photoblog.pl
Załóż konto
Dodano: 24 MAJA 2012

74.

 

Stanisław Lem "Bajki robotów"

 

Ufff. Kolejny raz wyrzuciło mnie poza nawias czytelniczego (i nie tylko, niestety) życia. Jednak powoli dźwigam się ku górze, także i na polu czytelniczym, gdyż niestety ostatnimi czasy przechodziłam ostry kryzys. Paru książek nie zrecenzowałam, ogólnie odpuściłam sobie. Jednak czas powrócić z tym, co mam w moich zbiorach i wziąć się do roboty. Powoli także rok akademicki chyli się ku końcowi. Czas zbierać siły i lektury na wakacyjne wciąganie!

 


 

Są dwie sfery literatury, które nie darzę specjalną estymą  fantasy i science fiction. Postanowiłam jednak ubarwić sobie mój żywot i sięgnęłam po Lema, który już dawno widniał na mojej książkowej liście.

 

Bajki robotów podobnoż były lekturą w podstawówce. Nie pamiętam tego, wszak od tego czasu przewinęło się tyyyyle książek. Lemowskie bajanie pokryte jest skrzętną językową konstrukcją. Naukowy, określający poczyniania fantastycznych bohaterów język zestawiony zostaje ze słownictwem stricte baśniowym, znanym nam od dzieciństwa. Nie będę tutaj streszczać poszczególnych opowiadań. Do tych, które najbardziej przypadły mi do gustu mogę zaliczyć np. Bajkę o maszynie cyfrowej, co ze smokiem walczyła, Przyjaciela Automateusza, czy też jak Erg Samowzbudnik bladawca pokonał. Styl Lema jest niepodrabialny, zanurzywszy się w techniczno-mitologiczny gąszcz drucik po truciku, wśród skrzypień zbroi i pyłu wydobywającego się spod pokryw naszych bohaterów dochodzimy do prawd uniwersalnych stanowiących o ludzkiej naturze. Jak to w bajkach bywa ścierają się ze sobą dwie odwieczne wartości: Dobro i Zło. Lemowskie Zło przegrywa, bo jest... głupsze niż dobro. Przez elektryczne druciki, wśród chrzęstu maszyn klarują się podstawowe, znane od wieków wartości. Kondycja ludzka z jej wrażliwością i silnym kręgosłupem wartości nie ginie nawet pod kolejnymi wartwami zbroi. Neologizmy tworzone przez Lema zabierają nas w nowe, kosmiczne światy. W zmechanizowaną i skrzypiącą przyszłość. Jego elektrycerze, cybergęśle, czy robosły stanowią swoistą nomowę. Język, pełen groteski i pure-nonsensu bawi, ale jest to śmiech podszyty egzystencjalną refleksją i wydobywa spod gruzów elektrycznych zwojów całą paletę uczuć i pulsujący organ. Cóż, nawet roboty mają serce.

 

Wnioski: Lemowskie opowiadania science-fiction to nowy wymiar baśni. Wśród mechanizującego się życia idealnie nadają się do tego, aby współczesne matki-polki czytały je dzieciom do poduchy. Połączenie nauki  jako formy  i natury ludzkiej  jako treści  idealnie oddaje automatyzm współczesnego życia. Warto poszperać trochę w naszych zwojach mózgowych i zrzucić zbroję, by powrócić do naturalizmu.

 

Ocena: 7/10.

 

PS. Zwróćcie uwagę na cudne bizonowate freski* na suficie. Tak, doprawdy nie wiem, co mają wspólnego z tematyką książki, ale cóż tam - cieszą oko! Ot, taka koncepcja moja i fotografa (pozdrowienia!).

 

* Made in Collegium Maius.

Komentarze

~fotograf Istnienie Pani bloga, ale Pani istności zwłaszcza, jest dowodem na ruch gwiazd we wszechświecie. Ciała niebieskie te czasem z nudów, a czasem z inwencji wewnętrznej, emitują pyły, które spadając na onirycznych szkieletach tworzą takie istności-zachwytności. Pozdrawiam i całuję w stópki.
24/05/2012 21:26:35
~pytacz r u high?
29/05/2012 22:49:17

klauuu Byłam w teatrze robotów na tym.
Dałabym 5/10. Szału nie robi.
24/05/2012 21:48:09

Informacje o poczytelnia


Inni zdjęcia: 1434 akcentova4 / 4 / 25 xheroineemogirlxDzieciak suchy1906;) virgo123Pierwiosnki elmar... maxima24... maxima24... maxima24... maxima24... maxima24