Moze sie rozpisze, moze nie. Ogolem rzecz biorac, duzo rzeczy uleglo zmianie. Sama nie wiem kiedy to sie stalo. Jakos wczesniej nie przychodzilo mi o tym apisac, ani mysle to dzisiaj zauwazylam tyle zmieniajacych sie wokolo mnie rzeczy. Pamietam jak by to bylo dzis jak chodzilam sobie codziennie na dwor, ale oczywiscie wczesniej odrabialam domowniczek. Jak codziennie z Klaudia chodzilysmy po lody, batony, czekolady, chipsy nie liczac jak teraz tych potwornych kalorii. Wtedy kompletnie nie zalezalo mi na wadze jadlam co chcialam i kiedy chcialam, nie to co teraz. Robilysmy rozne glupie rzeczy nie zwracajac uwagi na to czy ktos uzna nas za nienormalnie, nie balam sie powiedziec co mysle. Chodzilam sobie cala na rozowo lub na zielono i mialam w dupie zdanie innych, mi sie to podobalo i koniec. Mowilam ze nie lubie Klaudii, ze juz nigdy sie do niej nie odezwe, a na drugi dzien z nia wychodzilam. Jak balam sie pojac do reala, zeby mnie babcia nie widziala, albo sluchac rapu, bo tato zobaczy. Jak cholernie sie to wszysko zmienilo, nie nadazam, fakt. Nie mowie ze sobie z tym nie radze, ale dzieje sie to za szybko i czesto ciezko jest mi przyjac jakies nowe niuanse do glowy. Wiem, ze te moje wypociny nie sa nic warte, ze pewnie ktos i tak bedzie mial z tego beka, ale to chyba jedna z najbardziej sensownych notek jakich tu napisalam.