Więc niby dziś dopiero wtorek?? Zadzwonił budzik, usiadłam i zaczęłam myślenice, o co chodzi i gdzie ja niby mam iść? Aaa, nigdzie, przecież sobota! Nie, kurka, chyba piątek jednak. To wstałam. I teraz dopiero okazuje się, że do piątku jeszcze kawałek.
A tymczasem byłyby mnie zdekapitowały drzwiczki od regału z filmami. Szklane drzwiczki, dodajmy. Na szczęście spadły podczas weekendu, kiedy to - półki co - nie pracujemy. Bo to na fabryce było. Ciekawa sprawa z tymi drzwiczkami: szkło umocowane jest na metalowych zawiaskach, drzwiczek jest mnóstwo, a obrywają się ZAWSZE te same. Fatum jakieś czy co? Ani nie są to najczęściej otwierane, ani stare zawiasy (wymieniane już) - i ryps, znowu. A że się alarm nie włączył, to już w ogóle jest baaardzo dziwne. Derechcja by musiała dyrdać w niedzielę :)
Nata sobie zażyczyła KRYMINALNEJ HISTORII.
Mówisz i masz czyli HOTELOWA ZBRODNIA
W zimowy wieczór 26 stycznia 1905 roku do hotelu Kleina przy ul. Św. Gertrudy 6 przybył adwokat z Czerniowiec dr Jan Braun, z małżonką. Tak przynajmniej zapisano w księdze gości. Braunowie zajęli jeden z frontowych pokoi z oknami wychodzącymi na Planty. Służba hotelowa od razu zwróciła uwagę na tę elegancką i dystyngowaną parę porozumiewajacą się między sobą w języku francuskim.
Przez cały następny dzień doktorostwo nie opuszczali swego mieszkania. Braun dwukrotnie wzywał służącego i posyłał go po alkohol. Wieczorem obsługa hotelu posłyszała jęki dochodzące z pokoju zajmowanego przez gości z Czerniowiec. Próbowano pukać do drzwi, nikt jednakże nie otwierał, ani nie odpowiadał. Ponieważ niepokojące głosy nie ustawały, właściciel hotelu zdecydował się zawezwać policję. O północy wyważono drzwi i oczom przybyłych policjantów przedstawił się straszny widok: na łóżku leżała poraniona pani Braunowa, obok na podłodze jej mąż nie dający już oznak życia. Pośród poprzewracanych butelek z morfiną, strzykawek, kieliszków znaleziono na stole nabity rewolwer i kartkę z zapisem: Uwiadomić rodzinę - Gustaw. Lekarz, który przybył zaraz z pobliskiej stacji pogotowia, stwierdził, że denat zmarł przed kilkoma godzinami na skutek zatrucia morfiną.
Nieprzytomną kobietę przewieziono do szpitala Św. Łazarza. Tu okazało się, że posiada ona liczne obrażenia na całym ciele: sińce, otarcia naskórka, nakłucia, krwawe pręgi na nogach pochodzące prawdopodobnie od silnego związania sznurem. Ślady wskazywały wyraźnie, że wszystkie rany zadano ofierze przemocą i gwałtem. Odzyskawszy na krótko przytomność rzekoma Braunowa zdołała tylko wyszeptać: Jestem Jadwiga Brzozowska, ze Lwowa... Dopiero po 2 dniach była w stanie złożyć zeznania przed komisarzem Krupińskim.
Co zeznała? O tym jutro.
Źródło: Andrzej Bogunia-Paczyński - Hotel "Barbara Ubryk", KRAKÓW nr 3/1991
No to teraz: CO WIEMY O OFIERZE? A ZWŁASZCZA O JEJ RODZINIE?
Na zdjęciu miejsce akcji czyli Hotel Kleina. To z któregoś z tych okien spoglądali na Planty "państwo Braunowie".
Zagadka:
CO DZISIAJ SIĘ TAM MIEŚCI I JAKĄ WĄTPLIWĄ NAGRODĘ OTRZYMAŁA ROZBUDOWA TEGO OBIEKTU W 2002 ROKU?
Bo jak tak sobie teraz patrzycie, to wygląda całkiem całkiem, nie? Ale poczekajcie do jutra :)
PS. Na wczorajsze pytanka odpowiedzieli: Nata (na wszystkie), Caffe0with0milk i Wieszka.
Inni zdjęcia: Spring quenPostne refleksje c.d. locomotivPostne refleksje locomotivStadion żużlowy paulsa34133. atana... maxima24... maxima24... maxima24... maxima24... maxima24