W tytule brakło literki O na końcu... bo PB żałuje mi tych literek i już...
Co zastaje biedny człowiek pracy po powrocie do domu o 20:30?
Szereg post-itów znaczących domową drogę. Oto one.
Przy drzwiach: [i]Tego wyjątkowego wieczoru nie robisz NIC! Wszystko JA![/i]
W kuchni na czajniku: [i]Herbata: JA! Kolacja: Proszę złożyć zamówienie![/i]
Przy kanapie: [i]Deser: FILM (samoobsługa w dziale DVD / KSIĄŻKA (do wyboru do koloru) + KANAPA + KOC + CHEETOS CHIPS[/i]
Na telewizorze: [i]PROSZĘ WYBRAĆ: Do wyboru 750 filmów lub 3.048 książek[/i]
Na chipsach: [i]SMACZNEGO smacznego SMACZNEGO smacznego[/i]
Na lustrze w łazience: [i]Zasłużyłaś :) Nie robisz nic, wylegujesz się tego "zimowego" wieczora! [serduszko][/i]
Na biurku: [i]A! I ucałuj swego niewdzięcznego bachora...[/i]
:)
A więc wypoczęta i świeża (ha ha ha... dobra, już nic nie mówię o tym wstawaniu) ruszam do akcji.
[b][i]Ascaro[/i][/b] wspomniał u siebie o [b]wystawie Rafała Malczewskiego w Muzeum Narodowym[/b]. A i samo muzeum też mnie postanowiło pospieszyć, przysyłając maila z zawiadomieniem, że to już ostatni tydzień wystawy. I że w sobotę o 14.00 będzie oprowadzanie przez kuratora wystawy i że wstęp wolny na to oprowadzanie, a w ogóle wstęp wolny do Muzeum jest w czwartki. No.
W hallu wita TAKA bryka, a inną, z obrazu Malczewskiego, zobaczyć możecie właśnie u [b][i]Ascaro[/i][/b].
Wystawa [b]Rafał Malczewski i mit Zakopanego[/b] jest podzielona na 3 części. Pierwsza to wczesna twórczość artysty, kształtująca się pod wpływem symbolistycznej sztuki ojca Jacka Malczewskiego. Druga prezentuje Rafała jako twórcę firmy pejzażowej, w ramach której tworzył liczne akwarele. Część trzecia sytuuje twórczość malarza na tle barwnego towarzystwa zakopiańskiego.
Marian Maurizio-Abramowicz w książeczce [b]Zakopiańskie wspominki[/b] pisze, że artyści bohemy zakopiańskiej niezbyt intensywnie poświęcali się sportowi narciarskiemu i taternictwo też uprawiali raczej przygodnie i bez zapału do wielkich wypraw czy wspinaczek.
Wyjątek stanowił właśnie Rafał Malczewski, pewnie dlatego że jako młodzik poznał Alpy w lecie i zimie. Ale i jego chodzenie po górach szybko się skończyło po pamiętnej katastrofie na Zamarłej Turni, gdzie się zabił jego towarzysz Bronikowski. Wyprawa ta stała się brzemienna w skutki dla Malczewskiego.
Przepisuję dziś tę historię...
Na grani Zamarłej, pod szczytem, siedział wtedy Henryk Bednarski i dawał wskazówki Bronikowskiemu, który szedł pierwszy. Gdy Bronikowski odpadł, przeleciał w powietrzu nad Rafałem i podciągnął go ciężarem swego spadającego ciała do haka, który przedziwnym cudem wytrzymał szarpnięcie liny zerwanej na ostrym kancie skały.
Rafał zawisnął nad przepaścią, z trudem znajdując skąpe oparcie dla jednej nogi i chwyty dla rąk. Bednarski pouczył Rafała, jak się ma zachować w tej ciężkiej sytuacji, a potem zbiegł na Zawrat, skrzyknął Pogotowie przez przygodnych turystów i wrócił na Zamarłą. Przesiedział tam, dodając ducha Rafałowi, przez noc i do południa, aż Pogotowie ściągnęło półżywego Malczewskiego ze ściany.
W tych śmiertelnie ciężkich chwilach Rafał ślubował spełnić - jeśli wyjdzie żyw z opresji - pewną powinność, o której wiedzieli jego najbliżsi przyjaciele i rodzina. Spełnił ślub, który jednak zaważył poważnie na jego dalszym życiu. Dziś [i](książka wydana w 1985 roku)[/i] chyba żyje jeszcze tylko kilka osób znających tę tajemnicę.
No cóż, nie zapytam Was w ramach zagadki CÓŻ TO BYŁ ZA ŚLUB :)
Zagadka będzie inna:
[b]CZYJE PRZEZWISKO, KTÓRE STAŁO SIĘ POTEM PRAWIE NAZWISKIEM, WYMYŚLIŁ MALCZEWSKI?[/b]
No i pytanie dla miłośników Tatr :)
[b]KTÓRA TO ŚCIANA ZAMARŁEJ TURNI TAKA PASKUDNA JEST?[/b]
Anegdotka znaleziona w necie:
Wspomniany Bednarski pewnego dnia zdecydował się na krok godzący w dobre imię ściany, w jej mit, jak również w ambicje ówczesnych wspinaczkowych asów. Zabrał na tę najtrudniejszą w Tatrach drogę kobietę, co jak na tamte czasy graniczyło z karygodną wręcz lekkomyślnością, a przede wszystkim było ujmą na honorze dla męskiej części taternickiej braci. Jego towarzyszką była Elżbieta Michalewska-Ziętkiewiczowa. Pani Ela po wielu perypetiach stanęła w końcu na wierzchołku Zamarłej Turni, z pewnością jednak jej wyczynu nie można było uznać jako wspinaczki samodzielnej. W wielu miejscach po prostu korzystała z liny, a niekiedy wręcz zostawała wyciągana na niej przez Bednarskiego. Wedle współczesnych temu przejściu w Dolince Pustej co chwila rozlegać się miało płaczliwe wołanie: [i]Ciągnij pan, panie Henryku! Ciągnij mocno![/i], na co Bednarski miał odpowiadać:
- [i]Ady ciągnę, droga pani, ciągnę, aże lina trzeszczy.[/i]