Dwa różne charaktery szukały wspólnej ścieżki do dogadania.
Ale nie zostawiaj mnie, przy Tobie już tracę poczucie winy....
Dalej po sam kraniec, a jeśli trzeba w dół na samo dno
czuć tę samotność....
Rap-gra, czuję się jakbym ją prowadził przed ołtarz
Tak, tak w zdrowiu i chorobie, tak, tak do końca.
Jestem jak nicpoń i przypomnę Ci te chwile,
gdzie robiłeś z siebie Boga, będąc tylko debilem.
To choroba, że rozdwoić się nie umiem i nie rozumiem ludzi bez ambicji.
Moim grzechem, że nie wchodzę w dupę innym.
Widzisz sam ojcze, że jestem winnym.
Też mam przyjaciół, znajomych i kolegów,
Też oceniam ten cholerny świat według własnych reguł.
Nie lubię cudzej krzywdy, i powinieneś wiedzieć,
że co by nie mówili jestem czysty, bądź pewien.
Czasami tracę wiarę czy ktoś pozostaje szczery.
Miasto, nawet daltonistów, uczy patrzyć na kolory,
uciekać przed niebieskim i gonić za zielonym.
W życiu wolnym być, to wystrzegać się kłamstwa.
Zawsze bylem skromnym gościem nie liczącym na zaszczyty.
Nigdy być pazernym, dostrzegać małe piękna,
które cieszą dusze bardziej niż droga rzecz niejedna.
Jej przyjaciele to Photoshop i skalpel.
Im bardziej wierny sobie, tym dalej od ludzi.
Przyjaciele, różne ciała - jedna dusza,
Tak chciwi wolności, jak biały papier tuszu.