-Myślę, że ją lubię, Drew- powiedziała, kiedy się do niej odwróciłam. - Chodź Jas. Chyba musimy ogarnąc fryzury
-Przysięgam Becky- Jasmine powiedziała z grymasem i zwróciła się do mnie.- Ona może wyglądać jakby debiutowała, ale nie daj się nabrać. Jest niegrzeczna w tym całym świecie blichtru i przepychu.
-To jest moja dziewczynka - Chaz wrzasnął i klepnął Becky w tyłek.
-Wracaj szybko - ochrypły głos Justina płynął przez wrażliwą skórę pod moim uchem.- Chcę cie przy sobie całą noc. Zacisnął miękkie usta na mojej szyi niepozornie, ale na pewno czuł, że pocałunek topił mnie, jak masło na ciepłych bułeczkach.
-Jezu, Drew. Idziemy tylko do cholernej łazienki. Obiecuję, że jej nie odstraszymy. - Becky powiedziała przewracając oczami.
-Powodzenia- zaszydził - Myślę, że zobaczysz, że Isabella jest odporna na dowcipne uroki.
-Pieprz sie - Becky odparowała.
-Też cię kocham - Justin uśmiechnął się i mrugnął do mnie, zanim wziął łyk szampana i odwrócił się do chłopaków.
Poszłyśmy na druga stronę zatłoczonej sali do damskiej toalety, gdzie Becky stanęła.
-Patrzcie na tego dupka -powiedziała pod nosem i skinęła głową w prawo.
To był ogromny człowiek ze śliskimi, czarnymi włosami, ciemną skórą i z bardzo jasnymi zębami. Stał w samym środku tłumu ludzi. Byłam prawie pewna, że zauważyłam małą iskierkę z jednego z jego psich zębów. On na pewno posiadał wiele zwierzęcego magnetyzmu, który był odpowiedni, tak sądziłam.
-Cóż, jest słodki....jeśli lubisz Kena Barbie w stylu Wolverine. - parsknęłam - kto to jest?
-Jake - Becky zadrwiła.
-Jaki Jake?
Jasmine pochyliła się na bok, jakby miała mi powiedzieć najgorszy sekret.
-Jake, najlepszy przyjaciel Justina, który jebał Selene w jego wannie. Ten Jake.
Zadyszałam i poczułam niewiarygodne gorąco.. pod kołnierzem, na pewno nie pod spódnicą.
-Jest także firmowym partnerem Drew.- Becky wymamrotała, popychając drzwi do łazienki. - starał się przejąć cały udział Drewa w Scarlet Lotus, kiedy mój wujek i ciocia zmarli...skurwiel.
I tak mój romans z Becky Somers się zaczął ...
-Czekaj, rodzice Justina zmarli? - zapytałam, zanim zdałam sobie sprawę, że to też powinnam wiedzieć, ale byłam.. w szoku. Nigdy nie mówił o nich wcześniej.
-Tak, wypadek samochodowy. - Becky odpowiedziała - Nigdy o tym nie opowiadał, więc nie jestem zaskoczona, że nie wiedziałaś.
Wyraz twarzy Jasmine był uroczysty.
-Stracił ich obojgu w tym samym czasie i to zawsze go torturowało, więc nie pytaj go o to. Kiedy będzie gotowy, sam ci powie, dobrze?
-Tak, dobrze.- powiedziałam w oszołomieniu, a Becky przytrzymała dla mnie drzwi do kabiny
-Pośpiesz dupsko. Muszę dostać swojego drinka. Kocham otwarty bar.- zachichotała.
Zadbałam o swoje sprawy, podczas kiedy Becky i Jasmine zaczęły rozmowę o posiadaniu dzieci. Jasmine chciała jedno dziecko, ale Ryan nie był gotowy. Za to Chaz chciał jednego, ale Becky odmawiała ciąży kładąc swoją karierę na pierwszym miejscu.
-A jak jest z toba i Justinem, Isabello?- Becky zapytała kiedy otworzyłam stalowe drzwi.
-Um- zawachałam się i podeszłam do umywalki, by umyć ręce. Jak ja miałam na to odpowiedzieć?
-Bella - Jasmine przerwała- Ona lubi jak się ją nazywa Bella, prawda?
-Tak, po prostu Bella. - powiedziałam z niespokojnym wzrokiem - i um, Justin i ja nie rozmawialiśmy jeszcze o dzieciach. To znaczy, my nie doszliśmy jeszcze....do tego etapu. ..w naszym związku.
-Mmmhmm, rozumiem. - Becky powiedziała - no cóż, idź do przodu i nie zważaj na to, okej?- odwróciłam się do suszarki i wysuszyłam ręce.
-Co to dokładnie znaczy?
-Spójrz, Bello. Justin nie ma matki, ojca czy nawet rodzeństwa. Więc całe nadopiekuńcze gówno spada na moje barki - zaczęła- Nie znam cię jeszcze dobrze, ale z pierwszego wrażenia, lubię cię.Ale wiedz o tym... że jeżeli zranisz mojego kuzyna, skopię ci tyłek. A kiedy mówię, że skopię ci tyłek, to znaczy, że będziesz potrzebować przeszczepu, kiedy z toba skończę. Jasne?
Wyrzuciłam zużyty ręcznik papierowy do śmieci i oparłam ręce na biodrach, kiedy stanęłam do niej twarzą w twarz. Jasmine zrobiła krok w tył, bo była mądrym dzieckiem.
-W porządku - zaczęłam- Ale ty.. wiedz to.. że ja kocham tego faceta bardziej niż kiedykolwiek mogłam pomyśleć, że tak pokocham drugiego człowieka, bezwarunkowo i nieodwołalne. - uświadomiłam sobie, że to wcale nie było kłamstwo. - i jeśli ktokolwiek powinien się obawiać o złamane serce w tej znajomości, to ja. Ale jeśli zepsuje się między mna a Justinem i poczujesz potrzebę skopania mi tyłka, to masz to zrobić. Co chce powiedzieć to to, że nie będę przez ciebie zastraszana. Więc, jeśli kiedykolwiek poczujesz, ze musisz się wyżyć...podskakuj.
Jasmine wciągnęła głęboko powietrze i praktycznie mogłam usłyszeć jak przełykała ślinę. Trzymałam swój wzrok na niej nie wahając się przed kobietą, która prawdopodobnie już kopnęłaby mnie w dupę, ale nie zamierzałam się wycofać. To by pokazało moja słabość i chociaż czułam się poddana jak diabli, kiedy przyszłam do Justina, ale z natury nie byłam słabym człowiekiem. Grymas Becky znikł z jej twarzy, a na to miejsce pojawił się uśmieszek, uśmieszek Justina.
-Przysięgam na Boga, że jeżeli nie byłabym juz po ślubie, to uciekłybyśmy razem dziś wieczorem.
Uśmiechnęłam się z powrotem, a Jasmine wypuściła powietrze z płuc, które do tej pory trzymała.
-Obie was powinno się wysłać do nieba.- westchnęła- Dobra, brakuje mi mojego Ry Ry, więc jeśli już pokazałyście, która ma większe jajniki, możemy wrócić do naszych mężczyzn?
-Oczywiście- Becky powiedziała, łącząc nasze ramiona - Tak swoja droga, moje są większe.
-Dobrze, to się jeszcze okaże.- odpowiedziałam i wyszłyśmy przez drzwi.
-Będę je wzbudzać, tu i teraz- zagroziła ze śmiechem.
Mój uśmiech natychmiast zbladł, kiedy tłum ludzi przed nami się rozrzedził i dostrzegłam Justina. Stał na przeciwko starszego blondyna, który był bardzo przystojny w 'ojciec-którego-chciałabym-pieprzyc' sposób. Uśmiechał się i kiwał głową. Ale to co skręciło mój żołądek była kobieta, która praktycznie wisiała na ramieniu Justina. Leżała na nim jakby była częścią jego garderoby i jakby tam należała. To była wysoka, ciemnooka brutetnka. Była materiałem na filmową gwiazdę i wyglądało na to, że ona to już wiedziała.
-Prosze, powiedz mi, że to twoja siostra, Becky - wykrztusiłam.
-Zamknij swoją brudną, diabelską buzię, suko - zadrwiła - ta zdzira, marzy tylko by dostać tą pulę genów.
-A kto to kurwa jest?
-To....Selena - Jasmine odpowiedziała- A..K..A ośmiornica. Plotka głosi, że pieprzyła ośmiu facetów na raz, oczywiście po tym jak Justin z nią zerwał. Nie pytaj mnie jak ona zrobiła to gówno.
-Ośmiornica, huh? Myślę, że to wyjaśnia dlaczego ona ma macki na całym ciele mojego mężczyzny. - powiedziałam widząc dużo czerwieni.. i trzeba przyznać, trochę zieleni. Mój umysł zaczął przypominać sobie sceny z Mortal Kombat, a jestem pewna, że suka nie chciała, żebym jej pokazała Skorpiona na jej dupie.
-Chcesz, żebym ją wygoliła? Świerzbi mnie już od dłuższego czasu, żeby jej nakopać - naprawdę polubiłam Becky. Szybko stała się moja 'siostrą'.
-Nie, dzięki, Becky. Zrobię to. - powiedziałam, wyprostowałam się i ruszyłam w stronę Justina.
-Dziwka- usłyszałam jej śmiech z tyłu.
Troche inny ten rozdział niż wszystkie ;) chyba jedyny, w którym nie było jakiejś gorącej akcji miedzy nimi haha ale i tak moim zdaniem zajebisty ;D
Przepraszam, że nie dodawałam, ale to wszystko nie jest proste.