Klikamy!
28 lipca 2012
Znów tu jesteśmy. Siedzimy patrząc w rażące słońce. Gdzieś widać czerwone promienie, a całe niebo pokryte jest jakby watą układającą się w obrazy z naszego dość skomplikowanego życia. Zadajemy sobie pytanie jak długo jeszcze tu będziemy. Trudno nam zrozumiem, że życie polega na tej walce, na dążeniu do celu, który kiedyś sami sobie ustaliliśmy. To od nas zależała poprzeczka. Problem istnieje jego się nie pozbędziemy. Gdzieś głęboko w nas jest ta wiara. Może w miłość, przetrwanie albo jeszcze odrobinę nadziei na cokolwiek? Ale wiemy, dobrze zdajemy sobie sprawę, że poddanie się jest czymś złym. Musimy tu być, jakoś przetrzymywać wszystko czego nie chcemy. Musimy, bo jeśli nie dla siebie to dla innych. A jeśli nie mamy innych, to znajdziemy. Będziemy szukać do utraty tchu i do ostatnich kropli łez. Do ostatnich sił i ostatnich kropli krwi wypływających z naszego oziębłego i wykończonego ciała. Przychodzą nam na myśl sceny o których nie chcemy wiedzieć, o których nie chcemy myśleć czy nawet ich znać. Bolą nas one, rozcinają mięśnie i zatrzymują ostatnie ruchy serca... Boimy się nowych ścieżek, którymi powinniśmy podążać już od samego początku, lecz tego nie zrobimy. Paraliżuje nas skojarzenie faktów i milczenie umysłu. Oplatają nas złe potwory gnieżdżące się w kończynach. Wszystko jest puste, szare, do niczego. Nie potrzebują nas ludzie, a my nie potrzebujemy ich. Jest to odwołanie. Kolejna igła i kolejna dawka leku odciągającego nas od żywych. To może być już ostatni raz, to mogą być ostatnie minuty. Szukamy wolnego miejsca, a jest jego mało. Ściskamy rękę paskiem, żeby ukazały się żyły już tak niewidoczne i trudne, aby je dostrzec. Na twarzy pojawia się znaczący uśmiech. Mówi tylko jedno : znów wolność. Opadamy na ziemię lekko uderzając głową. Osłabienie nie pozwala nam równomiernie oddychać. Spuchnięte oczy, pozagryzane wargi, drętwe palce. Szum liści i dźwięk telefonu. Czyżby jeszcze ktoś o nas pamiętał!? Nie teraz, nie tu. Za późno. Wszystko się toczy. Ziemia staje i ukazuje się coś nowego, niezwykłego. Kolejny odlot, tym razem mocniejszy...