Apetyt na wysokość rośnie w miarę wchodzenia. Jak łatwo zapomnieć o rozsądku w takiej gorączce szczytowej.
A jeszcze łatwiej popada się w samozachwyt, bo przecież powszechnie mówi się o "zdobywaniu gór" - czy jestem więc zdobywcą? Czy to nie aby "tylko" wchodzenie ale nieco trudniejsze? A z Bożą pomocą i odrobiną odwagi i wiedzy to ledwie ślad pozostawiony w śniegu, zaraz zasypany przez wiatr...
A jednak góry zmieniają coś w środku w taki sposób, że już zawsze chce się do nich wracać.