- a my się jeszcze spotkamy- szepnął mi do ucha i odszedł.
Chwilę stałam jak sparaliżowana i nie wiedziałam co zrobić, po jakimś czasie się ocknęłam i podeszłam do blondyna.
- nic Ci nie jest?- zapytałam z troską.
- nie- próbował się uśmiechnąć jednak na Jego twarzy ukazał się grymas.
- ta jasne, może wezwę karetkę- spojrzałam na Niego pytająco
- nie, naprawdę jest ok. Dzięki za pomoc, a tak w ogóle to jestem Nick- wyciągnął rękę w moim kierunku.
- Klara , miło mi- odwzajemniłam uścisk. Po czym dodałam- sorry, że pytam ale kim był ten chłopak?- zapytałam zaciekawiona
- to mój brat, to znaczy przyrodni, ale nie chce o tym rozmawiać. Jesteś stąd- szybko zmienił temat.
- od tygodnia mieszkam w Londynie przeprowadziłam się .- lekko się skrzywiłam.
- przeprowadzka?- uniósł jedną brew
W odpowiedzi skinęłam głową.
- chodź tu blisko jest mała przytulna kawiarnia to porozmawiamy, bo coś mi się wydaję, że zaraz zacznie padać- spojrzał na Niebo, które przybrało granatowy odcień.
- no nie wiem- lekko się zawahałam. Jednak kiedy poczułam pierwsze krople szybko zmieniłam zdanie.
- wiedziałem, że się zgodzisz- wyszczerzył się, po czym złapał mnie za rękę i pociągnął za sobą. Biegiem ruszyliśmy w stronę miejsca o , którym mówił chłopak. Kiedy byliśmy przed kawiarnią rozpadało się na dobre.
- ale mieliśmy szczęście- zaśmiałam się kiedy przekroczyliśmy próg
-rzeczywiście,chodź tam jest wolny stolik- wskazał na jedno z wolnych miejsc.
Nie wiem dlaczego, ale wogóle nie bałam się Nicka , a poza tym w Jego towarzystwie naprawdę byłam sobą.
- czego się napijesz?- z zamyślenia wyrwał mnie głos chłopaka.
- czekolada?- spojrzałam na Niego pytająco
- jak sobie Pani życzy- uśmiechnął się uroczo i odszedł.
- co za człowiek- pokręciłam głową cały czas się śmiejąc rozejrzałam się po kawiarni i w jednej chwili mój uśmiech zniknął. W prawym rogu sali siedział ten sam chłopak , który szarpał się z Nickiem. Jego wzrok był skierowany wprost na mnie. Przełknęłam dość głośno ślinę i szybko uciekłam wzrokiem.
- wszystko w porządku?- usłyszałam głos blondyna.
- ta...tak- wymusiłam sztuczny uśmiech. Rozejrzałam się po kawiarni i już Go nie widziałam, nie było Go.
Z ulgą odetchnęłam.
Jednak w głebi serca czułam , że ten chłopak tak po prostu nie odpuści i wiem, że jeszcze nie raz się spotkamy.