W piątek wieczorem dzwoni Babcia, czy Córunia chodzi do szkoły, bo ona miała taki okropny sen. Odpowiadam, że gdyby nie chodziła, miałabym natychmiast telefon od wychowawczyni, niestety. Ona pyta za chwilę znowu, czy NA PEWNO chodzi. Ponieważ nie lubię odpowiadać dwa razy na to samo pytanie, niecierpliwię się. Więc dziś rano Babcia dzwoni znowu: żebym się przyznała, jak jest naprawdę. Słowo PRZYZNAŁA powoduje skok ciśnienia do góry, więc proszę o informację, czy zdaje sobie sprawę, że te powtarzające się pytania są dla mnie OBELŻYWE.
Nie zdawała sobie sprawy.
Weekend zaczął się więc nerwami. Zresztą to już taka nasza świecka tradycja, że w sobotni albo niedzielny poranek Babcia dzwoni, żeby mi nagadać. W rodzaju WSZYSTKO TO TWOJA WINA. Co? No wszystko :)
A my prześledźmy, jak to dalej było z zakupem drewnianej willi koło Ojcowa.
Kontynuując cytaty z zapisków prof. Karola Estreichera z 1946 roku:
Ostatnie na Złotej Górze, na szczycie, niedaleko leśniczówki, stały dwa domy - wille, drewniane, wykonane, jak się później dowiedziałem, wedle projektu J. Gałęzowskiego dla osiedla, jakie miało tu powstać, w lesie Czartoryskich. Jeden z tych domów nie był zamieszkały. Dom był zagrzybiony. Rozkład jest bardzo dobry, Cztery pokoje, kuchnia, przedpokój, łazienka. Okna i drzwi całe. Dowiedziałem się, że właścicielem tego domu jest niejaki pan Cybulski z Warszawy, który z kolei komuś na Śląsku przekazał własność, czy dom poddzierżawił. Ostatecznie w ciągu miesiąca sierpnia załatwiłem kupno domu. Dziś, 4 września 1946, podpisałem z cieślą Piszczakiem umowę na rozbiórkę domu w Złotej Górze i przewiezienia do Krakowa na Wolę.
Z kolei Teresa Lasocka, żona profesora, pisała do niego w styczniu 1947 roku:
Zaraz po Twoim wyjeździe zgłosił się inżynier od Wiktora po pieniądze. Byłam z nim na Woli, zastałam robotników Wiktora, którzy kończyli na strychu podłogę, ale cieśle nie przyjechali, więc im pod wiechę nic nie dałam. Przez cały czas obecnie też ich nie było i obawiam się, że i teraz prędko nie przyjadą, bo mróz jest ponad 20 stopni. Inżynier pokazał mi projekt kominka. Jest taki sobie, ani brzydki ani ładny. Inżynier powiedział, że bez względu na przyjazd cieśli będzie swoimi ludźmi kończył robotę ciesielską, by móc zamknąć budynek. Postawię jeszcze jeden piecyk, tak, by robotnicy mogli robić. Dałam mu pieniądze, ponieważ potrzebowali do wypłat przed świętami, a ostatecznie obojętne czy przed, czy po świętach zapłacę.
Karol Estreicher notuje w kwietniu 1947 zwykłe budowlane kłopoty:
Teresa została na Jagiellońskiej, ale dogląda domu na Woli. Cieśla Piszczyk miał skończyć wedle umowy dach - nie skończył. Zamiast niego zamknął dach cieśla Stachak z Chełma. [...] Całe dochody pakuję w skończenie budowy. Także całe zarobki na dietach. Żyję bardzo skromnie - nie wydaję wiele, przywożę trochę walut.
Profesor wyjeżdżał między innymi do Wiednia w celach rewindykacyjnych.
Równocześnie z wykończeniem budowy, powierzchownym malowaniem, trzeba wykonać szereg odnowień mebli. Nadto Terenia porządkuje ogród. Do domu nie ma dojazdu. Jest nieogrodzony. Tylko z przodu jest siatka.
Podsumowując rok 1947 Estreicher pisze:
Nie chodzę do teatru, nie mam na to czasu. Mieszkamy z żoną na Woli. Ja pracuję ciężko zarabiając belferką. Powrót do domu z teatru to dla nas męka. Tam osobny świat literacki i aktorski ze swymi problemami i walką o powodzenie. Nie mam z nimi żadnego kontaktu.
W 1948 roku tak wyglądał adres profesora:
Prof. Karol Estreicher
Kraków
Wola Justowska 243 (aleja środkowa obok domu Mołodeckiego)
:)
Kim był Mołodecki, nie znaju.
Ciekawe swoją drogą, kiedy wprowadzono kody pocztowe.
A JAK WYGLĄDAŁ KONTAKT Z TEATREM PROF. KAROLA ESTREICHERA W PÓŹNIEJSZYCH LATACH?
NA CZYM POLEGAŁA RODZINNA TRADYCJA ESTREICHERÓW W ZAKRESIE TEATRU?
Z innej beczki:
CZYM ZAJMOWAŁ SIĘ NAMIĘTNIE PROFESOR W DOMU NA WOLI?
CO MA POWSTAĆ WE WSPOMNIANYM CHEŁMIE?
Nadjamfotos sprawnie odpowiedziała na dwie zagadki, a na trzecią Ata0904.
Inni zdjęcia: Młoda magnolia kwitnie... halinam1434 akcentova4 / 4 / 25 xheroineemogirlxDzieciak suchy1906;) virgo123Pierwiosnki elmar... maxima24... maxima24... maxima24... maxima24