Molier "Skąpiec
Z wdzięczności, iż "Świętoszek" pojawił się na maturze postanowiłam poznać inne dzieła Moliera. I takim trafem padło na "Skąpca", który jako jedyny z molierowskich dzieł ostał się na bibliotecznej półce (swoją drogą wstyd i hańba mnie ogarnia, gdy innych dzieł nie mozna się doszukać!). Podobnie jak Fredrę czyta się go łatwo i przyjemnie, lecz z drobnym minusem, ale o tym potem...
Molier to oczywiście komediopisarz z epoki baroku. Dzierżone przeze mnie dzieło w dłoni należy gatunkowo do komedii charakterów. Utwór zamyka się w pięciu aktach, a główną osią staje się tu problematyka skąpstwa. Ów skąpcem okazuje się być Harpagon, ojciec Kleanta i Elizy. Pewnego dnia Harpagon postanawia doprowadzić do swojego ożenku z niejaką Marianną z sąsiedztwa. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, iż w tejże osóbce kocha się również jego syn... I to z wzajemnością. I tutaj następuje szereg wydarzeń, w które wplątani zostają pozostali bohaterowie. Zakończenie oczywiście jest w iście molierowskim, lekko abusrdalnym stylu, a fabułę doskonale obrazuje ostatni wers komedii, gdy Harpagon udaje się uściskać swa "kochaną szkatułkę". Jak widać, skąpstwo jako wada wrodzona, mimo nacisku innych, bliskich osób nie zostaje wypielone.
Swoją drogę nie lubię recenzować komedii/tragedii. Na szczęście kolejna książka będzie z zupełnie innej półki...
Wnioski: zbyt długie partie dialogowe, co momentami nuży. Akcja, aż tak wartka nie jest, ale gdy wejdzie się w odpowiedni tryb, idzie z górki. Książka w sam raz na deszczowy wieczór, jakei ostatnie zdominowały krajobraz. Punktuje poczucie humory i farsowe elementy. Można się skusić.
Ocena: 8/10.