Ja mam córkę-analfabetkę normalnie. Wczoraj w robocie donoszą mi, że w Wybiórczej jest Misja na DVD. A coś mi chodzi po głowie, że być może to mam w domu. Dzwonię więc do tej pindy i mówię:
- Podejdź do telewizora. Na DVD leży zeszyt ze spisanymi filmami. Otwórz na literze M i poszukaj MISJA.
Szuka, szuka, szuka.
- Nie ma.
- Jesteś pewna? Dobrze sprawdziłaś? Na pewno nie ma?
- Nie, nie ma.
No to poleciałam do kiosku kupić. Przychodzę po południu do domu i najpierw lecę do półek z filmami, które też są ustawione alfabetycznie (a jak inaczej mogłabym coś znaleźć?).
Oczywiście między Miłością w Nowym Jorku a Misiem stoi jak byk -Misja].
W zeszycie zresztą też jest. No przecież zabić kretynkę!
Ediiii mówi, że nie wierzy w bajeczki o płycie z nagraniem żon księcia :) coś w tym jest... bo poszukałam księcia na Wikipedii i tam piszą, że po pierwsze primo miał trzy żony, a po drugie primo z dwiema się najpierw rozwiódł... więc jedna wielka ściema w wykonaniu pana Garlickiego... cóż, sporo lat minęło od tamtych czasów, pamięć może płatać figle :)
Zatrzymujemy się jeszcze na Wawelu. Dziś obchodzimy rocznicę, mianowicie taką, że 6 stycznia 1903 roku urodził się Kazimierz Figlewicz, późniejszy kanonik kapituły krakowskiej i proboszcz parafii archikatedralnej przy Katedrze Wawelskiej.
W latach 1930-33 był katechetą w Wadowicach, gdzie wpłynął na duchową formację Karola Wojtyły, między innymi jako jego spowiednik.
Wspominał Jan Paweł II:
W ciągu tych wszystkich lat moim spowiednikiem i bezpośrednim kierownikiem duchowym był ks. Kazimierz Figlewicz. Zetknąłem się z nim po raz pierwszy jako uczeń pierwszej klasy gimnazjalnej w Wadowicach. Jako wikary parafii wadowickiej uczył nas wtedy religii. Dzięki niemu zbliżyłem sie do parafii, zostałem ministarntem, a nawet poniekąd zorganizowałem kółko ministranckie.
Kiedy odszedł z Wadowic do Katedry wawelskiej, miałem z nim w dalszym ciągu kontakt. Pamiętam, że w piątej klasie gimnazjalnej zaprosił mnie do Krakowa, abym mógł uczestniczyć w Triduum Sacrum, poczynając od Ciemnej Jutrzni w Wielką Środę po południu. To uczestnictwo było dla mnie wielkim przeżyciem.
Kiedy po maturze przeniosłem się z moim Ojcem do Krakowa, podjąłem na nowo kontakty z ks. Podkustoszym katedralnym, taka była bowiem funkcja ks. Figlewicza. Chodziłem do niego do spowiedzi i często się z nim spotykałem w czasie okupacji.
Szcególnie utkwił mi w pamięci dzień 1 września 1939 roku. Był to pierwszy piątek miesiąca. Przyszedłem na Wawel, aby się wyspowiadać. Katedra była pusta. [...]
W tych trudnych czasach stało się jeszcze bardziej jasne, czym dla ks. Figlewicza była Katedra, groby królewskie, ołtarz św. Stanisława. Do końca życia pozostał on wiernym stróżem miłości do Katedry, która miała się stać kiedyś moją katedrą biskupią.
Kiedy w dniu 1 listopada 1946 roku zostałem wyświęcony na kapłana, nazajutrz pierwszą mszę św. odprawiłem w Katedrze, w romańskiej krypcie św. Leonarda. Ks. Figlewicz był obecny przy mnie jako tzw. manuductor.
Ks. Prałat od kilku lat już nie żyje. Sam tylko Pan Bóg może wynagrodzić temu kapłanowi to dobro, które mi wyświadczył.
***
Nie bez kozery akurat dziś piszę o ks. Figlewiczu, podczas gdy obok nas przetacza się walec historii, równo zgniatając zwykłych ludzi i wielkie persony Kościoła...
Ks. Figlewicz był postacią NA INNĄ MIARĘ po prostu. Ujmował wszystkich niepowtarzalną osobowością, szlachetnością i miłosierdziem. Jego sylwetka zrosła się z katedrą, której oddał najlepsze lata i tyle serca. Był jej żywą kroniką, nieustannie zgłębiał jej dzieje, a cały czas pozostawał w cieniu.
Jego legenda zrodziła się już podczas II wojny. Jako jedyny miał "przywilej" - Niemcy pozwolili mu bowiem odprawiać mszę św. w katedrze. Przychodził dwa razy w tygodniu na Wawel, który w owym czasie stał się niedostępny dla Polaków. Był też pierwszym duchownym, który zadbał o zabezpieczenie katedralnych zbiorów przed grabieżą w dniach sowieckiej ofensywy i w chwili wyzwolenia Krakowa od Niemców.
Wrócę do tej postaci we wrześniu, w rocznicę jego śmierci.
Pochowany jest w grobowcu kapitulnym na Cmentarzu Rakowickim, a jego imię nadano jednej z ulic w Nowej Hucie. Postawiłam sobie zadanie - trafić na tę ulicę i sprawdzić, czy godna swego miana :)
A dziś zagadka taka:
SŁYNNY BYŁ INNY KANONIK WAWELSKI, Z XVII WIEKU, KTÓRY - JAK KS. FIGLEWICZ - OPROWADZAŁ ZNAMIENITYCH GOŚCI PO KATEDRZE. JAK SIĘ NAZYWAŁ KANONIK I KIM BYŁ JEGO NAJSŁYNNIEJSZY GOŚĆ?
Ewentualnie możecie też poszukać:
CO ROBI MANUDUCTOR?
PS. Agusia030] znów pierwsza na mecie :)