Martineden przy okazji świętojańskich historii wspomniał coś o poziomie krakowskiego bruku. Ciekawa jest przeszłość starych bruków - zapisały i one kawał naszej historii. Średniowieczne nawierzchnie odkryto nie tylko w rejonie kościoła św. Jana, ale także w kilkunastu innych miejscach. W tej brukowej historii najbardziej pasjonują naukowców poziomy, na których poszczególne bruki występują. Wiadomo, że im głębiej - tym są starsze.
Najstarszy przedlokacyjny bruk Krakowa odnaleziono w okolicy kościoła św. Wojciecha. Składa się on z łupanych, niewielkich okrzesków wapiennych, ułożonych na zaprawie. Jego górna powierzchnia jest tak wygładzona, że wskazywałaby na długotrwałe zużycie. Bruk ułożono na ubitej i wyrównanej ziemi. Zapewne w ówczesnych czasach świadczył on o swoistym komforcie miasta. Być może - pokrywał cały plac.
Kilkadziesiąt centymetrów wyżej znajduje się bruk inny, najprawdopodobniej pochodzący z czasów Kazimierza Wielkiego. Elementy tworzące płaszczyznę bruku są większe, kamienie kładzione bez zaprawy, wyraźnie widać, jak ich górne partie z czasem ulegały "schodzeniu". Pomiędzy poszczególnymi kamieniami odnaleźć można drzazgi drewna, skrawki skóry, skorupki ceramiki, czasem nawet średniowieczny pieniążek.
Jeszcze trochę wyżej znajdują się dwa pasma bruku, z których górne może być powiązane z czasami panowania Zygmunta Starego lub Zygmunta Augusta. Bruk ten tak bliźniaczo przypomina XIX-wieczny, że ich fotografie zestawione obok siebie potrafią zmylić największych znawców.
Mając w okolicy kamienia pod dostatkiem - najdawniejsi mieszkańcy Krakowa starali się przy jego pomocy zabezpieczyć czystość wytyczanych przez siebie placów i ulic. Gdy błoto było zbyt uciążliwe, starano się zaradzić złu za pomocą pomostów i kładek. Jeszcze w XVI wieku przez Rynek krakowski biegły w różnych kierunkach takie właśnie drewniane pomosty - znaczyły one najbardziej uczęszczane, a więc i najbardziej bezpieczne szlaki piesze. Czasem kładki kładziono na słupach, dzięki którym droga stawała się stosunkowo równa. Naprawdę zaś, to trzeba było nie lada umiejętności, aby suchą nogą przejść w jesienną szarugę z ulicy Floriańskiej na Wiślną.
Jezdnie rynkowe budowano w ten sposób, że w koryto ziemne - wzmocnione z obu stron drewnianymi poboczami - sypano kamień, niżej gruby, wyżej drobniejszy. Sposób ten niewiele różni sie od stosowanego dzisiaj, z tym, że obecnie krawędzie jezdni są betonowe, a na tłuczniową nawierzchnię nakłada się asfalt. Gdy z kamieniem czy jego dowozem było krucho - budowano drogę z bierwion. Jazda po takiej nawierzchni przypominała trochę przesuwanie palców po klawiaturze fortepianu. Tego rodzaju drogi wymagały ustawicznej konserwacji, ale lasów było przecież pod dostatkiem i na brak surowca nie można było narzekać.
Źródło: Jan Adamczewski - W starym Krakowie, Wydawnictwo Literackie 1968
A do całej notki natchnął mnie rozpoczęty po Wielkanocy remont ul. Grodzkiej. Stary bruk zerwano już pierwszego dnia, a prace potrwają trzy miesiące. Podobno mają kosztem jezdni poszerzyć chodnik, ale na razie zapowiada się mały koszmar - już teraz trudno się przemieszczać wydzielonymi paskami chodnika, a co się będzie działo, gdy ruszą do Krakowa szkolne wycieczki? Lepiej o tym nie myśleć, i tak w sezonie ledwo się człowiek za nimi wlecze :)
No i lecę szlifować krakowskie bruki w drodze do roboty (zgodnie ze wskazaniami Nadjam - codziennie trochę marszu).
Aha!
Zagadki!
Zapomniałabym!
Na zdjęciu okolice kościoła św. Wojciecha w Rynku. Pod szklanymi płytami widać kawał tortu, jakim jest przekrojona ziemia :) każda warstwa w innym kolorze, raz grubsza, raz cieńsza.
KIEDY PRZEPROWADZONO PRACE BADAWCZE W TYM MIEJSCU?
JAKIE ZNANE NAM JUŻ TRIO JE PRZEPROWADZAŁO?
CO ZNALEZIONO W TRAKCIE WYKOPALISK?
Jeśli chodzi o pytania środowe, wspomnieli Vollyy i Prooban, że zdjęcie było podpisane (dziwne, jak dla mnie to tego nie widać), natomiast Deodato walnął kawę na ławę czyli odpowiedzi na całą resztę zagadek. I tak mu dopomóż Bóg!