Justin
Nie mogłem przestać się uśmiechać z zadowoleniem przez całą drogę do pracy. Fakt, że Isabella będzie czekała na mnie w domu gdy wrócę, na pewno sprawi, że ten dzień będzie znośny. Albo nie do zniesienia, biorąc pod uwagę to, że prawdopodobnie wciąż będę myślał o tych wszystkich sprośnych rzeczach, które chcę robić z moją dziewczynką za milion dolarów. Nawet milisekunda myślenia o tym zmusiła mnie do poprawienia niewygodnej twardości w moich spodniach.
Ale jestem człowiekiem biznesu, a biznes stawiam ponad przyjemności. Więc w sekundę, kiedy Riley otworzył drzwi i wyszedłem na chodnik, który prowadził do obrotowych szklanych drzwi mojego drugiego domu, Scarlet Lotus, mój uśmiech zniknął. Do budynku wszedł Bieber o kamiennej twarzy. W biurze byłem znany, jako twardziel. Pracownicy, którzy byli tu jeszcze za czasów mojego ojca, byli zszokowani, widząc, jak jego niesforny syn przemienił się w bezwzględnego biznesmena. Ale świat biznesu jest jak zimna, okrutna suka i aby utrzymać się na prowadzeniu, trzeba uważać lub być przygotowanym na to, że przegrasz za pierwszą oznakę słabości.
-Bieber-przywitał mnie Joseph, jedyny facet w całym tym miejscu, któremu ufałem.
Joseph Wilson jest moją prawą ręką, moim osobistym asystentem i prawdopodobnie najbliższym przyjacielem, odkąd Jason zrobił mnie w chuja. On i jego żona Alice, dbali o każdy aspekt mojego życia. Joseph pomagał mi w biurze, a Alice dbała o moje sprawy osobiste. W zasadzie zajmowała się moim domem, robiła mi zakupy i starała się, bym dobrze wyglądał w oczach opinii publicznej. Była naprawdę dobra w tym, co robi, tak samo jak Joseph. Ci dwoje pracowali razem jak dobrze naoliwione części maszyny.
Chciałbym myśleć, że miałem coś wspólnego z ich spiknięciem. Po tym wszystkim, biorąc pod uwagę, że zajmowali się tym gównem na co dzień oznaczało, że ich drogi musiały krzyżować się całkiem często. Świetnie się uzupełniali. Joseph był wyluzowanym, fajnym sukinsynem... Wysoki, południowej urody i zawsze w swoich ulubionych kowbojskich butach. Alice była nadpobudliwym małym gnojkiem, którego wszędzie było pełno... Niska, bardzo towarzyska i najwyraźniej nigdy nie nosiła tego samego stroju dwukrotnie. Nie to, że kiedykolwiek naprawdę zwróciłem na to uwagę ale jestem pewien, że usłyszałem ten fragment informacji podczas jednego z jej wywodów, które zwykle starałem się ignorować. Byli jak Yin i Yang i to, że będą razem było nieuniknione.
-Wilson-powitałem go z uśmiechem, kiedy szliśmy obok siebie do mojej prywatnej windy.
Tak, miałem prywatną windę. Nie znoszę tkwić w blaszanym pudełku z dwudziestoma innymi ludźmi pchającymi się na mnie, każdy pachnący inną wodą kolońską lub nie wykąpany w ogóle, co oznaczało, że śmierdział.
Joseph włożył klucz do zamka i otworzył drzwi, abym mógł przejść przed nim. Położyłem teczkę na podłodze i usiadłem na czerwonej aksamitnej ławce, która ciągnęła się wzdłuż wewnętrznej ściany. Sufit i każdą ścianę pokrywały lustra, co tworzyło złudzenie, że mała przestrzeń wyglądała na większą... a większe jest prawie zawsze lepsze.
-Więc? Jak poszło?-zapytał, wciskając guzik na czterdzieste piętro i usiadł na drugim końcu kanapy.
Byłem singlem już od jakiegoś czasu, a Alice zaczęła nieustannie umawiać mnie na randki z kobietami, które uważała za dobrą partię dla mnie. W końcu się złamałem, chcąc by zaprzestała swoich prób i powiedziałem jej że spotykam się potajemnie z kimś, kogo spotkałem na jednej z moich podróży do Los Angeles. Kupiła to i przestała bawić się w swatkę, ale teraz męczyła mnie mówiąc, że chce poznać tą "tajemniczą kobietę". Zwykle, gdy posyłałem komuś "to spojrzenie", ten odpuszczał ale nie Alice. Lecz nie mogła nawet w najmniejszym stopniu mnie zastraszyć. Więc powiedziałem jej, że miałem zamiar poprosić moją tajemniczą partnerkę zeszłej nocy, by przeniosła się do mnie... Wiesz, tylko w przypadku, gdy naprawdę znajdę taką, która mi się spodoba, a następnie a następnie ją kupię, co też zrobiłem.
Kryjcie mnie.
-Zgodziła się-odpowiedziałem - Powiedziałem, by zostawiła wszystko za sobą i poleciałem po nią zeszłej nocy. Jest teraz w domu.
-Co? Stary, to świetnie!-powiedział podekscytowany i poklepał mnie po ramieniu.
Joseph'owi może ujść na sucho mówienie na mnie "stary", bo jak już mówiłem, był moim najbliższym przyjacielem.
-Tak, jestem trochę podekscytowany-powiedziałem z uśmiechem bo to prawda, byłem bardzo podekscytowany pomysłem posiadania Isabelli tylko do mojej dyspozycji.
Resztę drogi spędziliśmy na uprzejmej rozmowie. Joseph nigdy nie wtrącał się w moje sprawy osobiste chyba, że Alice zagroziła mu brakiem seksu, jeśli przynajmniej nie spróbuje ze mną porozmawiać. Wiedział, że Isabella jest już u mnie, lecz wciąż nie powiedziałem mu jej imienia.
Joseph, moja prawa ręka i w ogóle, przypomniał mi, że Alice wpadnie do mojego domu po obiedzie, by zostawić zakupy i upewnić się, że pokojówka zrobi to, co do niej należy. To jest typowe dla Alice. Tak, trochę się z tego powodu niepokoiłem. Isabella i ja nie ustaliliśmy jeszcze tego, co powiemy moim znajomym ani tego, czy ona w ogóle chce podać im swoje prawdziwe imię.
Wyszedłem z windy i skinąłem głową w uprzejmym powitaniu do kilku innych pracowników, mijając ich po drodze do mojego gabinetu w zachodnim rogu. Do apartamentu, w którym znajdowało się moje biuro, prowadziły szklane drzwi. Biurko Josepha znajdowało się w rogu, tuż przy drzwiach do mojego gabinetu. Wszystkie zewnętrzne biura wyglądały tak samo: okna od podłogi aż po sufit, czerwone dywany i białe ściany z zielonymi elementami wystroju... Kolory lotosu.
Otworzyłem ciężkie, drewniane drzwi do gabinetu i zamknąłem je za sobą, zanim popędziłem do biurka i podniosłem słuchawkę, wybierając numer do domu. Musiałem porozmawiać z Isabellą i upewnić się, że nie pomieszamy jakiś szczegółów, zanim Huragan Alice pojawi się w domu. Zacznie ją wypytywać, jak jakiś gówniany detektyw i będzie składać wszystko do kupy, przez co prawda o naszym układzie wyjdzie na jaw. Prawdopodobnie powinienem mieć to gówno dobrze przemyślane, zanim kupiłem sobie kobietę, ale wiecie jak to mówią o byciu mądrym po fakcie.Nikt w domu nie podniósł słuchawki.
Oczywiście, że nikt nie podniósł słuchawki. Jestem pewien, że Bella chyba nie czuła się na tyle komfortowo, by odebrać mój telefon, lecz ja teraz niemal pociłem się z nerwów w moim garniturze, wyobrażając sobie wszystkie sposoby, w jakie mój plan mógłby się posypać, kiedy Alice przyjedzie do domu. Nie. Dobrze. W panice wziąłem teczkę z powrotem i podszedłem do drzwi, wybierając numer Riley'a i mówiąc mu, żeby zawrócił i podjechał po mnie.
Joseph zatrzymał mnie, zanim zdążyłam opuścić pomieszczenie.
-Colin zadzwonił i powiedział, że czeka na ciebie, chce wiedzieć, czy wpadniesz na dzisiejsze spotkanie?-spytał zakłopotany.
-Cholera, zapomniałem o tym-wymamrotałem-Zadzwonię do niego z komórki. Nie jestem pewien kiedy wrócę, muszę się zająć pewną sprawą-powiedziałem, otwierając drzwi i wymknąłem się na korytarz.
Można by pomyśleć, że Isabella wyssała zeszłej nocy wszystkie moje szare komórki, bo co chwilę coś chrzaniłem... Całkiem możliwe, że to zrobiła. Zrobiła w tym diabelski postęp.
I znowu wzwód...
-Bieber!-głos Jasona zagrzmiał z drugiego końca korytarza, gdzie znajdowało się jego biuro i ruszył w moją stronę - O co, do cholery chodzi z tym gównem?
Westchnąłem i odwróciłem się do niego, moja dłoń zacisnęła się w pięść, gotowa do ponownego złamania mu nosa, gdyby za bardzo mnie wkurzył. Najczęściej byliśmy w stanie nie stawać sobie nawzajem na drodze, ale byliśmy partnerami, więc nie można było unikać się całkowicie.
-Z jakim gównem?-spytałem zaciskając zęby.
- Dziesięć procent z tego, co zarobiliśmy w ostatnim kwartale zostało przekazane organizacjom charytatywnym! - wrzasnął, trzymając mi przed nosem raport kwartalny, jakbym go jeszcze nie widział.
-No i?
-Umawialiśmy się na pięć procent.
-Z ekonomią jest teraz gorzej i organizacje charytatywne potrzebują naszej pomocy bardziej niż kiedykolwiek, Scott. Mamy więcej niż wystarczająco, żeby oszczędzać, wiesz o tym - wyrzuciłem z siebie, zirytowany.
Naprawdę nie byłem teraz w nastroju do zajmowania się jego gównianymi sprawami, ale w sumie nigdy nie jestem.
-Więc może powinieneś sprzedać mi część swoich akcji i oddać te pieniądze, dobroczynny chłopcze - jego brzydką twarz wykrzywił zadowolony uśmiech, zanim Jason odwrócił się do mnie plecami i ruszył z powrotem w kierunku swojego końca budynku. Zawsze kiedy chciałem przekonać go, by sprzedał mi swoje udziały, on robił to samo. Obaj byliśmy zbyt uparci, by pozwolić drugiemu zwyciężyć. Scarlet Lotus miałem we krwi, a Jason Scott mógłby się interesować nim w mniejszym stopniu. Miał być poręczycielem, gdyby nasz statek zaczął tonąć, jeśli w ogóle by do tego doszło.
Inni zdjęcia: Młoda magnolia kwitnie... halinam1434 akcentova4 / 4 / 25 xheroineemogirlxDzieciak suchy1906;) virgo123Pierwiosnki elmar... maxima24... maxima24... maxima24... maxima24