Szyderczy śmiech. Zielone światło, minuta i śmierć. Głos żony, płacz syna ledwie dosłyszalne. Odchodzę...
- Kim jesteś? - pytam.
- Mnie też zabił - odpowiada mi młoda dziewczyna.
- Dlaczego?
- Bo mu przeszkadzałam w dojściu do władzy.
- Moja żona też tu przyjdzie jak on ją zabije? - pytam w głosie mam nutkę nadziei, nie chce jej śmierci, ale chce być przy niej. To trudne.
- Skąd wiesz, że ją zabije?
- Bo przed nim nie ucieczki - odpowiadam smętnie.
- Ucieczką jest miłość. Powiedz coś o sobie?
Czarnowłosy chłopiec żegna się ze swoją matką wchodzi do pociągu. Macha ręka, niby smętnie, ale tak jakoś weselej. Jedzie do Hogwartu!
- To wiem, pojechałeś tam jak większość z NAS*, ale co było potem? - dopytuje się mnie.
- Potem była Lily.
- Kim była Lily?
- Tą jedyną.
Rudowłosa dziewczynka wychodzi z przedziały.
Rudowłosa dziewczynka patrzy na niego z ubolewaniem.
Rudowłosa dziewczyna śmieje się z jego dowcipu.
Całuje rudowłosą dziewczynę w nos.
Rudowłosa dziewczyna całuje go po raz pierwszy, tak prawdziwe.
Kocha się z rudowłosą kobietą.
Biegną w deszczu na urodziny Syriusz. Ręka w rękę.
Rudowłosa kobieta mówi "Tak".
Rudowłosa kobieta rodzi mu syna.
Widzi ostatnie tęskne spojrzenie rudowłosej kobiety.
- Kochałeś ją?
- Ja ją cały czas kocham - mówię.
- Miała rude włosy - zauważa.
- Kasztanowe, wolała jak mówiło się, że kasztanowe. I miała zielone oczy, takie same ma mój syn.
- Jak on wygląda?
- Prawie tak jak ja - odpieram dumnie.
- Dlaczego was ścigał? - pyta.
- Bo chciał zabić mojego syna.
- Dlaczego?
- Bo był kimś ważnym, bo miał go pokonać. Ja wierzę, że zrobi to tak czy tak.
- Myślisz, że nie umrze, że go pokona? - dziwi się.
- Mam takie przeczucie. Mój Harry... - wzdycham.
-Mama - mówi jego syn. Pierwsze słowo. Poprzedzone pierwszym krokiem. Lily się śmieje. Kocha ten śmiech.
- Ale wcześniej coś musiało być wcześniej - mówi i uporczywie czeka na odpowiedź.
- Huncwoci - rzucam krótko.
- Kto?
- Huncwoci - powtarzam - Moi przyjaciele. Lapa, Lunatyk i Glizdgon, ale ten ostatni nas zdradził.
- Jak to?
- To on nas mu wydał - mówię z boleścią.
- A jacy oni byli. Powiedz coś więcej - prosi.
- Jeszcze tylko trochę - mówi Syriusz.
- Tak dasz radę - zapewnia James Glizdogona.
- Ale jak ja... - jąka się ten trzeci.
- Dajcie spokój - wtrąca czwarty.
- Lunatyku myślisz, że po to uczyłem się tego trzy lata żeby teraz zrezygnować - mówi zniecierpliowoiny Syriusz.
- No właśnie. Dalej Peter.
Ten trzeci najmniejszy wykonuję dziwny ruch i po chwili zamienia się w szczura. Reszta zaczęła klaskać.
_______
dalszy ciąg, w komentarzu bo się nie zmieściło..