Jak [b]Stanisławski[/b] zadomowił się ponownie w Krakowie? W 1896 roku Julian Fałat - nowy dyrektor Szkoły Sztuk Pięknych - powierzył mu nowo utworzoną [b]katedrę pejzażu[/b]. Bo trzeba pamiętać, że za Matejki TAKICH rzeczy nie było. Obowiązywało malowanie patriotyczne, historyczne.
Od tego czasu Stanisławski związał się z Krakowem, gdzie pozostał aż do śmierci. Był żywą i barwną cząstą naszego miasta przez kilkanaście lat.
Zamieszkał przy ul. Pańskiej 10.
No i właśnie. To zdjęcie.
Jak się ma do Stanisławskiego.
He he. Być może nijak.
Albowiem jest to sufit klatki schodowej w jednej z kamienic przy tej ulicy, która obecnie nazywa się [b]Marii Curie-Skłodowskiej[/b]. Ale czy akurat pod numerem dziesiątym? Nie pamiętam... Tak się tam kiedyś kręciłam w wakacyjny letni dzień i przez szybkę w drzwiach dostrzegłam jakieś malunki. Zebrałam się na odwagę i zadzwoniłam pod jakiś numer na parterze, że zdjecie bym chciała zrobić. Pani spod numeru wpuściła mnie, wyszła do mnie na klatkę i zabawiała przez cały czas rozmową (hm... może po prostu pilnowała, żebym na górę nie poszła). Powiedziała, że w kilku tamtejszych kamienic zachowały się takie polichromie.
Nie wiem, czy pamiętacie, ale już kiedyś trafiłam na podobne przy ul.Sarego, pokazywałam :)
Wracając do [b]pejzażu[/b].
Właściwie to dopiero Stanisławski i jego uczniowie zapewnili pejzażowi samodzielne miejsce w sztuce polskiej. Bowiem dotychczas traktowano pejzaż jedynie jako tło obrazu. Stanisławski jako twórca tzw. [b]krakowskiej szkoły pejzażowej[/b] (wykształcił ponad 70 uczniów) położył ogromne zasługi dla rozwoju tej gałęzi malarstwa polskiego na początku XX wieku. Potrafił przekazać studentom swój emocjonalny stosunek do natury, a także ogromny zapał i pasję twórczą.
[i]Trzeba było widzieć uczniów Stanisławskiego, tych początkujących poławiaczy światła. W upalne dni czy w jesienne szarugi rozrzuceni nad Wisłą, za Dębnikami, po polach tynieckich - w pelerynach, pod szerokimi kryzami czarnych kapeluszy pochyleni nad kasetami, przy sztalugach polowych - malują światło i powietrze. Nastrój tych wymarszów na pejzaż bywał pogodny, humor i śpiewka nie opuszczały malarzy. Stanisławskiego najbardziej cieszyła twórcza radość jego uczniów.[/i]
Na początku XX wieku zaczął malować na tekturze, co pozwalało uzyskać wrażenie pewnego zmatowienia kolorów, zestrojonych w jeden wyciszony, łagodny ton. Bardzo często w jego obrazkach rozległy pejzaż jest postrzegany przez pryzmat pojedynczych roślin, ukazanych na pierwszym planie. Każdy, nawet najbardziej niepozorny element niósł własne wartości malarskie.
No to a' propos roślinek. Częstym motywem były u niego bodiaki.
[b]CO TO ZA BODIAKI?[/b]
Boy tak pisał o Stanisławskim:
Gdyby nie ukraińska mgła zadumy w jasnoniebieskich oczach, można by o Stanisławskim powiedzieć: figura rabelesowska. Tem olbrzym, gruby jak piec, był podobny do Pantagruela.
Rabelesowska była w tym człowieku także pojemność duchowa. Rzadko spotyka się człowieka tak niezmęczonego w chłonięciu wrażeń. Nie opuścił ani jednej premiery, ani jednego koncertu, znał całą literaturę, pił muzykę wszystkimi swoimi zmysłami.
Miał pasję nauczycielską, masę czasu poświęcał uczniom; przy tym był żarłok i smakosz, potrafił zjeść półmisek kołdunów, zagrać dwadzieścia robrów winta, a gawędziarz był taki, że z odprowadzającym go do domu zagadywał się pod bramą do rana. Dowcip smakował i cenił jak mało kto; określenia jego krążyły z ust do ust, były żywą krytyką kształtującą opinię.
Obcowanie z nim - a umiał być czarujący! - zawsze budziło pewien niepokój. Podrażniony, miewał wybuchy furii, których się bano; zdawało się, że może zabić człowieka. To również przydawało mu autorytetu: przy jego wzroście i sile, któż by się takiemu sprzeciwił! Kiedy mu ktoś zarzucał, ze jest niesprawiedliwy, wybuchał:
- Nooo... dlaczego ja mam być sprawiedliwy? Pan Bóg jest sprawiedliwy.
*******
No dobra, to zagadeczka:
[b]DO JAKIEJ POPULARNEJ KAWIARNI UCZĘSZCZAŁ STANISŁAWSKI?[/b]
Zmarł przedwcześnie, mając zaledwie 47 lat. Pochowano go na Cmentarzu Rakowickim.
W Krakowie ma swoją ulicę na Azorach, obok ulicy Chełmońskiego, wielkiego przyjaciela.
PS. [b][i]Nata[/i][/b] wczoraj zebrała wszystko: i [i]Wesele[/i] i Wyspiańskiego.
A jakie to były słowa w tym [i]Weselu[/i]?
[i]Ja wolę gaik spokojny,
sad cichy, woniami upojny:
żeby mi się kwieciły jabłonie,
żebym miał kąt z bożej łaski,
maleńki, jak te obrazki,co maluje Stanisławski.[/i]
Łomatkojedyna! Byłabym zapomniała. Więc WYSTAWA jest. W Kamienicy Szołayskich. Z okazji setnej rocznicy śmierci.