Na zakończenie weekendu relaks.. pospałam :) wybrałam się na spacer szlakiem naszego gigantycznego deptaka i zahaczyłam o kilka klimatycznych kamienic. Efekty widać powyżej :) a po zdjęciach przyszedł czas na najlepszego kebsika ^^ mimo, że zawsze jest ten sam, to dawno mi tak nie smakował- dziś był wyjątkowo dobry.
A wieczorem z racji, że niestety wszystko mi się pospinało na wyjeździe, byłam zmuszona zrezygnować z normalnego treningu i wskoczyłam na bieżnie. Utwierdziło mnie to w przekonaniu, że wszelkie cardio odpada na tą chwile. Szkoda, ale przeżyję. Na plus, że puściły mi trochę spięte mięśnie.
Po koncercie oczywiście wkręcił mi się trochę Bonson i przerabiam repertuar xd