'Te wszystkie słabe dziwki, to ledwo chodzą.
A ja dla rozrywki wracam tu znów, by przebiec obok.
Gdy wam brakuje słów, ja mam sporo w zapasie.
I czuję się jak Bóg, bo gówno na mnie macie.
Nawet gdy gracie wszyscy tu, jako zespół,
Nie musi być nas dwóch, byście się nabawili kompleksów.
Bo kiedy w tym miejscu lecą nasze albumy,
To tu w powietrzu czuć smród waszej spalonej dumy.
Mój umysł pluje tym 24/h.
Czasami budzą mnie wersy, bo czasem śni mi się rap.
Ty przy tym ślinisz się jak wściekły pitbull,
Lecz zostaw to dla ziomków, ja nie dam się polizać po tyłku.
Pierdolę fałsz i za to mam szacunek ludzi.
Wiem ile jestem wart, po koncercie mi nie musisz mówić.
Nie musisz witać się, jak nie jesteś w tym szczery.
Pierdolę cie - Dziś mówię ci to ze sceny.
Pierdolę kiepski rap, pierdolę lekki strach.
Pierdolę tych, co nic nie widzą, tylko problem w nas.
Cokolwiek powiesz nam, ponownie w osiedlach
Słychać to coś, co cię unosi jak w snach.'