Fragmenty z nadchodzącego e-booka Wciąż Cię kocham
Miałam łzy w oczach. Staliśmy na środku sali, a Ty bezczelnie śmiałeś mi się w twarz.
- Hahaha, co Ty sobie myślałaś? Że będziemy do końca życia razem? Nie kocham Cię, zrozum. - mówił na głos, kiedy wszyscy patrzeli i się śmiali ze mnie. Robiłam z siebie idiotkę.
- Nie. Nie kocham Cię - wybełkotałam, czując jak łzy spływają mi po policzku. Uśmiech mu zszedł z twarzy jaki miał przed chwilą. Patrzył na mnie z ironią.
- Jak to nie?A to uganianie się za mną? Bezsensowne pisanie po naszym zerwaniu na początku? Hahaha, nie chcesz przyznać się przy wszystkich. - mówił szybko zabawnym głosem. Przełknęłam ślinę i przycisnęłam pięści do długiej białej sukienki, którą dostałam od matki gdy miałam iść na ślub brata. Była delikatna z koronką , falbankami i gdzie nie gdzie poprzypinanymi diamencikami. Rzadko ubierałam się w takie wydekoldowane sukienki z taką kreacją, że mogłabym iść na wybieg do Mediolanu.
- To co słyszałeś. Nie kochałam i nie kocham Cię takiego. Wiesz, pokochałam chłopaka, który przy pierwszej rozmowie mało co mnie nie zagadał na smierć mówiąc o swojej kolekcji płyt, o tym jaki jest, co naprawdę czuję. Pokochałam chłopaka, który poszedł ze mną na na pierwszą randkę na basen żeby się ogrzać i posłuchać jak był raniony i który by chciał znaleźć kogoś kto da mu poczucie szczęścia co dzień budząc się przy niej w łóżku. Pokochałam chłopaka, który pod mostem przeszedł całą drogę na kucaka by dojść do mnie i powiedzieć jak bardzo mu na mnie zależy i był wrażliwy jak nikt, pokochałam chłopaka, który umiał słuchać i rozumiał. Pokochałam chłopaka, który nauczył mnie jak lubić Frugo, niosąc ten smak ze swoich ust na moje. Pokochałam Ciebie takiego jakim jesteś w środku. Naprawdę. Nie tego frajera na zewnątrz, który mnie zranił bo chciał przenieść swój ból po poprzednim nieudanym związku na mnie, nie tego który próbował zaimponowac kolegom pijąc i paląc bez umiaru. Pokochałam frajera z sercem, który wiedział jak mnie uwieść tylko po to by mnie zostawić.
- To był tylko miesiąc - powiedział bez żadnego wyrazu na twarzy, bez żadnych uczuć, patrząc prosto w moje oczy. Znałam tą zieleń oczu. To byl ten kolor gdy się poznaliśmy, gdy patrzył na mnie z taką czułością i miłością. A teraz się wkurwiał.
- Tak.. Tylko miesiąc. I przez ten miesiąc poznałam prawdziwą miłość i szczęście, którego tak bardzo potrzebowałam i ból z cierpieniem, które dawałeś mi przez te ostatnie 2 tygodnie. Dla Ciebie może nic nie znaczyć, bo przecież przeżyjesz pewnie jeszcze setki takich chwil z inną dziewczyną, a dla mnie to było coś niezwykłego. Możesz mieć wiele dziewczyn, ale jednego mogę być pewna wiesz.. Że żadna kobieta w przyszłości nie pokocha Cię tak jak ja. Ja Ci oddałam serce, Ty mi dałeś w zamian..
- Dobra skończ. Idź sie potnij, albo najedz tabletek ze zranionej miłości - mówił ze złością, bo widocznie go to za bardzo zirtyowało, ale to płynęło samo ze mnie, z serca. Nie umiałam tego zatrzymać. Czułam, że moje emocje w końcu wybuchnęły.
- Nie będę wołać śmierci i bólu na zawołanie. Przecież wiemy dobrze, że ona już po mnie przyszła, a to tylko kwestia czasu.. I nie chcę Twojej litości.
- Za bardzo mnie kochałaś, to właśnie Twoja miłość nas zniszczyła.
- Nie to nie ona, Ty to wszystko zniszczyłeś!
Jego mina stała się poważna, bo wiedział o czym mówię. I chyba zrozumiał, że nie błagałam o to żeby wrócił, bo chciałam tylko naprawić z nim relacje. Na sam koniec. Ale i ja zrozumiałam, że on tego nie chce. Próbowałam wstrzymać ponowne łzy, które napływały mi wciąż do oczu i zaburzały ostrość widzenia. Podniosłam trochę przednią część sukni i zaczęłam wychodzić na zewnątrz. Wszyscy patrzeli na mnie ze zdziwieniem, a może też z politowaniem, nawet zauważyłam, że jego koledzy byli tym wszystkim zszokowani, a on stał na samym środku Sali i nie wiedział co ma powiedzieć. Otowrzyłam drzwi i poczułam uderzenie zimnego wiatru, które roztargało moje włosy na wszystkiego możliwe strony, nie obchodził mnie teraz mój wygląd. Chciałam stąd uciec i nie wrócić. Ale gdy zaczęłam schodzić po kamiennych schodach, które ledwo co się już trzymały, słyszałam dochodzące krzyki, żeby przyszedł do mnie, ale ja tego nie chciałam. Już nie chciałam go wiecej widzieć. To co się stało to się stało, nie wróci już więcej. Opuszczając głowę w dół przy ostatnim schodku zobaczyłam kopertę. Była adresowana do mnie. Wstrzymałam oddech bo znałam ten charakter pisma. Podniosłam list i wiedziałam, że coś musiało się stać. Damian nigdy mi nie przekazywał jakiś informacji listami, smsami czy wiadomościami na fejsbuku. Był moim przyjacielem od pierwszego oddechu na tej ziemi. Ten sam dzień urodzenia, godzina, ta sama sala porodowa. To była prawdziwa przyjaźń. Otworzyłam pomału kopertę i zobaczyłam nagłówek "Myślisz, że byłem w Tobie zakochany... " Poczułam lęk, bo dopiero teraz zrozumiałam o czym mi przez cały ostatni miesiąc mówił.