Zjadłam moje śniadanie, po czym przepłukałam naczynia i włożyłam do zmywarki. Nie miałam pojęcia, co do cholery zrobić z resztą dnia.
Myślałem o powrocie na górę i znalezieniu mojego telefonu, aby zadzwonić do Gabe'a, ale ludzie. Przed chwilą zjadłam ogromną porcję płatków czekoladowych i nie ma mowy, bym wtargała mój gruby tyłek na górę. Jestem pewna że trzeba poczekać co najmniej trzydzieści minut po posiłku, przed wykonaniem jakiejkolwiek formy ćwiczeń. A może to chodziło tylko o pływanie, z resztą kogo to obchodzi? Więc postanowiłam znaleźć telewizor i obejrzeć Maury'ego.
Po tym jak błąkałam się w kółko, co wydawało mi się wiecznością i chciałam zostawiać za sobą okruszki chleba, by potem znaleźć drogę, w końcu znalazłam to, co było zdecydowanie pokojem rozrywki. Konsole do gier wideo, stół do cymbergaja, wielkie stereo oraz parkiet do tańczenia, fotele kinowe, stolik do pokera, barek i największy telewizor, jaki kiedykolwiek widziałam. Poważnie, zajmował całą ścianę.
Zastanawiałam się, czy Justin kiedykolwiek siedział tu z ręką włożoną w spodnie w klasycznej pozie Al'a Bundy'ego.
Czy ktoś może mi powiedzieć, dlaczego nagle wyobraziłam sobie siebie samą wtykającą własną rękę jego spodnie?
Cipka, podwójna agentka uśmiechnęła się porozumiewawczo i skinęła głową w odpowiedzi.
-Zamknij się, dziwko. Ty się nie liczysz-szepnęłam do swojego krocza.
Tak czy inaczej, nie miałam pojęcia, jak włączyć ten potworny telewizor, ale udało mi się znaleźć jakiś gigantyczny pilot przy barze. Podniosłam go i usiadłam w jednym z foteli, przyglądając się mu. Było na nim mnóstwo przycisków i żaden z nich nie był nawet oznaczony.
To powinno być zabawne.
Zamknęłam oczy i zakręciłam palcem, pozwalając mu spaść na dowolny guzik, mając nadzieję, że to ten właściwy. Nic. Otworzyłam jedno oko i rozejrzałam się, dostrzegając tęczowe refleksy obijające się na ścianach. Spojrzałam w górę i... On ma kurwa kulę dyskotekową w swoim domu! Zachichotałam i spróbowałam jeszcze raz. Tym razem z głośników wydobył się głos Eminema tak głośno, że za chwilę stracę słuch. Próbowałam to wyłączyć, ale oczywiście miałem zamknięte oczy, kiedy naciskałam przyciski, więc nie miałem pojęcia, który wcisnąć... To chyba nie był najlepszy pomysł. Więc kiedy gorączkowo naciskałam wszelkie guziki, próbując znaleźć odpowiedni, aby zatrzymać to szaleństwo, tylko je powiększyłam. Gówno prawda... Mata do tańczenia zaczęła się kręcić, światła migotały w różnych kolorach, a fotel, na którym siedziałam zaczął wibrować, dając mi masaż... Co do cholery? To też było sterowane przez ten cholerny pilot?
Jeszcze jeden przycisk i ten pieprzony telewizor w końcu się włączył.
Rzuciłam pilot przed siebie, ponownie wbijając się w ten zajebiście masujący fotel, ponieważ Bóg wie, jak bardzo moje nerwy były zszargane, więc mogłam naprawdę skorzystać na tym masażu.
-Calgon*** zabierz mnie stąd!-wykrzyknęłam z całych sił, próbując przekrzyczeć "Not Afraid" Eminema.
Pieprz się, Slim Shady. Boję się. Naprawdę się boję.
-Co tu się dzieje, do cholery?-krzyknął czyjś głos.
Otworzyłam oczy i podskoczyłam na fotelu zszokowana, a moje serce prawie wyskoczyło z piersi. W progu stał Justin i rozglądał się po pokoju zdezorientowany.
-Zatrzymaj to!-odkrzyknęłam.
Przeszedł przez pokój i podniósł z podłogi pilota, po czym nacisnął kilka właściwych przycisków i w pokoju nastała cisza, a mój fotel przestał wibrować. Cóż, to akurat nie było złe i tak jakby chciałam, by tego nie wyłączał.
-Przepraszam!-krzyknęłam, bo mój mózg chyba nie całkiem przetworzył faktu, że już nie trzeba.
Justin uniósł pytająco brew, jakbym jeszcze nie ogarnęła tego gówna. Więc ściszyłam głos i zaczęłam ponownie.
-Przepraszam. Chciałam tylko obejrzeć telewizję... I kto, do cholery używa pilota, bez żadnych oznaczeń?
-Trzeba się do tego przyzwyczaić-powiedział, siadając przy barze.
-Co robisz w domu? Myślałam, że powiedziałeś szósta?-zapytałam.
-Tak, ale chyba zapomniałam omówić z Tobą kilku szczegółów, a Alice przyjdzie tu dzisiaj-powiedział, odpinając swoją marynarkę, po czym położył dłonie na biodrach.
Chciałam ugryźć jego brzuch... Co? Chwila... Nie, nie chciałam.
Cipka, podwójna agentka zdecydowanie przejęła mój mózg. Pieprzona zdrajczyni.
-I proszę-mówił dalej, wyglądając cholernie seksownie w tym czerwonym jedwabnym krawacie-Nie baw się tym gównem, jeśli nie wiesz, jak go użyć. Nie chcemy innych nieszczęśliwych wypadków, prawda?-zapytał i pogłaskał swojego wspaniałego penisa przez spodnie, jakby chciał go pocieszyć.
Skurwysyn mówił o tym, jak ugryzłam jego penisa! Chciałam teraz złapać ten seksowny krawat i udusić go za to.
-Pff, to było wczooooraj-wyśmiałam go-Daj już spokój. Poza tym, pocałowałam go i zrobiłam ci dobrze zeszłej nocy.
Nie, te słowa nie mogły wyjść z moich ust. A teraz myślę o nim spuszczającym się w MOJE usta. Jezu, Bella, ogarnij się. Nienawidzisz go, prawda?
Jego... A nie jego wspaniałego penisa, czy tych zajebistych palców, które właśnie bębniły w jego poliż-mnie-własnie-tutaj biodra.
-Pieprz się! Nienawidzę cię-powiedziałam, bo on nie musiał wiedzieć o czym właśnie myślałam.
-Och, będziemy się pieprzyć-powiedział, podchodząc do mnie-Dużo. Tylko nie teraz. mamy pewną rzecz do zrobienia. Chodźmy.
-Gdzie?-zapytałam, gdy chwycił mój nadgarstek zabierając mnie z tego wyjechanego w kosmos krzesła, po czym pociągnął mnie za sobą, wyprowadzając z pokoju.
-Zabieram cię na wizytę u lekarza.
-Jaką wizytę? Nie mam żadnej wizyty-powiedziałam, próbując wyszarpnąć rękę z jego uścisku.
-Teraz masz. To byłoby trochę nieodpowiedzialne z mojej strony, gdybym cię nie sprawdził u lekarza, zanim splądruję twoją słodką cipkę, prawda?
Stanęłam, jak wryta, co zatrzymało również jego.
-Zabierasz mnie do doktora od cipek?-zapytałam urażona.
-Nie znam cię na tyle dobrze, aby wierzyć ci na słowo-powiedział, przyciągając mnie do swojej piersi, po czym złapał mój tyłek - Kupiłem dziewicę i mam zamiar upewnić się, że mam to, za co płaciłem. Poza tym, potrzebujesz antykoncepcji, bo kiedy już dostanę się do twojej małej ciasnej cipki, chcę mieć pewność, że wszystko poczuję.
Moje szczęka uderzyła o podłogę. Nie dosłownie, bo myślę, że wczoraj ustaliliśmy, że moja szczęka nie wypadnie z zawiasów tak prędko.
-Zamknij buzię, Skarbie. Chyba, że to zaproszenie dla mnie, bym coś tam włożył-powiedział, a następnie podniósł palcem mój podbródek, by zamknąć mi usta zanim wyjdziemy na zewnątrz, po czym odsunął się z uśmiechem.
Minutę lub dwie potem znalazłam się naprzeciwko Justina, siedząc na tylnym siedzeniu jego limuzyny, w drodze do ginekologa. Justin zapalił papierosa i wypuścił dym przez otwarte okno. Normalnie by mi to przeszkadzało, ale sposób w jaki jego wargi otaczały filtr papierosa... Miałam naprawdę niegrzeczne myśli.
-Wiesz, że możesz mnie pocałować-powiedział, zaciągając się papierosem po raz kolejny-Jestem tu dla twojej przyjemności, tak jak ty dla mojej.
Założyłam nogę na nogę i wyzywająco skrzyżowałam ręce na piersi, ale nic nie odpowiedziałam. Bo co niby miałam mu powiedzieć?
Cóż skoro tak, to moja cipka będzie sprawdzana przez jakiegoś wiejskiego doktorka. No dalej, niech zaśpiewa dwie zwrotki "Great Balls on Fire".
-To-powiedział wodząc dłonią przez spodnie po swoim penisie-Też jest dla ciebie. Nie bądź nieśmiała i proś o to co chcesz, Isabello... Albo sama bierz co chcesz.
Odwróciłam głowę, patrząc przez okno i starając się ignorować pulsowanie mojej kobiecości. Kątem oka dostrzegłam, jak wyrzucił peta przez okno, po czym powiedział.
-Pozwól, że ci pokażę.
Szybko pojawił się w przestrzeni między nami i rozłożył moje nogi, chowając swoją twarz między moje uda. Następnie złapał mój tyłek i przyciągnął mnie bliżej, by ułatwić sobie pracę. Jęknęłam zaskoczona, czując jego ciepły oddech przez materiał dżinsów, podczas gdy on wodził ustami w przód i w tył. Patrzyłam na ruchy jego głowy i byłam w szoku. Justin spojrzał na mnie, po czym pozwolił mi zobaczyć jego długi język, którym lizał moją kobiecość.
-O, Boże-jęknęłam i złapałam brutalnie jego włosy, wciskając jego twarz między moje nogi jeszcze bardziej.
-Mmm-zamruczał, zwiększając nacisk na moją cipkę - Kocham kobiety, które wiedzą czego chcą, Isabello.
Sposób w jaki wymruczał moje imię sprawił, że moje wnętrzności zadrżały, grożąc erupcją, jakiej góra Św. Heleny jeszcze nie widziała. Ale wtedy Drań zabrał moje ręce ze swoich włosów i pocałował moją kobiecość, zanim odsunął głowę.
-To było... Obiecujące - westchnął-Nie mogę się doczekać, aby zobaczyć twoją reakcję, gdy gdy nie będziesz mieć ubrań, ale niestety będę musiał na to poczekać.