Jestem przybita.
Czy wystają jakieś gwoździe?
Nie.
Ale nie zmienia to faktu, że jakem wczoraj zobaczyła przejechaną OSOBĘ na pasach pod Bagatelą, to mię się ciągle o śmierci myśli, o tym, jak się spieszymy w pogoni za naszymi codziennymi NIEODZOWNYMI sprawami, załatwieniami, zakupami, powrotem z pracy do domu... a tymczasem chwila nieuwagi, RYPS... i już nie ma żadnego pośpiechu.
Nie wiem, czy to kobieta była czy mężczyzna, dołączać do tłumu kibiców oczekujących na przyjazd karetki nie miałam ochoty... ręka sterczała tak do góry dziwnie... ech...
Więc na pociechę trochę błękitnego nieba dziś...
a ja zaraz się będę spieszyć na oprowadzanie - będę uważać przy przechodzeniu przez ulicę - ale co to pomoże - zakonnicę wczoraj w Krakowie zabiła WIERZBA! - uważanie nic nie da...
Ściągnę dziś znów ze spółki Czuma & Mazan - [b]Jacy? Tacy! czyli 100 pytań i odpowiedzi o Krakowie[/b].
Pytanie nr 38:
[b]Podobno mówi się, że krakowianin bez tytułu jest jak magistracki urzędnik bez teczki czyli nagi. Czy rzeczywiście?[/b]
Pytanie sugeruje istnienie jakiejś tytułomanii, czyli zjawiska w Krakowie prawie nieobecnego.
Po prostu - wymagając szacunku dla swoich dokonań, nie odmawiamy go też bliźnim. A jako ludzie doświadczeni umiemy patrzeć jeden zakręt dalej.
Dlatego jeszcze po drugiej ze światowych wojen krakowski gimnazjalista nazywany był [b]studentem[/b], a student - [b]akademikiem[/b] (podobnie mówi się do tej pory w Czechach).
Do docenta nie wypada zwracać się inaczej jak [b]panie profesorze[/b]. Mnogość magistrów (Kraków jest pierwszym polskim miastem, które przed sześciuset laty wyprodukowało kogoś wyższego niż bakałarz) zwalnia nas od używania tego tytułu, zawsze jednak - w mowie i w piśmie - eksponować będziemy litery [b]dr[/b].
Za nieboszczki Austrii bardzo cenione były tytuły: [b]radca, nadradca, radca dworu[/b]. Dziś tego pierwszego tytułu używamy wobec członków organów samorządowych oraz wyższych funkcjonariuszy Urzędu Miasta. Pozostałe już wyszły z użycia, jak się wydaje, definitywnie.
Banalny, czasem nawet niegrzeczny tytuł [b]kierownika[/b] prawie z reguły, osobliwie w latach ostatnich, zastępujemy [b]dyrektorem[/b] (często wymiennym z [b]prezesem[/b]).
Jeśli udajemy się na audiencję do prezesa-dyrektora generalnego (lub odwrotnie) pytamy dyskretnie sekretarkę, jak lubi być tytułowany jej chlebodawca.
Do umundurowanych funkcjonariuszy Straży Miejskiej, służb celnych, straży przemysłowej itp. zwracamy się naczęściej - zgodnie z instynktem samozachowawczym - [b]panie inspektorze[/b].
Jesteśmy bodaj jedynym miastem, gdzie nikt - zwracając się do księdza kardynała - nie myli [b]eminencji[/b] z [b]ekscelencją[/b] i nie powie na przykład "Eminencjo panie ambasadorze".
Bezbłędnie rozróżniamy również [b]prałatów i infułatów[/b].
Jedynie w latach minionych zdarzały się wśród ludzi z awansu społecznego wypadki zwracania się do JM Rektora per [b]Wasza Manifestacjo[/b].
Kiedy nie wolno było oficjalnie używać tytułów hrabiów czy baronów, klepsydra poinformowała raz o śmierci pani Takiej a Takiej - [b]wdowy po prenumeratorze pism ilustrowanych[/b].
Ot.
A co mi tam, zagadeczkę na odchodnym też zostawię:
[b]KTÓRY Z WYŻSZYCH URZĘDNIKÓW OBCHODZI DZIŚ URODZINY?[/b]