Klepsydry przemijaniaOdmierzają okruchy życiaWypełnia się nasz czasNa dnie krateru bezsennościWesołe krasnale przerzucają snyWypatrujemy horyzontu szczęściaZ każdą chwilą powoli znikamy
Nie rozumiem. Tak naprawdę nie rozumiem sensu istnienia. Wiem tylko że świat, że ludzie, że to wszystko. To wszystko jest złe. Z każdą chwilą coraz gorsze. Idziesz ulicą i widzisz jak grupka młodzieży kopie kolegę. Na koniec oplówa i odchodzi śmiejąc się. Siedzisz na peronie obok matki z czteroletnim synkiem u boku. Matka czyta kolorową gazetkę. Koło peronu przechodzi jakiś mocno wychudzony, szary kundel. Chłopczyk podbiega do psa i kopie go. Kobieta zagląda spod gazety i z uśmiechem mówi `Kopiesz pieska? No kop sobie, kop...` [`Nie kop, bo się spocisz`]
Tacy nieczuli. Tak strasznie nieczuli. I źli.
Idąc chodnikiem zauważasz jak staruszek powoli przechodzi przez ulicę. Z na przeciwka nadjeżdża luksusowe auto i zatrzymuje się z piskiem opon; kierowcy najwyraźniej się śpieszy. Wychyla się przez okno i wyzywa biedaka. Być może staruszek źle się czuł, był chory? W końcu przechodzi przez ulicę i cicho mówi`dziękuje`
...
Sens istnienia?
Jest coś takiego?