Chuck Palahniuk "Podziemny krąg"
"Być może samodoskonalenie nie jest sposobem na życie. Być może sposobem na życie jest samodestrukcja". Wysławiana pod niebosy w moim otoczeniu powieść Palahniuka w końcu trafiła w moje ręce, i tym samym wprost w sam środek destruktywno-chaotycznego momentu mojego życia (powinni tego zabronić).
Trzydziestoparoletni Jack jest zatrudniony w korporacji. Życie upływa mu na pracy, której nie lubi, ale dzięki zyskom z niej może spędzać czas na kupowaniu rzeczy, których nie potrzebuje. Dodatkowo cierpi na bezsenność i chodzi anonimowo na grupy wsparcia, na których raczej szydzi z innych, niż współodczuwa (na jednym z nich poznaje Marlę). Pewnego dnia w samolocie spotyka swoje alter ego Tylera Durena, który działa w podziemnym kręgu. Odtąd życie naszego bohatera ulegnie diametralnej zmianie. Wszak: "Pierwsza zasada klubu walki to nie rozmawiać o klubie walki."
Z książki, z której wyłania się postulat upadku człowieczego, jako ścieżki prowadzącej do wolności, jawi się globalna, uniwersalna na współczesne czasy prawda. Ludzie otaczają się niezliczoną ilością dóbr materialnych, które zastępują im kontakt z drugim człowiekiem. Jako trybik w maszynie jesteśmy nikim. Czy nihilistyczna teoria wdepnięcia z całym impetem w bagno swego Ja jest faktycznie słuszna? Autodestrukcja kapie z każdej stronicy, lecz jest to tylko jedna ze strona medalu. Wszak każdy z nas ludzi (chociażby nie wiem jak głęboko w sobie ukrywałby to pragnienie) potrzebuje drugiej osoby, bliskości, jakichkolwiek zasad. Jack Tyler anarchistycznie wojuje z całym światem i sobą. Czy niszcząc siebie i sprawiając sobie ból faktycznie doznajemy upragnionej wolności? Tej atawistycznej i drapieżnej, na pewno tak, ale tej głębokiej i uczłowieczonej? Niekoniecznie.
Samą książkę czyta się z zapartym tchem, dzięki narracji prowadzonej niczym kamera filmowa. Wraz z kolejnymi stop-klatkami przenosimy się w nowe miejsca i sytuacje. Jasny, brutalny i prześmiewczy język okraszony wulgaryzmami całkowicie napędza fabułę, od której ciężko się oderwać...
Oczywiście "Fight Club" doczekał się ekranizacji. Cóż rzec? Kultowa, z ciekawym mykiem montażowym. Więcej nie zdradzę.
Ocena: sztandar buntowników, lecz także wytchnienie połączone z niepewną nadzieją na lepsze jutro dla osób, których na co dzień wciąga jadowita maszynka korporacji i rozdmuchanego na światową skalę konsumpcjonizmu. A z drugiej strony: powieść o miłości. Wszystko bowiem zależy jaki azymut obierzemy na naszym literackim kompasie.
Ocena: 10/10.
Inni zdjęcia: 1434 akcentova4 / 4 / 25 xheroineemogirlxDzieciak suchy1906;) virgo123Pierwiosnki elmar... maxima24... maxima24... maxima24... maxima24... maxima24