Trwałbym w uniwersum apogeum życiu mego,
gdyby nie fakt, że jestem jego marną epikurejską cząsteczką...
Trzymałbym w kwrawych rękach złociste kwiaty wiosny,
gdyby nie to, że z zimowych lęków bąki jeszcze nie wyrosy...
Trząsł bym się z letniego zimna i lęków w marzeniach miałbym tysiące,
gdyby tu mnie nie było, jak jestem i jak nie ma, pewnie nie będzie...
Trącę przyszłość to teraźniejszość mocno chwyci i daje o sobie znać,
gdybym mógł cofnąć czas, siedział bym na złotym tronie...
Trzepocząc zmiszczonymi codziennością skrzydłami oczekuję odzewu,
lecz nikt nie pragnie zauważyć mnie w szarej postaci żółtawego światła...