Pogłoski Bartusia o braku błękitnego nieba są mocno przesadzone.
Voila'!
Oczywiście, widać po listkach, że to niekoniecznie aktualne zdjęcie, ale nie wymagajmy za wiele. Jest styczeń? Jest. Jest zima? Powiedzmy, że jest. No. To czego, pytam się grzecznie?
Z powodu, że po wczorajszym odczulaniu przez CAŁĄ NOC bolała mnie ręka - nie mogłam spać, no i teraz, w rzeczy samej, boli mnie głowa. Dziś spróbujemy, dla odmiany, Solpadeine.
Dlatego, tradycyjnie w takich wypadkach, zagadka ulgowo-zdjęciowa:
NO? CO TO JEST I GDZIE TO JEST?
oraz opowieść o wizycie księcia Jemenu, przepisana z książki Jana Garlickiego Wspomnienia z magistratu.
Książę i następca tronu jemeńskiego zawitał do Krakowa w kwietniu 1958 roku. Imam Al-Badr się nazywał i przybył w towarzystwie świątobliwych kapłanów i służby dworskiej.
Oczywiście MUSIAŁ zwiedzić Kombinat w Nowej Hucie - taki był wówczas rytuał państwowych wizyt. Najpierw fabryki, potem ewentualnie, jak starczyło czasu - zabytki.
Dyrektor kombinatu wpadł na pomysł, żeby zapowiedzieć przez fabryczne megafony wizytę afrykańskiego gościa, czego nigdy nie robiono. W swoim komunikacie zwracał się z prośbą do wszystkich pracownic w kombinacie, by nie wychodziły na spotkanie z dostojnym gościem, gdyż Koran zakazuje mu spotykania się z kobietami.
Oczywiście, odezwa dyrektora wywołała wręcz odwrotny skutek. Jeszcze nigdy dotąd nie zebrało się tyle kobiet, już nie tylko przy swoich stanowiskach pracy, ale po obu stronach trasy. Oczekiwały one gościa w takiej liczbie, że aż dziw brał, że tyle ich pracuje na jednej zmianie.
Żeby to jeszcze stały spokojnie, z powagą odpowiadającą godności imama, jako najwyższego kapłana, ale gdzie tam, wyraźnie kokietowały młodego przystojnego księcia, przesyłały mu pozdrowienia, a nawet - co śmielsze - całusy, czemu znów wielce dziwić się nie można było, bo przecież, oprócz męskiej urody, był następcą tronu w dość odległym i egzotycznym kraju.
W oczach bogobojnych kapłanów widać było przerażenie. Książę szedł ze spuszczoną głową, ręka spoczywała na małym kindżale noszonym przy boku, wzrok utkwiony w ziemię, niewiele się interesując osiągnięciami nowoczesnego kombinatu. Wśród tej ogólnej konsternacji dało się słyszeć pytanie jednej z kobiet:
- Cóż on taki dziwny? Nawet na nas nie spojrzy.
I cicha, ale sugestywna odpowiedź stojącego obok niej towarzysza:
- Ja mam jedną babę i mam jej potąd - wskazął ręką na szyję - a on ma ich trzysta, to se pomierz, pokąd je może mieć.
Tymczasem... tymczasem cóż to dało się w tym samym czasie słyszeć z apartamentu księcia na Wawelu? Oto panowie z BOR usłyszeli z niemałym zdziwieniem rozmowy, a potem śpiew i zawołania kobiet, których nikt nie widział wcześniej przy boku księcia.
Lękano się, że pewne "panie" krakowskie tak często widziane w hotelach, o znacznym tupecie i natarczywosci, wtargnęły niezauważone do pokojów księcia. Zarządzone przeszukanie doprowadziło do zupełnie nieoczekiwanego odkrycia.
Okazało sie, że książę przywiózł ze sobą płytę z nagraniem pożegnania jego licznych żon i przed wyjazdem do Nowej Huty dla przypomnienia ją sobie odtworzył i nie wyłączył.
Tak to feudalny ksiażę połączył przeszłość wieków i tradycji z nowoczesną techniką.
Nawiasem mówiąc, znaleziono też w pokoju księcia puste butelki po alkoholu. Należy przypuszczać, że wcześniej były pełne.
PS. Już sama nie wiem. Z biegiem lat, z biegiem dni trwało SIEDEM godzin. Mistrz i Małgorzata DWA RAZY PO CZTERY godziny. A Wy osobiście co byście woleli: przesiedzieć całą noc czy dwa dłuuugie wieczory?
Co do drugiego pytania, Nata - bywała w Masce - wiedziała, co jest grane :)
PS2. Garlicki cały czas pisze o AFRYKAŃSKIM gościu, tymczasem Wrobelwrobel słusznie zwraca uwagę, że Jemen jest w Azji :) :) :)
Inni zdjęcia: Logistyka pamietnikpotwora1435 akcentovaClonnage. ezekh114Sobota patusiax395... maxima24... maxima24... maxima24... maxima24... maxima24... maxima24