Zbyt dużo już płaczu zmytego z podłogi,
za wiele ciętych słów rzucanych po to, by dobić,
w ataku, w ripoście, by trafić w zimną pościel.
Zbyt dużo miłości, by osobno żyło się prościej.
Ja wiem, znika stres, wtedy znów jesteśmy piękni..
Moja dłoń, twoja podniesiona nad udręki.
Zbyt mało chwil ulotnych zostaje w pamięci,
by wierzyć w cud, że wystarczają tylko chęci.
Nie chcę już kłótni, już wystarczy,
zbyt dużo namiętności jest w nas, by dalej ze sobą walczyć.
Te bzdury codzienne nie są ważne tu.
Zbyt dużo egoizmu w nas, by dzielić wszystko na pół.
Zbyt dużo głupstw stawianych ponad to, co łączy,
wystarczy tylko objąć się, by wreszcie z tym skończyć.
Za grubo.