Od kilku nocy jesteśmy z Córunią i moją mamą w jakimś sanatorium. Za bardzo nie wiadomo, kto konkretnie ma się leczyć, bo zawsze śni mi się poranek, skomplikowane ablucje (chodzę i szukam po korytarzach i piętrach pryszniców) i nie dochodzę do żadnych zabiegów. Dziś za to doszłam do sklepiku, w którym kupowałam dwie bułki i trzy gazety (ciekawe po co) i gdy ja płaciłam, przysazło jakichś dwoch i mi zabrało dwie z tych gazet. Ot tak, najbezczelniej w świecie. Zaprotestowałam nieśmiało, ale zaśmiali się i poszli. To ja ruszyłam w swoją stronę, ale spotkałam ich przed furtką do sanatorium. Oddali mi jedną z gazet, a ja chciałam wrzeszczeć o drugą, ale się przestraszyłam, że będą wiedzieć gdzie mieszkam i przyjdą zrobić mi kuku. Na tym się obudziłam. Ciekawe, co jutro.
A co w Radiu Kraków słychać?
W latach osiemdziesiątych każdy radził sobie, jak mógł. W ciepłowni rozgłośni przy ul. Szlak istniała przez jakiś czas nielegalna prywatna ubojnia, otoczona - rzecz jasna - największą tajemnicą. Co tydzień tracił życie jakiś królik przywieziony przez kogoś od rodziny ze wsi, ratując przed głodem a to elektryka, a to jakiegoś pracownika gospodarczego, a to kogoś ze znajomych. Ściekająca do kanału krew zwabiła komary, które zalęgły sie w ciepłowni. Od czasu do czasu owady te urządzały sobie wyprawy krajoznawcze na górę do holu albo też i innych pomieszczeń, przy czym sprytne te bestie unikały jak ognia pokoi redakcyjnych. Nikt więc o nich nie mówił, bo od mówienia w radiu są jak wiadomo dziennikarze, a tych komary nie gryzły. Nie dawały natomiast spokoju pracownikom administracji i technikom.
Bestie komarzyska nie przewidziały jednak, że ktoś z pogryzionych doniesie o sprawie ówczesnemu komendantowi Straży Przemysłowej, byłemu wojskowemu. Ten, jak przystało na sumiennie wykonującego swe zawodowe obowiązki, natychmiast odpowiednim pismem powiadomił o sprawie zastępcę dyrektora rozgłośni:
"Proszę o zajęcie się przedstawionym niżej przez mnie problemem i podjęcie działań mających na celu likwidację komarów. Co prawda, komara można uznać za sprzymierzeńca człowieka, bo kiedy na przykład strażnik uśnie na służbie a komar go utnie, to strażnik się budzi i znowu czuwa."
Kiedy odpowiedź od dyrektora nie napływała przez miesiąc, komendant przypomniał o sprawie ponagleniem pisemnym do redaktora naczelnego, który sprawę ponownie przekazał do zastępcy. Ten zaś udzielił komarom ostrej reprymendy i nakazał, "żeby cięły wyłącznie wartowników, którzy śpią na służbie".
Istotnie, wkrótce potem komary wyprowadziły się z rozglośni, jednak do dziś nie wiadomo, czy wystraszyły się ostrzeżenia czy też zabrakło królików.
Źródło: Witold Ślusarski - Mówi Kraków przez radio. Fakty i anegdoty, Kraków 2002
W 1995 roku zapada decyzja o budowie nowej siedziby Radia Kraków. Powstaje ona w Alejach Trzech Wieszczów, przy skrzyżowaniu z ul. Łobzowską, a 17 maja 1999 nadano pierwszą audycję z nowej siedziby. Radio się rozrasta, zmieniają się pracownicy, tylko jedno stale spada: liczba słuchaczy :(
A TERAZ BĄDŹCIE TACY MĄDRZY I ZNAJDŹCIE, KTO ZAPROJEKTOWAŁ TEN BuDYNEK, KTÓRY NAM TU WYGLĄDA ZZA WINKLA (no, właściwie on sam to ma ograniczoną ilość winkli).
Prooban i Deodato do spółki odpowiedzieli na wszystkie pytania. A większości Montelupi kojarzą się wiadomo z czym. O tym "wiadomo czym" też by wypadało napisać, choćby w kontekście II wojny światowej, ale wiecie, ja się tam boję zrobić zdjęcie, wszak zakazano :)