Coś w nocy mi się śniło, że muszę jakiś numer czy adres zapisać na karteczce. Wstaję dziś rano i w kuchni znajduję - kartkę wyrwaną z książki, którą aktualnie czytam, złożoną na pół i leżącą na stole! A drugą wyrwaną kartkę w łóżku obok książki! No to nie mówcie mi, że to normalne, bo już zatraca się granica między jawą a snem.
No i ładny numer! Ja tu wczoraj pracowicie przepisuję z książki jeden z ulubionych fragmentów, walę w te klawisze, a Martineden pokazuje mi palcem, gdzie to jest w internecie! Tegom się nie spodziewała doprawdy! No ale zaczęłam, w dodatku wczoraj przed fabryką poleciałam do Zaułka Niewiernego Tomasza i zrobiłam dodatkowe, świeżutkie zdjęcia - to jadę dalej, trudno się mówi!
HANDEL U HIMMELBLAUA, cz. 2
Gdy oko klienta przywykło do mroku, gdy objęło tę dziwną składnicę ksiąg - leniwie po ladzie, po papierach i broszurach krok za krokiem szedł kot, który spojrzawszy na gościa, zeskakiwał z lady i uciekał w głąb sklepu. Tam przeskoczywszy trzy stopnie, znikał za małymi drzwiczkami.
Dopiero wtedy pokazywał się gospodarz. Brodaty Żyd w surducie, świadczącym, że jego właściciel nie przywiązuje żadnej wagi do stroju. Antykwarz pochylony i trzęsący się szedł z trudem. Zza okularów opasłych na koniec nosa patrzyły blade oczy w przekrwionych powiekach.
- Czego? - pytał niegrzecznie.
Jeśli klientem był student, który szukał podręcznika szkolnego lub ściągaczki-bryka do Cezara czy Ksenofonta, odpowiedź brzmiała:
- U mnie nie ma...
Kryło się za nią coś więcej jak niechęć sprzedaży książki czy trud szukania jej. W ten sposób chciał antykwarz zniechęcić klienta, chciał na zawsze ustalić w jego opinii przekonanie, że nie ma co do niego przychodzić.
Tak samo odpowiadał innym, gdy padały pytania o książkę kucharską, sennik egipski, listownik, o Lekarza domowego, o Poradnik małżeński dla obojga płci lub o Medytacje na wszystkie dni roku.
- U mnie nie ma...
Ta kategoria gości zdarzała się też rzadko, coraz rzadziej, bo rychło nauczyli się wszyscy, że nie warto wstępować do antykwarni, gdzie właściciel najpotrzebniejszych książek nie trzyma na składzie.
Od czasu do czasu jednak trafiali się naiwni, którzy próbowali sprzedaży książek: uczeń z końcem roku szkolnego, chcący pozbyć się źródeł swej wiedzy, student prawa czy medycyny z podręcznikiem lub żona recenzenta z egzemplarzami autorskimi.
Himmelblau odpowiadał wtedy:
- Ja nie kupuję tego...
Znowu po to, aby oduczyć wszystkich wstępowania do sklepu, aby dać mu święty spokój.
Ale prócz tej kategorii gości jest jeszcze w antykwarniach inna, najczęstsza i najgroźniejsza: przechodzień zwabiony widokiem książek, a mający chwilę czasu, wstępujący bez określonego celu, aby popatrzeć czy nie znajdzie czegoś z zakresu poezji, francuskich romansów, socjalizmu, pornografii, filozofii i medycyny. Czytelnicy, dopytujący się o poszczególne rodzaje piśmiennictwa, mniej irytowali Himmelblaua. Tym odpowiadał krótko, stwierdziwszy, że książek nie ma lub że je wyszuka na przyszły miesiąc. Niebezpieczni byli ci, którzy wstępowali bez określonego pragnienia - tak aby popatrzeć - a którzy grzebali w stogach książek i na półkach, każąc czekać właścicielowi.
- Tam pan nie znajdzie nic, tam nie ma co patrzeć.
Skoro jednak zaciekły gość nie dawał za wygraną i wyciągnąwszy książkę pytał o cenę, taki rozpoczynał się dialog:
- Ile za tę książkę?
- Ona droga...
- Ale ile?
- Pan nie kupi...
- Ależ ile? -pytał zniecierpliwiony klient.
Cena bywała zawsze bardzo wysoka, odstraszająca. Klient opuszczał sklep, widząc, że ze starym nie dojdzie do porozumienia.
Zdarzało się, że przecież gość godził się na słoną cenę i trzymając w ręku książkę, sięgał do kieszeni po pieniądze. Wówczas zły, ponury Himmelblau niemal że wyrywał mu ją z ręki i nieuprzejmie mówił:
- Zawinę...
Zawijanie trwało dobrą chwilę. Staremu ręce się trzęsły, papieru nie mógł znaleźć ani sznurka. Równocześnie odchylał okładki i patrzył na kartę tytułową, czytając ją dokładnie. Wreszcie szybko wręczał książkę gościowi, brał, nie licząc pieniądze, i wkładał do szuflady.
Źródło: Karol Estreicher - Nie od razu Kraków zbudowano, PIW Warszawa 1956
Wczoraj Prooban Znaleziciel, Nata i Omeggi jako pierwsi, potem Nadjam i Martineden oraz Deodato naddał.
A dzisiaj? Łeb mnie boli :( nie wiem co wymyśleć :( może to:
KIM BYŁ FABIAN HIMMELBLAU PRÓCZ TEGO, ŻE ANTYKWARZEM?
CO STAŁO SIE Z JEGO ZASOBAMI JUŻ PO JEGO ŚMIERCI?
W JAKIM BUDYNKU MIEŚCIŁ SIĘ JEGO HANDEL?
Pewnie było to w miejscu na tyłach kościoła św. Jana, gdzie na zdjęciu krata szeroko otwarta zaprasza...