Marek Hłasko "Sowa, córka piekarza", "Nawrócony w Jaffie"
Marek Hłasko to jeden z autorów na mojej długiej jak rzeka Nil liście autorów, których pragnę zgłębić. Wreszcie nastał i na niego czas, a sięgać daleko nie musiałam, gdyż te dwa opowiadania obok Pięknych dwudziestoletnich stoją od jakiegoś czasu na półce w wyniku ciotecznego spadku, jak zwykłam to określać.
Jak dotąd słyszałam o opowiadaniu "Pętla", lecz z braku go na półce zdecydowałam się na dwa powyższe. Od razu zaznaczę, że miałam pewien kłopot ze zrecenzowaniem tych pozycji, Hłasko bowiem wymykał się opisowi jak szczupak w nurcie rzecznym (czy cóś).
"Sowa, córka piekarza", czyli pierwszy utwór przeze mnie przetworzony jak się okazało jest ostatnim wydanym tworem za życia pisarza. Poprzez jego treść autor powraca do swojego dzieciństwa, Polski, wreszcie do Wrocławia. Osią tego opowiadania jest pisarz Grzegorz, którego wydalono z redakcji. Udaje się on do rodzinnego miasta i do krewnych. Losy jego skrzyżują się (za pomocą niejakiego Samsonowa) z panią Rackmann, czyli Weroniką, którego męża aresztowali za służbę w RAF. Ich relacja będzie dosyć niecodzienna, bowiem mężczyzna rzekomo bliźniaczo podobny do aresztowanego lotnika zacznie udawać jej męża (w czym pomogą mu bezprzecznie umiejętności aktorskie). To ogólny zarys tej historii. Opowiadanie czyta się szybko, na pewno dzięki symptomatycznemu językowi Hłaski, mglistemu i podszytemu ironią. Nad stronicami unosi się specyficzny, gęsty i mroczny klimat, który bardzo mi się spodobał. Z pewnością niektóre sceny z powodzeniem mogłyby zostać wykorzystane do filmu z gatunku noir, bowiem główny bohater ma coś z Humhreya Bogarta. Weronika i Grzegorz wystawiają swoją dwuosobową tragikomedię wiedząc, że to dwuosobowa sztuka wystawiana bez przekonania, a dodatkowo o potężnym defetystycznym ładunkiem. Nic dziwnego, że często nazywano go polskim Hemingwayem. Dodatkowo wisienką na torcie w tej historii staje się postać Wuja Józefa, człowieka, który żyje po to, by wprowadzać do codzienności elementy dramatyczne. Ta barwna postać nieraz powodowała u mnie salwy śmiechu, przede wszystkim z powodu genialnych dialogów, które toczy z naszym bohaterem. Palce lizać!
Kolejne opowiadanie "Nawrócony w Jaffie" przypadło mi mniej do gustu. To opowieść o Robercie i jego towarzyszu Jakubie (występuje jako Hłasko), którzy jadą do Tel Awiwu po to, by... zabijać psy. Całość kompozycyjna jest dosyć chaotyczna, bowiem mężczyźni sami zaczynają kreować zdarzenia, i tak Robert zostaje ich reżyserem, a Jakub wykonawcą i aktorem jedną z ich idei jest np. oszustwo matrymonialne, które jednak nie przynosi oczekiwanych zysków. Nawrócony w Jaffie ze swoją manierą prozatorską jest niczym kamera filmowa, która pokazuje wybrane sekwencje, by zaraz przenieść uwagę czytelnika na coś zupełnie innego. Dla mnie było to chaotyczne tym bardziej, ponieważ pana Hłaskę dopiero co poznałam i nie mam jeszcze wystarczającego wyczucia, by skonfrontować te opowiadania z innymi dziełami. To opowiadanie ze względu na bohaterów łączy się z innym, a mianowicie z Drugim zabiciem psa. Robert i Jakub, próbując przeżyć na izrealskich ulicach imają się różnych zajęć (jednym z nich jest np. wydeptywanie dywanu dla pewnej firmy), ale punkt kulimnacyjny nastąpi, gdy zdecydują się pomóc kanadyjskiemu misjonarzowi Seanowi, który odniósł klęskę z tego powodu, iż nie nawrócił nikogo na chrześcijaństwo. Rolę nawróconego (który notabene jest ochrzczony) odgrywał będzie Jakub. Czy mu się uda? Co wyniknie z tego niecodziennego pomysłu? Twardy, ciężki i surowy klimat wypływają z tego opowiadania. Cóż, jestem dopiero na początku przygody z panem H. I jak się okazuje będzie to nie lada orzech do zgryzienia!
Ocena: "Sowa, córka piekarza" : 8/10
"Nawrócony w Jaffie" : 6/10.
Inni zdjęcia: 1434 akcentova4 / 4 / 25 xheroineemogirlxDzieciak suchy1906;) virgo123Pierwiosnki elmar... maxima24... maxima24... maxima24... maxima24... maxima24