Westchnęła głośno, gasząc światło. Na zegarku godzina trzecia dwadzieścia migała nieznośnie, nie pozwalając jej zasnąć. Mimowolnie zastanawiała się, gdzie on jest. Martwiła się i najchętniej zadzwoniłaby, pytając, kiedy wróci do domu. Zrobiłaby to, gdyby nie Tom, a przecież to do niego miała dzwonić. Cała sytuacja była męcząca. Chciała po prostu zobaczyć go w drzwiach, zerwać się i zatonąć znowu w jego ramionach, by złapać z powrotem miłość. Kiedy tylko wykonywała gest w tym kierunku, on przybierał taką postawę i minę, że jej siły opadały. Nie chciała znów czekać, aż wejdzie, położy się i aż ostry zapach alkoholu utuli ją zamiast jego ciała. Skuliła się pod kołdrą, czując, że się zbliża.
Lass sie wissen, wer du wirklich bist.
Otworzył drzwi. Nie cicho, nie ostrożnie. Wrzucając klucze z hałasem do koszyczka w przedpokoju, ściągnął bluzę. Osunęła się po jego ciele z łagodnym szelestem i upadła na podłogę. Nawet się nie rozglądał jego kroki skierowały się prosto do sypialni. Widząc dokładnie okryte kołdrą plecy dziewczyny, oblizał usta. Omiótł pożądliwym wzrokiem jej długie włosy, chude ramiona. Wprost widział jej idealną sylwetkę ukrytą pod miękką, jedwabną koszulką. Niepewnym krokiem podszedł bliżej. Wyczuła to znowu - wcale nie taką małą ilość tytoniu i wódki. Jeszcze mocniej zacisnęła powieki, mając nadzieję, że położy się i zaśnie obok niej. Że może jutro będzie dobrze. Niestety, zawsze wiedział, kiedy udawała. Poczuła jego szorstkie, popękane wargi i nieświeży, przesączony alkoholem oddech. Kilku dniowy zarost drapał ją w szyje, kiedy pokrywał jej skórę pocałunkami. Nie długimi, nie namiętnymi spiesznymi i niecierpliwymi. Tak długo jej nie dotykał. Jego męska dłoń zsuwała cienką kołdrę, wkradając się pod materiał piżamy. Powoli wypuściła powietrze, czując ją na swoim nagim brzuchu. Widziała, co się stanie, lecz nie umiała tego zatrzymać. Gwałtownie przewrócił ją na plecy, siadając na niej. Zerwał z siebie i z niej koszulkę. Zatopił usta w jej ciele. W każdym możliwym jego milimetrze. Nie dotknął ust, nie dzisiaj, nie wczoraj, nie w ostatnim tygodniu. Omijał je skrzętnie, choć robiła wszystko, by poczuć jego wargi. W kilku gorących sekundach był już nagi. Mogła głaskać jego pierś, dotykać obojczyka, jednak jego skóra była przerażająco zimna. Chłodnie obca. Zrobił to. Zacisnęła pięści na jego plecach, kiedy jego ruchy stawały się szybsze, coraz szybsze bez opamiętania. Nie spojrzał w jej oczy, nie pogładził policzka... dlaczego tego nie robisz, Tom? Nie chciała go już. Miała krzyknąć, miała powstrzymać... nie otworzyła ust. Dostosowując się do jego potrzeb, oddała mu wszystko. Całą siebie, licząc na to, że wróci. A on wciąż biegł. Kropelki potu spływały z jego czoła na jej twarz. Spływały tak samo, jak uczucie, które powoli znikało. Aż nagle zgasło - nie wiedziała, kiedy dokładnie. W kulminacyjnym momencie zacisnął mocno palce na jej biodrach, syknęła. Cisze ich ciał przerywał tylko jego głośny jęk. Był zupełnie jak zranione zwierzę w potrzasku. Nastała cisza. Dyszał jej głośno do ucha, a jego klatka piersiowa poruszała się prędko. Objęła go.
Cii, jestem tutaj, gwiazdeczko.
Oderwał się od niej, bez słowa rozrywając uścisk dłoni. Podniósł się i raz jeszcze wyszedł. A ona naga wciąż tam była. W tej samej pozycji, w której ją zostawił i w milczeniu, błagając o jego powrót.
Na nas pada światło księżyca. Jest jeszcze noc, kochanie. Odwieczne prawo natury wciąż napędza ruch obrotowy Ziemi. Bo Ziemia krąży wokół słońca, a moje życie wokół Ciebie. Jesteś gwiazdką na moim nocnym niebie, ale po każdej nocy zawsze przychodzi dzień.
Prawa autorskie Freilyn
Dla Morfasa.