Krakowianie znający dobrze miasto pamiętają kościół Panien Prezentek stojący na rogu ul. Św. Jana i Św. Tomasza. Romański w swych murach, datuje się jeszcze z czasów przed lokacją miasta i dlatego wkracza w połowę ulicy. W ten sposób tworzy się malowniczy placyk, zacieniony wysokimi kamienicami. Za absydą, w najciaśniejszym kącie zaułka, gdzie światło dzienne dochodzi rozproszone, szare i ponure, gdzie wilgoć, cień i chłód wśród skarp kościoła panują, mieściły się składy śmiecia i wszelkiego niechlujstwa. Kiedyś Rada Miejska zajęła się tym kątem, bo zdarzało się zbyt często, że w nocy lekkomyślne krakowianki wabiły tam niedoświadczonych młodzieńców, z czego wynikały różne kłopoty. Rezultatem obrad Rady Miejskiej było umieszczenie w tym miejscu gazowej latarni, którą niesttey gasił złośliwy zefir.
W samym rogu zaułka, tuż przy murze kościoła, właściciel kamienicy wpadł na pomysł, by pokój, gdzie nikt mieszkać nie chciał, przerobić na sklepik. Długi czas lokal ten stał pustką, aż wreszcie znalazł się człowiek, który go wynajął, bo sklepu potrzebował, a klienteli nie. I w ten sposób w latach siedemdziesiątych, za dobrych czasów warszawsko-wiedeńskiej kolei, za panowania Modrzejewskiej, Matejki i Sienkiewicza otwarł Jakub Maurycy Himmelblau swoją antykwarnię, w której życie przepędził, często zapominając, że nadszedł szabas.
Zakurzona, brudna szyba wystawy była myta jedynie przez wiosenne burze i jesienne deszcze. Wówczas przejaśniała się trochę i oko przechodnia było w stanie dojrzeć broszury, rękopisy, książki i księgi, dyplomata, nuty bezładnie nagromadzone. Wśród nich widać było brązowe popiersie Szujskiego, zegar z Napoleonem, dwa lichtarze, kilka czerwonych pieczęci, pudełko monet oraz aparat fotograficzny z napisem "okazja". Prawda, była tam jeszcze lornetka odarta ze skóry.
Gdy weszło się do sklepu, uderzał ostro dzwonek, raz za pchnięciem drzwi - potem drugi raz, gdy się drzwi zamykało. Wzdłuż dlugiego lokalu stała lada, a na niej pełno książek. Zapomniane powieści, przestarzałe zbiory prawnicze, skorowidze i skoropisy, rozporządzenia podatkowe sprzed lat, kolejowe rozkłady jazdy, schematyzmy króleswta Galicji i Lodomerii - słowem makulatura nie mogąca znaleźć czytelnika, nadająca się wyłącznie do papierni.
Za ladą książki na półkach nielepszy przedstawiały widok. Elementarze wycofane ze szkół, poobdzierane z okładek, rozstrzępione, porozpruwane. Obok zajmował miejsce pełny nakład jakiejś broszury wydanej w Paryżu przez Januszkiewicza, nie rozcięte kazania ks. Kajsiewicza, kilkadziesiąt lipskich tomików Brockhausa, "Roczniki Polskie Hotelu Lambert", "Nowa Polska" Ostrowskiego, Buszczyńskiego rozprawy ekonomiczne i Hoene-Wrońskiego przez nikogo nie czytane filozoficzne traktaty. Ten zapas książek z Wielkiej Emigracji przywiózł do Krakowa pewein staruszek księgarz i gdy z głodu umarł, kupił go po nim Himmelblau.
Były czasy, gdy panował na półkach jakiś porządek, a książek z róznych dziedzin musiało być więcej. Widniały jeszcze napisy działów, starannym charakterem wyciągnięte: Religia, Filozofia, Łacina, Medycyna, Prawo, Gospodarstwo, Powieści, Literatura PIękna - ale było to chyba bardzo dawno, skoro część kartek była naderwana lub odstawała od desek.
[...]
Pajęczyny miały tu swoje królestwo. Oplatały księgi po kątach i na półkach i rzadko kto rwał ich miesterne koronki. Ponieważ much tu nie było, więc łapały kurz i brodate, omszone, niczym sędzieliny w borze tatrzańskim lub stalaktyty w kopalniach wielickich zwisały z sufitu.
W sklepie panował zaduch, ciężki i odurzający, nie powiem jednak, aby przykry. Zapach to był książek i pleśni, kurzu i lampy gazowej, syczącej równomiernie w górze.
Wszedłszy tutaj zatracało sie poczucie czasu. Czy był to tok 1872 czy 1912 trudno było powiedzieć, bo z pewnością nic się tu nie zmieniło od lat. Miasto huczało daleko, czasem głos z ulicy dolatywał, lecz stłumiony i nieśmiały jak przechodzień, który wszedłszy mimo woli poddawał się nastrojowi miejsca. Płynęły chwile, godziny, lata - a ksiażki, bezładnie leżące, czekały cierpliwie.
Nie, nie napiszę, z jakiej to książki fragment :) to będzie Wasze zadanie.
Mogę tylko ułatwić poszukiwania: autor tych wspomnień pochodził z zacnej, zasłużonej nie tylko dla Krakowa, ale i Polski rodziny. Sam zasłużył się dodatkowo przywożąc po wojnie do Krakowa parę drobiazgów :)
Drugie pytanie encyklopedyczne: CO TO BYŁO KRÓLESTWO GALICJI I LODOMERII?
Na wczorajsze zagadki odpowiedzieli natychmiast: Omeggi (z obczyzny), Deodato (chyba z kraju) i Troj69 (znów z obczyzny). Jutro o tym, jak Himmelblau handel prowadził.
Inni zdjęcia: Logistyka pamietnikpotwora1435 akcentovaClonnage. ezekh114Sobota patusiax395... maxima24... maxima24... maxima24... maxima24... maxima24... maxima24