po konwencie bo po konwencie.. było zajebiście!
może oprócz zgubienia sie w krakowie, chociaż i tak było epicko :D
dzien spędzony wśród ludzi szalonych bardziej niz ja, mega pozytywnych
Zdjecia z Jack'iem, Tonym, miliony zdjęć.
epickie cosplaye epickość sama w sobie.
wspaniali ludzie.
rozmowy z najebanym Kisiem ok 23. i tłumaczenie jakiś pierdół :D kocham <3
jednakże po oderwaniu sie lekko od normalnosci
trzeba wrocic do rzeczywistosci która, mimo ze nie jest szara jest... rzeczywistoscią.
jedyne co mnie boli to matura. ostatnia. jutro.
polski.
nie bedzie zle tylko musze sie w koncu nauczyc prezentacji.
umiem... no powiedzmy połowę..
kolejna sprawa jest.
jutro
22
11.20
juz dawno przestałam wierzyć ze cos zmienia sie w dniu urodzin.
nie ma szans na zmienienie czegos, bo samo sie nie zmieni.
nie dotkniemy nagle w tym dniu gwiazd, ani nie uda nam się wspiąć na najwyższy szczyt naszych możliwośći
aby pokonać przeciwności losu czy chuj wie co.
aktualnie. wszystko idzie jak najbardziej po mojej mysli.
2miechy, ostatnie naście.
jedyne co wiem, to to, ze udało mi sie jako tako dorosnąć. zrobić selekcję w moim życiu.
zauważyć kto warty jest mojej uwagi,
warty nazywania przyjacielem.
jako tako dostrzegłam wszystkie błedy jakie popełniałam, popełniłam.
nauczyłam się jakoś?
zapewne nie. bo po co .
także.
jutro doomsday
i mozna isc sie najebac.
ale to dopiero w sobote :D
peace!
"But if you close your eyes,
Does it almost feel like
Nothing changed at all?"