Poszłam do tej szkoły. Upewniłam się u dziewcząt pilnujących pokoju nauczycielskiego (jest taki wynalazek), że fizyka to tutaj. Tutaj właśnie, skąd ten harmider i wrzask słychać. Więc prawdziwe są opowieści Córuni o tym, że wszyscy w klasie gadają, a pani nie udaje im się przekrzyczeć. Za chwileczkę miałam też demonstrację: zadzwonił dzwonek, z klasy wyszła Córunia wściekła na maxa: Ja już tam dłużej nie wytrzymam, oszaleć można z tym hałasem. Ja tymczasem świadkowałam zachowaniu uczniów i nauczycielki, ci wrzeszczą, ta krzyczy, każe posprzątać papierki z podłogi dyżurnemu, ten je kopie nogą dalej, a pani ma w ogóle dyżur na korytarzu. Tak że w kwestii Córuni dowiedziałam się jedynie, że są szanse, o, w poniedziałek będą pisać klasówkę, rozdział 19 i bardzo ważne jest to, co na tablicy, ważniejsze niż to, co w książce. No to ładnie, jeszcze nie wiem, co Córunia ma w zeszycie, i boję się o tym pomyśleć, regułki i zasady to wprujemy na pamięć, ale co z zadaniem? Ach. Spać mi się chce poza tym. Szkoła to zło, nieprawdaż?
I nie mówcie, że nawet gdyby miała powtarzać, to nic takiego. W niczym jej to nie pomoże. Zmiana klasy, zmiana nauczycieli.
O tym, że ja ją będę miała na karku rok dłużej - nawet nie wspominam :)
Oderwijmy się teraz od szkolnych kłopotów i postójmy jeszcze chwilę na Szlaku. Tam, gdzie ten pałac Montelupich, a potem Tarnowskich, jak słusznie zauważył Deodato. Dziś czekający na nowego lokatora.
Dzień w Radiu Kraków
Zbliża się szósta rano. Na korytarzu radiowym rozbrzmiewają Godzinki. To pani Zosia, sprzątając, wielbi na cały głos Najświętszą Panienkę. "Czy Zośka nie zapomniała okularów?" - martwi się Heniek Cyganik, który wpadł swego czasu na szatański pomysł: pisze bardzo mądre, filozoficzne felietony, upstrzone niezmiernie bogato skomplikowanymi, trudnymi wyrazami, a pani Zosia czyta je na antenie. Efekt niesamowity, smakowity, że palce lizać... No więc Cyganik zastanawia sie, czy Zosia przyniosła okulary, bo bez nich nie będzie mogła przeczytać "fejletonu".
Edek Miszczak już zbiega po schodach do studia, bo on dziś prowadzi program. Punktualnie o szóstej rozlega się po całym budynku Radia sygnał audycji Co niesie dzień, zagłuszając "Przybądź nam miłościwa pani ku pomocy" w wykonaniu Zosi.
Do dziś zachował się list 25 pracowników hurtowni materiałów elektrycznych z Krakowa, którzy nie mogli odżałować, że nie słyszą już "tak inteligentnej i perfekcyjnej artystki, jaką jest pani Zofia Krawczyk, która tak genialnie udawała w swych felietonach prostego człowieka". Pani Zosia czytała te felietony Cyganika wspaniale, przekręcając nieświadomie słowa. Czyniła to za darmo i z dużą przyjemnością.
Kiedy życzliwi zwracali jej uwagę, że za swoje występy powinna zażądać honorarium, z oburzeniem odpowiadała: "eee, tam za byle co będę brać pieniądze. Pieniądze bierze się za konkretną pracę". I dalej chodziła w swoich szmacianych butach, z których wyzierały listki babki przykładane przez panią Zosię na jej bolące nogi.
Drugą jej zasługą dla rozgłośni były te wspomniane Godzinki. Dzięki niej wielu pracowników, ale i często oficjalnych gości, umiało je na pamięć. Pani Zosia śpiewała je głośno po wszystkich korytarzach o każdej porze dnia. Najgłośniej przed gabinetem redaktora naczelnego, zupełnie przypadkowo, gdyż tam właśnie zatrzymywała się najdłużej czyszcząc parkiet wydeptywany przez oczekujących na przyjęcie interesantów. Nieraz naczelny, mówiąc o pokorze, wskazywał redaktorom za przykład właśnie panią Zofię.
Dziś już pani Zofii, niestety, nie ma...
Źródło: Witold Ślusarski - Mówi Kraków przez radio. Fakty i anegdoty, Kraków 2002
KIEDY POJAWILI SIĘ W KRAKOWIE MONTELUPI?
CO ZORGANIZOWALI W KRAKOWIE JAKO PIERWSI?
GDZIE MAJĄ SWOJE NAGROBKI?
Inni zdjęcia: 1435 akcentovaClonnage. ezekh114Sobota patusiax395... maxima24... maxima24... maxima24... maxima24... maxima24... maxima24... maxima24