Słuchajcie, jestem tak otumaniała po tych trzech cudnych dniach, kiedy to najpierw kołowacizna, a potem globus, że nie jestem w stanie jeszcze się skupić. Wczoraj w robocie rozpirzyłam wszystkie namnożone papiry i bawiłam się w grę ILE MOŻNA SPAĆ Z GŁOWĄ NA BIURKU. Derechcja mi się pytała troskliwie w środę JAK SIĘ CZUJĘ i na odpowiedź BARDZO ŹLE, popartą cierpiętniczą miną - zareagowała nadzieją, że do piątku poczuję się lepiej.
No, to się wczoraj dowiedziałam, skąd ta troska. Znowu mam z jakimiś bęcwałami iść na tłumaczenia do urzędów. I to teraz zaraz. Ładnie się piątecek zaczyna. Mówię Wam, ten mój Derechtor to jest gorszy od.. od... od Tatarzyna normalnie! Ale wiecie, on tak szybko po schodach naszych biega zawsze... a schody są śliskie, bo stare, drewniane... może któregoś dnia...
Nie, nie, ja nic takiego :)
Słuchajcie, no nie ma bolka, jestem kompletnie nie teges - nawet nie wiem, co mam pisać :)
Zdjęcie tu daję może dziwne jak na [i]Przewodnik po Krakowie[/i], ale tak: spacerowałam sobie tą [b]Młynówką Królewską[/b] w niedzielę i taki domek zobaczyłam. Jakoś mi się spodobał. Pewnie to przez kolor. Śmieszny taki jest, ale szczerze mówiąc tylko ten ceglany komin bym wyrzuciła, a reszta mi pasuje :) Przypomina mi w jakiś sposób willę z filmu [i]Giulietta i duchy[/i] Felliniego. Czy tam też mieszka kura domowa, zdradzana przez męża i nawiedzana przez duchy z przeszłości?
Można by się oburzać, że ten dom kompletnie nie pasuje do stylu otoczenia. Tylko jest mały problem: otoczenie jest kompletnie bezstylowe.
Szlag dawno trafił historyczną zabudowę tych okolic. Kiedyś były tu domy drewniane różnego typu i wyobraźcie sobie, że jeszcze do początku lat 70-tych istniał ciąg stodół wzdłuż Młynówki. Do dziś pozostał właściwie już tylko dawny dworek Modrzejewskiej i ze dwie wiejskie chałupy. Chyba się wybiorę na polowanie na resztki drewnianej zabudowy :)
Obecnie istnieje tam jeden wielki mischung: wille z lat międzywojennych, zabudowa socrealistyczna, bloki z lat 70-tych, najnowsze budownictwo, głównie wielorodzinne.
To może najpierw zadam proste pytanie:
[b]CO TO BYŁA TA MŁYNÓWKA KRÓLEWSKA?[/b]
Tu, gdzie dziś jesteśmy - to ul. Grottgera i jej przedłużenie, noszące nazwę właśnie Młynówki. Wytyczono ją w latach 20-tych wzdłuż ówczesnego koryta Młynówki. Później to koryto przekształcono w aleję spacerową - to właśnie tam grasują ci nie-świadkowie Jehowy :)
Dzielnica nazywa się Krowodrza. Kiedyś słynna z murarzy - dla których była to praca sezonowa, a w zimie zajmowali się... no czym?
[b]CO WYRABIALI MURARZE KROWODERSCY ZIMĄ, W MARTWYM SEZONIE?[/b]
Miejscem, które można kojarzyć właśnie z tym zajęciem, jest kolonia robotnicza w dawnej posesji Modrzejewskiej.
A kto mi powie:
[b]CO TO GZYMSIKI, RÓWNIEŻ UPAMIĘTNIONE W NAZWIE JEDNEJ Z ULIC?[/b]