Na starość zostałam Witią Malejewem. Obiecuję, a potem samo się tak jakoś robi, że nie dotrzymuję.
No więc wszelkie obiecanki są guzik warte. Gdy budzik dzwoni, przesuwam go do przodu nie zważając na żadne wcześniejsze przysięgi, że nie, że tym razem wstanę, żeby nie wiem, co. A nawet dziś, po trzech godzinach zabawy w ciuciubabkę - dalej jestem śpiąca.
Tymczasem zbliża się tak jakby koniec roku szkolnego i Córunia chyba przywiązała się do swojej szkoły, bo zdaje się planuje pozostanie na drugi rok. Mamy sobie szereg jedyneczek z fizyki, chemii i tradycyjnnie matematyki i równie tradycyjnie wybieram się właśnie do szkółki porozmawiać z nauczycielami. Konkretnie jednym, od fizyki, bo pani od chemii też ma dzisiaj wolne, tak jak ja. A z panią od matematyki już próbowałam rozmawiać, nie idzie. Dzięki dzisiejszemu upokorzeniu będę miała czyste sumienie. Wszak kontrolować jej na codzień z lekcjami nie jestem w stanie (vide powyżej).
Sumienie nakazuje mi też wykończyć wreszcie to radio.
Otóż 22 lipca 1950 roku odbyła sie uroczystość przekazania do użytku nowej siedziby Rozgłośni przy ul. Szlak 71.
Z przemówień inauguracyjnych:
"Nowa rozgłośnia krakowska w rękach krakowskich radiowców będzie dobrze służyć sprawie popularyzacji planu 6-letniego, budowy i rozwoju Nowej Huty i sprawie walki o pokój i socjalizm."
Odbyła się transmisja defilady budowniczych Nowej Huty. Relacjonowali: Andrzej Rokita i Jacek Stwora. Oj, z tymi relacjami Jacka Stwory bywało różnie. Raz przyszło mu zdać sprawozdanie z pochodu 1-majowego.
Każda transmisja pierwszomajowych pochodów zaczynała się słowami ZE STRZELISTYCH WIEŻYCZEK BARBAKANU WITA PAŃSTWA SŁUŻBA SPRAWOZDAWCZA POLSKIEGO RADIA.
Potem było już różnie.
Słuchacze Stwory usłyszeli, że: "od strony ulicy Lubicz zbliża się kolumna z Nowej Huty z ogromnym, na całą szerokość ulicy transparentem, na którym widnieją wielkie cztery litery... PZPR".
W chwilę potem świat dowiedział się, że "w pochodzie idą listonosze i niosą swoje ciężkie torby", a za nimi "maszerują nasi dzielni inwalidzi, którym lśni słońce w protezach".
Stwora zdążył jeszcze poinformować słuchaczy Radia Kraków, że "są sekretarze ze swoimi sekretarkami, bo żony maszerują w innych kolumnach, prężąc swoje ciała przed krakowskimi władzami".
Tą relacją zapewnił sobie Stwora trzy miesiące przymusowego urlopu wypoczynkowego i dożywotnie odsunięcie od programów na żywo :)
Znaną bardziej lokalnie postacią krakowskiej Rozgłośni był pan Franciszek Cipciński, słynny portier. Do wszystkich redaktorów łącznie z naczelnym mówił po imieniu, ale temu żołnierzowi gen. Maczka uchodziło wszystko. Młodszych redaktorów wpuszczał do rozgłośni jedynie wtedy, gdy do beretu, który leżał na jego wielkim biurku wrzucali po parę groszy ... na piwo dla Franusia.
Któregoś dnia do naczelnego, Mieczysława Kiety, przyjechali dostojnicy z centrali Radiokomitetu w Warszawie. Z ominięciem pana Franka chcieli pójść od razu do dyrektora. Cipciński grzecznie, acz bardzo stanowczo, poprosił ich, by usiedli w hallu, a następnie wykręcił numer telefonu i donośnym głosem rzekł do słuchawki:
- Mietek, jacyś goście z Warszawy do ciebie. Puścić?
Gdy usłyszał w słuchawce "tak", pan Franciszek zgiął się w pół przed intruzami i uprzejmym, wręcz uniżonym głosem powiedział:
- Pan dyrektor prosi panów do gabinetu. Pierwsze piętro, pokój 24.
A teraz pytanka.
CO TO BYŁA ZA SIEDZIBA?
DO KOGO WCZEŚNIEJ NALEŻAŁA, A KTO JĄ WYBUDOWAŁ?
CO DZIEJE SIĘ Z NIĄ OBECNIE?