Pojechaliśmy dziś do konia. Miałam nadzieję na zdjęcia, ale mój mąż jakoś był się zakręcił i zapomniał, że aparat mamy co za...
Miałam nadzieję na cichy, kameralny pobyt w stajni, a tu skucha. Przy święcie masa ludzi w stajni. Luron na mnie czekał, ale niestety musi poczekać jeszcze do środy. Co nie zmienia faktu, że zrobiłam mu wcierkę i wyniuniałam. Nawet małżonkowi przypadł do gustu to taki miły koń przecież.
Baron znów jak piaskownica wyglądał coraz bardziej zastanawiam się nad ogoleniem go, bo to do niczego nie podobne. Poza tym ten kurz wcale mu na płuca nie pomaga. Dziś znów armia fluków z nosa leciała po jeździe.
A jazda sama w sobie super. Konisko wreszcie weszło na kontakt, zaczyna się fajnie bujać. Sama przyjemność