-Mieszkasz w Seattle? - zapytał, przerywając milczenie. -Nie, w Forks - odpowiedziałam krótko.
Wyjrzałam przez okno, obserwując rozmazujące się uliczne światła. Ulice zawalone były beztroskimi ludźmi, którzy wydawali się niczym nie przejmować. Przypuszczam, że w innych okolicznościach, gdyby świat nienawidziłby mnie i moją rodzinę, mogłabym być jak każdy z nich. Ale było, jak było i to nie był tylko przypadek.-Isabello, dlaczego to robisz? - zapytał. Nie byłam przygotowana na to, by ujawnić mu te informacje i to z pewnością nie była część mojego kontraktu. -Dlaczego pytasz? - wypaliłam. Widocznie mój mózg nadal nie działał prawidłowo. Na jego twarzy znów pojawił się grymas, a część mnie zaczęła żałować tego, że w ogóle się odezwałam, kiedy wzięłam pod uwagę wszystkie sposoby, w jakie mógł mnie ukarać... ale tylko część mnie.
-Zdajesz sobie sprawę, że teraz jestem twoim właścicielem, prawda? Dobrze by było, gdybyś zapamiętała swoje miejsce. Nie jestem okrutnym człowiekiem z natury, ale twoje pyskowanie i złośliwe nastawienie testują moją powściągliwość - ostrzegł z surowym spojrzeniem. Jestem pewna, że prawdopodobnie wyglądałam teraz jak przestraszony kociak, bo tak się właśnie czułam. Ale mimo to, spojrzałam mu w oczy, bo moja duma nie pozwala mi się odwrócić. A może to był strach, który kazał mi nie spuszczać z niego wzroku. Bardziej prawdopodobny był fakt, że ten człowiek był naprawdę pięknym osobnikiem. Przeklęłam dziewczęcą część mnie za bycie słabą.
-Wiem, że to prawdopodobnie nie jest idealna sytuacja dla ciebie i zapewne masz swoje powody, tak jak ja mam swoje - zaczął - Ale faktem pozostaje, że jesteśmy związani razem na pięć kolejnych lat, więc byłoby łatwiej dla nas obojga, gdybyśmy przynajmniej spróbowali się dogadać. Nie chcę się z tobą kłócić na każdym kroku. Nie będę się z tobą kłócił. Będziesz robić to co mówię i na tym koniec. Jeśli nie chcesz mi nic powiedzieć o swoim prywatnym życiu, w porządku. Nie będę pytał. Ale należysz do mnie i nie będę tolerował niesubordynacji, Isabello. Rozumiesz mnie? -Ta, rozumiem - powiedziałam ze zmrużonymi oczami i zaciśniętymi zębami - Zrobię to, co mówisz, ale nie oczekuj, że będzie mi się to podobało. Na jego twarzy pojawił się szelmowski uśmiech, a potem położył rękę na moim odsłoniętym udzie. Powoli zaczął pieścić moją skórę, kiedy jego palce pojawiły się pod moją spódnicą. Pochylił się ku mnie tak, że czułam jego gorący oddech na szyi. Na mojej skórze pojawiła się gęsia skórka, od tego doznania.
-Och, myślę, że będzie ci się całkowicie podobało, Isabello - jego zachrypnięty głos tchnął w moje ucho.
Przycisnął wargi do miejsca tuż poniżej ucha złożył tam pocałunek z otwartymi ustami, jego palce były niemal przyciśnięte do mojej kobiecości. Moje głupie, zdradzieckie ciało odpowiedziało na jego dotyk i poddałam się mu i jego bardziej, niż sprawnym dłoniom. Myślę, że minimalny jęk wydobył się z moich ust, gdy odsunął się gwałtownie.-Ach, nie ma jak w domu - powiedział, kiedy samochód się zatrzymał.
Wyrwałam się z transu, wywołanego przez mojego Tajemniczego Mężczyznę i wyjrzałam przez przyciemnioną szybę. Dom nie był nawet domem. Był ogromny, bez wątpienia jak rezydencja. Przysięgam, mógłby zmieścić wewnątrz całe miasto. Gdybym nie znała go już lepiej, powiedziałabym, że próbował się zrekompensować czy coś, ale tak... to nie było to. Pan Bieber - Boże, nienawidzę zwracać się do niego po nazwisku - wysiadł z limuzyny i wyciągnął rękę, aby mi pomóc. Odmówiłam i wysiadłam sama. Podjazd wyłożony był okrągłymi, ogromnymi kamieniami, a na środku była kamienna fontanna, oświetlona delikatnymi białymi światłami. Słupy wody wystrzelały w powietrze i spadały, jak deszcz z powrotem na taflę wody. Kiedy odwróciłam się, by spojrzeć na resztę otoczenia, nie widziałem nic poza doskonale ściętą trawą i krzewami ozdobnymi, które zostały wyrzeźbione na lwy. Jezu... Edward Nożycoręki tu mieszka, czy co?
-Tędy, Panienko - powiedział Riley, biorąc moje bagaże i zwracając moją uwagę w stronę domu.
Cementowe posągi w kształcie lwów zdobiły słupki po obu stronach schodów prowadzących na werandę. Wysokie, białe kolumny otaczały wejście do domu i ciągnęły się od wielkiego ganku, aż po drugie piętro. Riley pchnął dwuskrzydłowe drzwi, by pozwolić nam wejść do środka i Tajemniczy Mężczyzna wskazał ręką, bym przeszła przed nim. Podłogi były marmurowe, a sufity wysokie i w kształcie kopuły. Ale tym, co naprawdę przykuło moją uwagę były schody. Usytuowane były na środku pokoju i ciągnęły się do półpiętra na szczycie, gdzie rozdzielały się na inne schody, prowadzące tym razem w przeciwnych kierunkach domu. Wyglądało to jak jeden z tych momentów, gdzie księżniczka stoi na szczycie schodów i czeka, by zapowiedziano ją oniemiałemu tłumowi poniżej, zanim zejdzie z wdziękiem i przywita swoich gości.
Widzicie mnie? Prawdopodobnie potknęłabym się i upadłabym przy pierwszym kroku, moje ciało zwinęłoby się w kłębek, potoczyłoby i wylądowałyby z hukiem na samym dole. I nie byłoby to pełne wdzięku. W ogóle.
-Co o tym myślisz? - zapytał Tajemniczy Mężczyzna, wskazując ramieniem pomieszczenie. Zdecydowanie był dumny ze swojego domu. -Jest w porządku. Jeśli lubisz tego typu pretensjonalny snobizm - powiedziałam, wzruszając ramionami.Prawdą jest, że byłam pod wrażeniem. Wielkim wrażeniem.
-Odziedziczyłem ten dom. I nie jestem snobem - powiedział nieco urażony - Chodźmy na górę, do bardziej ustronnego miejsca, abyśmy mogli się wyspać. To był długi dzień, a ja mam wrażenie, że jutro będzie jeszcze dłuższe, jak prawdopodobnie każdy dzień przez następne pięć lat mojego życia. Odwrócił się i ruszył po schodach na górę, a ja poszłam za nim. -Wychodzi na to, że w czymś się jednak zgadzamy, panie Bieber - powiedziałam. Zatrzymał się nagle i spojrzał na mnie z wyrazem rozdrażnienia w oczach.
-Po prostu Justin - powiedział poważnym tonem, a następnie ruszył dalej schodami - Tylko pomoc zwraca się do mnie "Panie Bieber". -A czy ja nie jestem pomocą? Przecież mi płacisz, tak jak im - rzuciłam.
-Zaufaj mi, nie płacę im nawet w połowie tyle, ile płacę tobie - zadrwił, po czym odwrócił się na podeście, aby przejść na właściwe schody - I będziesz moją stałą towarzyszką w ciągu najbliższych pięciu lat. Ludzie muszą uwierzyć, że jesteśmy prawdziwą parą. To nie może się udać, jeśli wciąż będziesz zwracać się do mnie "Panie Bieber". -Zatem dobrze, Justin - powiedziałam, sprawdzając jak to brzmi - Który pokój jest mój? - zapytałam, kiedy dotarliśmy na długi korytarz, ze ścianami ozdobionymi dużymi obrazami.
-Nasz jest na końcu korytarza - powiedział, wciąż idąc naprzód. -Czekaj, nasz?
-Będziesz ze mną dzielić łóżko, Isabello. Czy ten punkt nie jest dla Ciebie oczywisty?
-Ale my nawet nie omówiliśmy warunków umowy, Justin - powiedziałam, kiedy otworzył drzwi na końcu korytarza i przeszliśmy przez nie. Zaraz jak przeszłam przez drzwi zamknął je i przyciągnął mnie do siebie.
-Warunki są całkiem proste - powiedział, a jego wargi pojawiły się na mojej szyi - Należysz do mnie przez pięć następnych lat i robisz to, co zechcę. Przybliżył swoje usta do moich i pocałował mnie stanowczo, lecz ja nie odpowiedziałam na jego pocałunek. Jego ruchy złagodniały i musnął swoimi ustami moje, chcąc bym również go pocałowała. -Pocałuj mnie, Isabello - szepnął, kiedy przycisnął biodra do moich - Może ci się spodoba.Nie dlatego pomyślałam, że może mieć rację ale dlatego, że wiedziałam, że właśnie kuszę los, a on może nie chcieć znosić moich humorków. Moja matka potrzebuje tej operacji, a jestem pewna, że jeszcze nie raz będzie dużo bardziej intymnie niż teraz. Więc równie dobrze mogę to przeboleć i poddać się. Wzięłam głęboki oddech, napierając swoją klatką piersiową na jego i złączyłam nasze usta. Justin jęknął z uznaniem, przesuwając się tak, że jego udo było między moimi, ręce na moich biodrach, a jego głowa przechylona na bok dla lepszego dostępu. Pozwoliłam mu pogłębić pocałunek, kiedy jego język przesunął się po mojej dolnej wardze i nie sądzę, bym kiedykolwiek tego żałowała. To nie tak, że całowałam wielu facetów, albo byłam ekspertem w tej dziedzinie, ale to, co ten facet robił swoim językiem...Przesunęłam dłonie na jego bicepsy, czując wypukłości napiętych mięśni pod marynarką. Chciałam być bliżej i pomyślałam, że może on doceni to, że przejęłam inicjatywę, więc przesunęłam dłonie pod marynarką, kładąc je na jego klatce piersiowej. Następnie przeniosłam je na ramiona, aby zsunąć z nich marynarkę. Złapał ją jedną ręką i odłożył na oparcie krzesła obok nas, zanim ponownie chwycił moje biodra i przysunął mnie bliżej. Ułożyłam dłonie po obu stronach jego szyi, owijając jego język swoim i ssąc go delikatnie. Justin jęknął w moje usta, a potem niespodziewanie odsunął się, zostawiając mnie stojącą tam z zamkniętymi oczami, głową przechyloną na bok, rękami nadal zawieszonymi w powietrzu, z ustami ułożonymi, jak do pocałunku. To było coś w rodzaju tego niezręcznego momentu w "Dirty Dancing", gdy Baby wciąż stoi w takiej pozie, a Johnny odchodzi, zostawiając ją.