To nie jest miłość "romantyczna", która wymaga motylków brzuchu na dowód swojego istnienia.
To taka miłość bardziej... "rodzinna".
Wiecie jak to jest, gdy ktoś z waszej rodziny, kogo kochacie nie mieszka z wami?
Niby jesteś do tego przyzwyczajony i wszystko jest w porządku, ale...
Tak naprawdę dopiero kiedy ta osoba jest obok czujesz, że wszystko jest tak jak być powinno.
Że wszystkie elementy układanki są na swoim miejscu.
Tylko, że w naszym wypadku jesteśmy dwoma pozornie pasującymi do siebie puzzlami z dwóch różnych układanek.
Razem nigdy nie stworzymy jednolitego obrazka.
Nigdy się nie dopełnimy.