jasne: profesorowi bilety się należą, mnie tylko chodzi o zachowanie Derechcji...
na pewno wyjdę jej naprzeciw, gdy zajdzie taka potrzeba, o tak :)
A teraz, proszę Wycieczki!
Od jakiegoś czasu ukazują się tu jeno widoki chałup i okolic z lekka wiejskich, co wywołało oburzenie niektórych Czytelników i żądania powrotu do cywilizowanych okolic.
Uczynię zadość tym żądaniom jedynie połowicznie.
Otóż dziś obejrzymy ZABYTEK, acz położony na terenie wiejskim. Dawnym wiejskim - dziś jest to środek miasta (lub prawie).
Wieś nazywała się Ludwinów. I oto już na początek zagadeczka:
Z CZEGO NAJBARDZIEJ ZNANY JEST LUDWINÓW?
Albo raczej Z KOGO?
O samej historii Ludwinowa może w następnych odcinkach, a dziś skupimy się na kościele. Gdy szukałam informacji o nim w Leksykonie kościołów Krakowa Michała Rożka i Barbary Gondkowej, okazało się, że nie ma on oddzielnego hasła. Funkcjonuje jako dodatek do współczesnego kościoła Matki Boskiej Fatimskiej - jako kaplica związana z nim administracyjnie.
Na szczęście kościół znalazł się w programie tegorocznych Małopolskich Dni Dziedzictwa Kulturowego i w związku z tym był nie tylko otwarty dla zwiedzających, ale w namiocie obok wyłożono do wglądu księgę - Kronikę kościoła św. Bartłomieja w Krakowie, którą pracowicie obfotografowałam i mam teraz z czego korzystać :)
Kronikę opracował ks. Adam Gacek, rektor tego kościółka i proboszcz parafii, posłany w 1968 roku przez kardynała Wojtyłę do ratowania niszczejącego zabytku i organizacji duszpasterstwa, zmarły w Poniedziałek Wielkanocny zeszłego roku.
Kościół nosi więc wezwanie św. Bartłomieja. W konsekwencji rozszerzania granic Krakowa i przyłączania do niego okolicznych wsi często zdarza się sytuacja, że jeden patron ma u nas kilka poświęconych sobie świątyń. Tak jest i ze św. Bartłomiejem.
GDZIE JESZCZE W KRAKOWIE ZNAJDUJE SIĘ KOŚCIÓŁ POD JEGO WEZWANIEM?
Narzuca się myśl, że istnieje bezpośredni związek między patronem kościółka, a charakterem wsi, znanej z istnienia tu garbarni.
JAKI TO MIAŁBY BYĆ ZWIĄZEK? KIM BYŁ ŚW. BARTŁOMIEJ?
Tymczasem - niespodzianka :) Tak nie jest, bowiem kościółek zbudowano w 1694 roku, a garbarnia powstała na początku XX wieku.
Gdzie indziej należy więc szukać wyjaśnienia takiego patronatu. Być może takie imię nosił na przykład ojciec fundatora kościółka?
W owym czasie rozciągał się tutaj folwark rodziny Grabiańskich. I właśnie Ludwik Mikołaj Grabiański, po amatorsku zabawiający się architekturą, wzniósł pod koniec XVII wieku tę kaplicę jako folwarczną kapelanię czyli dzisiejszy kościół parafialny.
KIM BYŁ POZA TYM GRABIAŃSKI?
Na poprzednie zagadki odpowiedzieli Krakawisko (któremu przy okazji dziękuję za anegdotę o prof. Estreicherze i jego jeździe po mieście) i Adalibra.
Inni zdjęcia: 4 / 4 / 25 xheroineemogirlxDzieciak suchy1906;) virgo123Pierwiosnki elmar... maxima24... maxima24... maxima24... maxima24... maxima24... maxima24