Nieeee no, wiecie co? Ja rozumiem to i tamto i wyższą konieczność i tak dalej, ale DLACZEGO?
DLACZEGO za KAŻDYM razem jak jadę do stolycy, aura (że tak powiem oględnie) jest [b]niesprzyjająca[/b]?
CO ja tej Warszawie zawiniłam?
Przecież ja ją lubię!
Przecież ja mam chęć i postanowienie ją zwiedzać i fotografować!
To nie! Ciągle deszcz, ciemności i piekło szatani!
No, a tym razem to już przegięło totalnie. Już im tak o mnie chodzi, że PÓŁ EUROPY zawaliło, żeby tylko MNIE uniemożliwić spacerki!
Ja się łatwo nie poddaję, wiecie. Więc w czwartek, jak już było po sprawach medycznych, czyli około 16.00 godziny (genialnie, nie? akurat ciemno się zrobiło) to my dzielnie z Córunią ruszyłyśmy - zamiast do Ciotkusza na obiadek, co tam czekał - [b]w miasto[/b]. Razem z nami ruszył deszcz, ruszyła zawieja. Miasto - po przystanku OBOWIĄZKOWYM w McDo w Alejach Jerozolimskich (bo tam się fajnie patrzy z góry na city, no nie) - zamieniło się w [b]sklepy[/b].
Szczęśliwa Córunia, która załapała się na dżinsy i dwie bluzeczki. Nieszczęsna Przewodniczka, która załapała się jedynie na płacenie i ociekanie potem.
Mam zamiar napisać tysiąc listów protestacyjnych do derechcji tych tam różnych byłych domów towarowych!
Które to domy ogrzewane są do temperatury, jak sądzę, 50 stopni (Celsjusza), po to prawdopodobnie, żeby ekspedientki mogły paradować bez rękawów. Natomiast klienci - w ich kurtkach i szalikach - niech tam przechodzą saunę, a co! Żeby to chociaż szatnia jakaś była, jak w przyzwoitym dużym sklepie (hm... chyba na filmie jakimś widziałam)...
Córunia w przymierzalni wkładała i zdejmowała, a ja latałam w te i we wte z naręczami i kryzys mnie dopadł dopiero przy kasie, gdzie AKURATNIE jedna pani kupowała kilka rzeczy i trochę to trwało.
Córunia mówi, że Pani z Kasy patrzyła na mnie dziwnie, gdy ja odwrócona tyłem, z kurtką opuszczoną do wysokości tyłka, mamrotałam coś wściekła pod nosem...
A niech se patrzy. Właściwie miałam ochotę ją równo opier...ić, taka byłam wściekła, no ale co ona winna...
Tak jak teraz o tym piszę, znowu mi nerw wrócił, więc drżyjcie menedżerzy zakichani, zaleję Was mailami!
Następnie miałam zamiar odbić to sobie przy zakupach DLA MNIE, ale nagle okaząło się, że już późno jest, i wiatr taki okropny wieje i deszcze zacina niestety też i może jednak wracamy do domu i jutro rano ruszamy skoro świt o dziewiątej.
Na przystanku autobusowym statystowałam w filmie. To był jakiś film kręcony z ukrytej kamery, ale to MUSIAŁ być film! Chciałyśmy się schronić przed zawieruchą pod przystankową wiatą. ale tam już był DYŻURNY Z FAJĄ. Przeklęłam tę żizń prakliatają i tych ludzi, co nie wiedzą, że [b]na przystankach się nie pali[/b] i podjęłam próbę osłonięcia się parasolką. Nadszedł drugi. Odpalił od pierwszego faję. No ekstra. Odsunęłam się o pół kroku (dalej była kałuża). No i kogóż widzę zmierzającego przez jezdnię? Trzeciego, z papierochem w gotowości. Dołączył do towarzystwa. Nagle z boku podeszło CZTERECH. Wszystko to jedno towarzystwo było, moim zdaniem właśnie zluzowało z budowy jakiejś.
No scena z Bareji: kufajki i ćmią mi prosto w pysk! Im bardziej usiłuję się przesunąć, tym bardziej powiększa się grupa pod wezwaniem. Tu zresztą pierwszy raz usłyszałam o [b]huraganie[/b], bo coś właśnie bredzili, myślałam, że już nawaleni.
Nadjechało wreszcie oczekiwane przez nich 160 i przystanek zrobił się niezwykle przyjemny.
Już o 20.00 byłyśmy w domu, znaczy u Ciotkusza, i oto TV kurde donosi o jakimś huraganie, o jakimś doradzanym niewychodzeniu z domu i takie tam. Hę? Przecież my jutro zwiedzamy, tak? Na przykład na Mariensztacie nigdy nie byłam i miałam zamiar właśnie być!
Nosz.
Ciotkusz poszedł spać niepocieszony, bo nie mógł otworzyć drzwi balkonowych, tak wiało, a ona się dusi bez dopływu świeżego powietrza. Oraz martwiąc się o śliwę starą, co na działce rośnie przy domku, i czy czasem śliwa nie gruchnie i domku nie rozwali.
No fajnie.
Myślę sobie: rano wszystko przejdzie i ruszym w miasto.
Aha. Akurat.
Mało tego. Rano coś w TV gadają o GIGANTYCZNYCH OPÓŹNIENIACH NA KOLEI.
Faktycznie, gdym zdecydowała, że jedziemy wcześniej do domu, bo nie ma na co czekać, i ruszyłyśmy na dworzec, okazało się, że koczują tam ludzie w oczekiwaniu na pociągi, co to miały 120-minutowe opóźnienie lub [i]może się zwiększyć[/i].
Ale express KRAKUS ruszył i dojechał punktualnie i wiecie co? Jechałyśmy w wagonie bez przedziałów! Fajny taki, bo nie musisz patrzeć przez 3 godziny w obcą twarz naprzeciwko!
I wiecie co? Późno jakoś sie zrobiło, a trzeba by do kina na 12.00 iść, no nie? Na ten bośniacki film nowy.
:)
No. To były impresje z Warszawy. A wieże są z Krakowa.
Ponieważ nie mogę się jakoś odczepić od terenów przydworcowych, oto OKOLICE.
Obfitujące w zabytki :) konkretnie trzy zabytki są widoczne, w tym jeden [i]zabytek inaczej[/i].
[b]WIĘC PROSZĘ MI TE ZABYTKI WYSZCZEGÓLNIĆ![/b]
PS. Losy Ciotkuszowej śliwy na razie nieznane.