Pomyślałam sobie, że zrobię w konia PB i przyjdę wtedy, kiedy on jeszcze śpi. Ha ha. To go zaskoczę. Nie zdąży się popsuć z wrażenia. No i proszę (tfu tfu, żeby w trakcie pisania się nie obudził).
Nie no, żarty żartami, ale sprawa jest BARDZO poważna. Bo ja tego, dzwonię do SZPECjalisty w sprawie Córuni, a ta mi mówi:
- Mam wolny termin w środę o 8.15.
Słyszeliście kiedy o takiej barbarzyńskiej porze? O 8.15 to można się rozglądać za suszarką do włosów, a nie wchodzić do gabinetu na ZADUPIU, co to trzeba jechać na nie dwoma tramwajami, autobusem i machalasem. Matko jedyna! Co taki SZPECjalista wie o 8.15? No nic! Jak tu diagnozę postawić, jak wszyscy śpią na stojąco?
Jestem nieprzytomna, to jedyny niezaprzeczalny fakt. A tu po południu jadymy jeszcze do STOLYCY. I tu zagadka dla umiących policzyć. Na stronce z rozkładami pociungów widnieje informacja, że bilet na IC kosztuje 89 zł (cena zawiera dopłatę 19 zł). Kupuję bilet dla siebie (normalny, Bogu dzięki jeszcze) i szkolny dla Córuni. Dowiaduję się, żem wielka szczęściara jest, bo mogę skorzystać z PROMOCJI RODZINNEJ. Po skorzystanie z tejże płacę 145,14 zyli. W tym jest 50 zł za 2 miejscówki. To ja się pytam: ile kosztowałyby te bilety BEZ promocji? i czym jest dopłata 19 zł?
Jadymy z tymi autobusami, bo licznik stuka nieubłaganie. Skończyliśmy na wycieczkach w celu sypania Kopca na Sowińcu, jak to słusznie zauważyła Ewunia. Co dalej. Dalej, że zaplecze dla autobusów początkowo stanowiła dzierżawiona hala postojowa przy ul. Karmelickiej, potem zbudowano pierwszy garaż z warsztatami i myjnią przy ul. Gazowej. Od tej pory autobusy nie były już takie brudaski, tylko brały prysznic. W 1929 wybudowano drugi garaż przy ul. Św. Wawrzyńca, z własną stacją paliw i zapleczem technicznym. To jest teraz Szlak Techniki.
Komunikacja autobusowa przestała działać 3 września 1939 roku, a cały tabor został zarekwirowany przez wojsko polskie. Następnie, jako że jak nie urok to wyżymaczka, autobusy zabrały władze niemieckie, które sobie jeszcze sprowadziły 6 Chevroletów z Warszawy i tak czerwone pojazdy z herbem Warszawy jeździły po Krakowie służąc do transportu rannych żołnierzy niemieckich do szpitali.
W tym czasie uruchomiono dwie linie pasażerskie - dla ludności niemieckiej, żeby nie było wątpliwości... Jedna woziła szkopów z Długiej do Szpitala Narutowicza, a druga z Mogilskiej na lotnisko.
No i dwie zagadeczki:
JAK SIĘ WÓWCZAS NAZYWAŁ SZPITAL, DZIŚ IM. NARUTOWICZA?
GDZIE BYŁO LOTNISKO?
Żeby już skończyć z okupacją: w 1943 Niemcy sprowadzili z Niemiec 3 autobusy, którymi przewozili wojsko, ale w 1945 wywieźli z Krakowa wszystko, co było sprawne. Ostał się jeden, akuratnie w remoncie. Dzięki temu jednemu 5 maja 1945 uruchomiono pierwszą linię autobusową z Łagiewnik do Swoszowic. I tak już zostało. Bo zdaje się, dalej nie ma bezpośredniego połączenia Swoszowic z centrum miasta, tylko trzeba się przesiadać w Łagiewnikach. Ot, taka krakowska TRADYCJA.
PS. W związku z tymi biletami do Warszawy chwilkę mnie nie będzie, tak? Ale w sobotę pewnie się pojawię, więc nie płakać mi tu, nie rozdzierać szat, nie dawać na mszę, nie wzywać imienia boskiego nadaremno, tylko czekać.