ISABELLA
Ten drań miał pierdolony tupet. Nazwał mnie tak.. Co jest kurwa?
Słyszałam, jak biegł za mną po schodach, więc szłam szybciej.
-Isabella! - wrzasnął, ale ja po prostu szłam przed siebie. Cóż, było to coś w rodzaju joggingu, bo przez cały cholerny czas chciałam tylko od niego uciec.
Całe to gówno, z którym miałam do czynienia i nadal mam, było wystarczająco trudne, a bez niego jeszcze trudniejsze. Musiałam uciec, totalnie zostawiając go w tyle.
-Poczekaj, kurwa! - krzyknął, a ja rzuciłam swoje torby i wystartowałam sprintem.
Otworzyłam drzwi do jakiegokolwiek pokoju, a zamykając trzasnęłam. Było ciemno i nie miałam pojęcia, gdzie jestem, ale wiedziałam,
że muszę zablokować drzwi przed Justinem i tylko to się liczyło. Grzebałam w ciemnościach, aż znalazłam blokadę na klamce,
przekręciłam i zamknęłam drzwi. Osunęłam się plecami w dół.
On już tam był, walił w drzwi pięściami. Słyszałam jego ryk zdenerwowania, dźwięk który mnie prawie przestraszył.
-Jeżeli nie otworzysz drzwi, przysięgam na wszystko, co święte, że je wyważę!
-Nie chcę z tobą teraz rozmawiać, odejdź - powiedziałam najgłośniej, jak mogłam żeby mnie usłyszał.
-Dobrze. Niech ci będzie. Walenie w drzwi ustało i odetchnęłam z ulgą, bo zrezygnował. Zaczęłam całkowicie opadać na podłogę, kiedy nagle usłyszałam wrzask wyłamywania drzwi, głośno upadłam. Udało mi się upaść na ręce i kolana, ujrzałam jak światło z korytarza dostało się do pokoju.
Justin stał w drzwiach, jego ramiona wznosiły się i opadały razem z jego ciężkimi oddechami. Jego cień padał obok, a ja mogłam
zobaczyć jego gróźny wyraz twarzy. Wyglądał.. prawie zabójczo.
-Oskarżasz mnie o to, że traktuję cię jak każdego innego pracownika, ale ty nigdy nie słuchasz, jak ci wydaję rozkaz - wrzało od niego.
-Tak, jestem niezdyscyplinowana. Kurwa zwolnij mnie - powiedziałam, wstałam i zaczęłam szturmować obok niego.
Złapał mnie za rękę i obrócił mną tak, że moje plecy były przyparte do ściany. Jego ciało było bardzo blisko mojego, a ręce umieścił na
ścianie, żeby mnie unieruchomić. Zmusił moje nogi, żeby były między jego nogami, czułam jego gorący oddech przy swoim uchu, a jego wybrzuszenie w spodniach ocierało się o mój brzuch.
-Dlaczego? Dlaczego nie mogę mówić na ciebie Bella? - spytał, kładąc głowę na mojej szyi. Jego głos był mieszanką rozpaczy, gniewu, frustracji i życia ze mną, nie mogłam zrozumieć dlaczego. Jego usta wędrowały po mojej szyi bardzo zmysłowo, a potem uniósł głowę i spojrzał mi w oczy. Głębokie szmaragdowe kule odzwierciedlały intensywność, zarówno szoku, jak i tego, że chciałam odpowiedzieć na każde jego pytanie - byłaś traktowana dobrze. Lepiej, niż mogłaś mieć nadzieję w danej sytuacji. Zawsze upewniałem się, że wszystko było robione w odpowiedni sposób - przypomniał mi o swoim zrozumieniu, ugiął swoje kolana i ocierał się po samym centrum mojej dziewczęcej strefy. Zdradziecki jęk wydobył się z moich ust, a Coochie uświadomiła sobie bliskość jej partnera, ale nie wykorzystała tego - więc, dlaczego? Daj mi jeden dobry argument.
Jak około pięciu? To sprawia, że jest zbyt osobiste. Będzie trudne, by zostawić to na koniec pięciu lat. Zbyt łatwe by sie w tobie
zakochać. Po prostu nie mogę..
To była prawda. Ale gdybym mu o tym powiedziała, to kazałby mi się pakować i zażądał pełnego zrotu pieniędzy.
-Ponieważ, ty tego chcesz.
-Chcę ciebie - powiedział i pochylił się, delikatnie pociągnął mnie zębami za dolną wargę - dlaczego mnie torturujesz?
Ja go torturuję?!
-Nie torturuję cię, Justin - westchnęłam - nie pozwalam ci się nazywac Bellą, bo to oznacza, że pierwszy raz w życiu nie możesz miec tego, czego chcesz. A chcesz tego tylko dlatego, bo nie możesz tego mieć. A to cię zabija, nie masz nad tym kontroli w ogóle. Jesteś zbyt rozpieszczony. I to jest oczywiste, że wszystko jest dla ciebie podawane na srebrnej tacy, ale to.. jest osobiste. Musisz zdobyć zgodę, a tylko ja mogę o tym zdecydować, kiedy już będziesz ją mieć.
Czułam jego wibrację na piersi, co przypomniało mi jak blisko siebie jesteśmy. Oczywiście, że nie podoba mu się moja odpowiedź.
-Jesteś moja. Może o tym zapomniałaś. Pozwól, że ci przypomnę.
Jego ciało trzymało mnie nadal przypartą do ściany, a jego ręce podciągnęły moją spódniczkę na biodra, po czym odpiął swoje spodnie, spuścił je na dół razem z bielizną i wypuścił bestię na zewnątrz.
Coochie zakręciła palcem do noska zapraszając go do środka. Świetnie! Teraz myśli, że chce skurwiela na herbatkę?
Doskonale rozumiałam, co Justin robi. Pozbawiłam go kontroli i poczuł się mniej męski. To był jego sposób. Spodziewałam się tego,
nawet go pożądałam. Oboje wiedzieliśmy jak moje ciało na to zareaguje; Cooch miała go za kratami, ale mój umysł, moja dusza..
mogłam mu oddać siebie wtedy, kiedy czułam się godna tego. Spójrzmy prawdzie w oczy, to sie nigdy nie zdarzy. To nie bajka. To ja,
jestem własnością człowieka, który zapłacił za mnie ogromne pieniądze, aby zadowolic się fizycznie. Nic więcej. Nie mogłam się tak
postawić, a widzę siebie zakochującą się w Justinie Bieberze, który gwarantuje mi złamane serce.
-Zrób to. Pieprz mnie - powiedziałam - po to tu jestem, prawda?
Zatrzymał się z tym, co robił i spojrzał w moje oczy. Pochylił się, a nasze usta ledwo się stykały i zapytał
-Dlaczego sprzedałaś mi swoje ciało? Jego penis przyciskał moja cipkę, ale nie wszedł we mnie.
-Bo dałeś największą cenę. Oblizałam swoją dolną wargę, wyginając plecy w łuk, by zachęcic go do tego, żeby w końcu był już we mnie.
-To nie jest to, co mam na myśli, a ty dobrze o tym wiesz. Po co wystawiłaś się na ta aukcję? Do czego potrzebowałaś pieniędzy?
-Chłopaku jesteś dzisiaj pełen pytań, wiesz? - zapytałam, wplotując swoje ręce w jego włosy. Próbowałam manewrować swoimi
biodrami tak, żeby czubek jego penisa zanurzył się we mnie, ale odsunął się ode mnie na tyle, że pokrzyżował moje starania.
-Odpowiedz na to cholerne pytanie, i przestań próbować mnie wydymać - powiedział dobitnie
-Dlaczego? Nie chcesz..pieprzyć..mnie? - zapytałam, podkreślając słowo 'pieprzyć'.
Wsunął ręcę między moje uda, a następnie wunął swojego całego penisa we mnie. Jednym, szybkim ruchem był całkowicie zanurzony we mnie.
-Ty mi powiedz. Czujesz jak cholernie bardzo chcę cię pieprzyć? - spytał, a następnie wywrócił swoimi biodrami - to jedyna rzecz, która jest mi bliska. Jestem tak cholernie mocno uzależniony od twojej ciasnej cipki, że kurwa mysleć nie mogę. A teraz przestań mnie
odciągać i odpowiedz mi na pytanie.
Nadal trzymał swoje biodra sztywno i już się nie poruszył, chociaż ja wykonywałam jakieś manewry, by poruszał się trochę we mnie.
-Justin..proszę - błagałam bezwstydnie. Czułam jak jego grubość mnie rozciąga i chciałam więcej.
Pochylił się do przodu, a jego zachrypnięty głos przenikł przez moje ucho, powodując dreszcze na plecach
-Odpowiedz na pytanie i obiecuję, że dam ci to czego chcesz. Ponieważ chcesz tego, prawda Isabello? Chcesz się pieprzyć ze mną, tak samo jak ja chcę się z tobą pieprzyć. Cholera, jak o tym myślę.. mój gruby fiut poruszający się wewnątrz twojej małej napiętej cipeczki.
Czekam, aż poczuję jakbym miała zaraz eksplodować. Jęknęłam i wsunęłam swoje ręce pod jego ramiona, aż mogłam zjechać po plecach do jego bokserek. Przewróciłam swoimi biodrami, rozpaczliwie czując paraliżujący orgazm, i wiedziałam że on może mi go dać.
-Taa, podoba ci się to, prawda, kochanie? - przyssał się do mojego ucha i przygryzał je - wszystko co musisz zrobić, to odpowiedzieć na moje pytanie.
Balansowałam na krawędzi utrzymania kontroli, a on po prostu nazwał mnie kochaniem. Mówił tak ostatnio za często, i za każdym razem doprowadzał mnie do granicy szaleństwa. Tak zajebiście go pragnęłam, że aż myslałam że się rozpłaczę. A on pachniał tak kurwa dobrze, że przysięgam mogłabym mieć orgazm na samo czucie jego zapachu.
Jęknęłam, wiedziałam, że nie mogę mu odpowiedzieć na pytanie, o które pytał, a ja wiedziałam, że wtedy on nie da mi tego, co
chciałam, żeby zrobił.
-Nie powiesz mi, co? - zapytał
-Nie - odpowiedziałam, a on wypuścił oddech - tak samo jak moje nazwisko jest osobiste, tak samo powód, dla którego tutaj jestem.
-->