Otwarto wczoraj pierwszą monograficzną wystawę pewnego artysty, który zmarł, jako 26-letni młody człowiek, u progu Młodej Polski.
Nie ma u nas wielu jego obrazów, bowiem w wieku 24 lat wyjechał do Paryża i jego twórczość uległa rozproszeniu.
Bywał często w Bronowicach, odkrył je jako pierwszy - określano go [b]wielkim demokratą i chłopomanem[/b].
Był tam zresztą zaręczony z Marysią Mikołajczykówną, średnią z trzech urodziwych sióstr.
Wyspiański ukazał go w [b]Weselu[/b] jako [b]Widmo[/b]:
[i]Zwabiło mnie echo z Tatr,
otom jest, otom jest,
zwabiły mnie głosy z chat,
do głowy mi przyszedł gest
przypomnieć się z dawnych lat.[/i]
Odchodzi jednak, bo:
[i]Mus mnie woła...[/i]
Taki też jest tytuł wystawy: [b]Mus mnie woła...[/b]
Gdy studiował jeszcze w krakowskiej Szkole Sztuk Pięknych, odniósł wielki sukces na wystawie w Sukiennicach obrazem [b]Na targ[/b] - barwnym, nasyconym światłem przedstawieniem dwóch bronowickich dziewcząt na tle kwietnych łąk - obraz wzbudził nawet zazdrość i został pomaziany czerwoną farbą :)
W Paryżu malował nocne widoki, z których jest najbardziej znany. Intrygował go nastrój miasta pogrążonego w mrokach nocy rozbijanych ulicznymi światłami.
A mnie na wystawie najbardziej spodobał się [b]Portret starca[/b] :)
[b]JAK SIĘ NAZYWAŁ I NA CO ZMARŁ? CÓŻ TO ZA MUS GO WOŁAŁ?[/b]
[i]Apdejt
Pisał [b]Ludwik De Laveaux[/b] - czyta się Lawo - w liście z Paryża do brata w 1892 roku tak o swoim rozkładzie dnia:
[b]Jeżeli cię to interesuje, powiem ci, jak mam czas rozłożony.
Do południa maluję nad obrazem przedstawiającym rue Drouot w nocy, z fasadą redakcji Figara, która jest bardzo ładna w architekturze, oświetloną światłami elektrycznemi i gazowemi, dorożki i cały ruch tej ożywionej ulicy.
W południe przychodzi do mnie na pół godziny pozować do swego portretu przyjaciel mój Mr Fourier, komisarz policji w St. Ouen i zarazem wierszokleta.
Poczem do wieczora maluję nad drugim obrazem, również "Paris la nuit" przedstawiającym Rue du 4 Septembre około 1-szej w nocy prawie pustą ze światłami latarni ginących na horyzoncie, na pierwszym planie fiakr drzymiący wracający do domu z człapiącą szkapą.
Jak się ściemnia zbieram manatki i pędzę do komisariatu policji, gdzie przy gazie maluję nad trzecim obrazem bardzo dramatycznym, do którego mi pozują sergenci i różne zbóje, po czym zjadłszy zwykle obiad z Fourierem biorę pociąg, tramwaj albo nogi za pas i pędzę w Paryż na Rue Drouot i Rue 4 Septembre, gdzie na ulicy maluję studia do moich obrazów nocnych.
Czasami potem spotykam się z Gierymskim, jedynym Polakiem jakiego widuję w jednej kawiarni na bulwarach i koło 1-szej wracam z wywieszonym jęzorem do mojej budy, aby zasnąć snem sprawiedliwego.
Dziwisz sie pewnie, że tak długo do Ciebie piszę, ale właśnie deszcz leje i siedzę w kawiarni nic nie mogąc robić.[/b][/i]
Ot, pasja :)